Felietony

Efekt Kuciel-Frydryszak. Czy warto walczyć o tantiemy?

Weronika Gogola
4223 odsłon
dolar, tantiemy

Minął już ponad rok od głośnej dyskusji medialnej wywołanej sporem Joanny Kuciel-Frydryszak, autorki bestsellerowej książki Chłopki. Opowieść o naszych babkach, z Wydawnictwem Marginesy. Spór zakończył się porozumieniem stron, co cieszy, ale trudno nie zadać sobie pytania, czy burza medialna towarzysząca dyskusji wokół wynagrodzenia za sprzedaż Chłopek miała szerszy wpływ na branżę wydawniczą, a przede wszystkim na sytuację osób tworzących książki (mam tu na myśli nie tylko autorki, lecz także osoby odpowiedzialne za projekt graficzny okładek, redakcję, korektę, skład oraz – w przypadku prozy zagranicznej – tłumaczenia). Czy udało nam się należycie wykorzystać „efekt Kuciel-Frydryszak”? Jednym słowem: czy ta dyskusja miała sens?

Rok temu Grzegorz Wysocki zapytał o to właścicielkę Wydawnictwa Filtry. Ewa Wieleżyńska odpowiedziała wtedy: „Czy to coś oczyści? W moim głębokim przekonaniu – nie. Raczej w całym środowisku powstanie rana, którą będzie trudno zabliźnić”[1]. Dodała też, że bitwa – czy jak to określił Filip Springer, „nalot dywanowy” na wydawców – „jest walką wyniszczającą, bijącą na oślep, z której i wydawcy, i autorzy naparzający się teraz między sobą wyjdą przegrani”[2]. Może po roku warto zrewidować sytuację i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jest aż tak drastycznie? A może autorki, oddając swoje teksty, stały się bardziej świadome swoich praw, zaczęły negocjować warunki, a wydawcy są bardziej otwarci na negocjowanie umów, niż głoszą obiegowe opinie?

Mimo że historia każdej podpisywanej umowy jest indywidualna i wpływa na nią wiele czynników (gatunek, przewidywana sprzedaż, pozycja osoby oddającej projekt i tak dalej), pojawił się postulat istotny dla wszystkich: kwestia tantiem od sprzedaży, a konkretniej: 10% od ceny okładkowej jako minimalnego wynagrodzenia za sprzedaż. Warto podkreślić, że autorzy zagraniczni publikowani w Polsce mogą liczyć na tantiemy od ceny okładkowej lub ceny oscylującej wokół niej, znacznie przewyższającej cenę zbytu, którą proponuje się autorstwu z Polski. Dochodzi zatem do sytuacji, w której polskie pisarstwo otrzymuje warunki gorsze od zagranicznego. Uprzedzam kontrargument, który również pojawił się podczas dyskusji, jakoby autorzy zagraniczni dostają mniej niż ci polscy, bo ok. 7%. Tak, to typowa stawka za wydania zagraniczne, dla porównania jednak powiem, że to symboliczne 7% za moje słowackie wydania przynosi mi wyższy dochód, niż procenty od oryginalnego wydania w Polsce, chociaż teoretycznie są wyższe. I choć większość autorek nie jest związana z wydawcami umowami o pracę, a więc Kodeks pracy nie odnosi się do nich bezpośrednio, warto przypomnieć zapis dotyczący dyskryminacji:

Pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych, w szczególności bez względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną, zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony, zatrudnienie w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy[3].

Jesteś polską autorką, polskim autorem, to cierp! W jednym ze swoich podcastów wydawnictwo ArtRage odniosło się do tej kwestii – podkreśliło, że liczenie tantiem od ceny zbytu jest dla polskich wydawców „dupochronem”. Dlaczego jednak jako polska autorka mam ponosić to samo ryzyko ekonomiczne co mój wydawca, który wydając zagranicznych autorów w Polsce, rozlicza się z nimi na innych zasadach niż ze mną? Wydawcy z ArtRage w swoim podcaście tłumaczą, że nie mogą zaproponować zagranicznym autorom „polskich warunków”, bo nie są w stanie im wytłumaczyć, że w naszym kraju mamy tzw. dzikie pola. Zdaje się, że my, w ramach patriotyzmu i martyrologii, mamy ten fakt po prostu zaakceptować. Gdyby jednak wydawcy zaproponowali zagranicznym autorom i autorkom warunki, na które „muszą” godzić się polscy autorzy i polskie autorki, zwyczajnie nie dostaliby licencji, co w rezultacie oznaczałoby, że w Polsce nie ukazywałaby się proza zagraniczna.

Pytanie tylko: dlaczego mówimy o przymusie? Kiedy powstała taka narracja? Przypadek Kuciel-Frydryszak pokazuje, że jest przestrzeń na negocjacje, że nie należy się ich bać. Kiedy spojrzeć na wszystkie dyskusje rynkowe, trudno nie zauważyć, że dominuje w nich historia zależności pomiędzy dystrybutorami (uosobieniem zła) a wydawcami (reprezentującymi dobrą stronę mocy). Jako autorka nie mam wglądu do wszystkich mechanizmów, być może niektóre kwestie oceniam niesłusznie, ale moja perspektywa – jako osoby funkcjonującej na dwóch rynkach, bo również na Słowacji – nie pozwala mi nie zauważyć, że zwalanie wszystkiego na złych dystrybutorów to spore uproszczenie, a dysonans w przekazie medialnym a faktycznymi warunkami panującymi na linii wydawcy–twórcy książek jest znaczący. Jakie miejsce w tym wszystkim zajmują osoby twórcze?

Zarobki polskich pisarzy i pisarek wahają się z reguły od 7% do 15% ceny zbytu, czyli najniższej ceny rynkowej, za którą wydawcy sprzedają książkę dystrybutorom. To mniej więcej połowa ceny okładkowej (bywa że mniej), co oznacza, że kiedy kupujecie książkę polskiej autorki polskiego czy autora, w większości przypadków z całej wydanej przez was sumy wróci do nich złotówka, maksymalnie 3 zł. Książkę beletrystyczną pisze się z reguły od roku do trzech lat, zaliczki zwrotne (pieniądze, które potem odlicza się od tantiem) wynoszą w przypadku polskiej prozy zwykle od 5000 zł do 20 000 zł. W większości przypadków procenty od ceny zbytu są więc ustalane tak, aby zaliczka była jedynym zarobkiem, na który mogą liczyć osoby piszące, mimo że ich książki przynoszą znacznie większy dochód. Żeby zatem zarobić miesięczną średnią krajową, autorka musi sprzedać jakieś 5000 egzemplarzy, co w dzisiejszej sytuacji rynkowej w przypadku beletrystyki czy tzw. literatury pięknej jest niemal niemożliwe (albo rozciąga się na cały okres trwania licencji, czyli około 5 lat). Nikt nie mówi oczywiście o tym, że sprzedaż książek ma nam zapewnić średnią krajową, rozmowa o tantiemach jest jednak rozmową o potencjale, a ten dla wszystkich, przynajmniej teoretycznie, jest taki sam.

Dyskusja wokół zarobków pisarzy często odbija się od argumentu, że proza się po prostu nie sprzedaje i trudno wymagać od wydawcy, żeby płacił za książki, które się nie zwrócą. Zgoda, niemniej trudno też obarczać autorki ryzykiem biznesowym, a tym de facto jest proponowanie tantiem za cenę zbytu, a nie cenę okładkową. Wydawcy wielokrotnie podkreślali, że nie są w stanie tyle zapłacić polskiemu autorstwu (zagraniczni, jak już wspominałam, rządzą się innymi prawami) ze względu na sytuację finansową. Praca tłumaczeniowa i zlecenia komercyjne w branży marketingowej nauczyły mnie, że przed akceptacją zlecenia zawsze warto przyjrzeć się wynikom finansowym kontrahenta. Dlatego proponuję dokonać pewnego rodzaju weryfikacji biznesowej i zajrzeć do dostępnych publicznie raportów finansowych wydawnictw. Niżej przywołuję wyniki finansowe kilku polskich wydawnictw; uwzględniłam tutaj te, które środowisko przyjęło uważać za największe wydawnictwa wydające polską prozę, oraz te, które były najaktywniejsze w dyskusji wywołanej przez Joannę Kuciel-Frydryszak. Oprócz analizy finansowej, którą sporządziła dla mnie Barbara Szustakiewicz-Przybyłka, profesjonalnie zajmująca się audytami finansowymi, w tekście opieram się również o Analizę zarobków pisarskich w latach 2017–2021 Katarzyny Boni, raport Jeszcze książka nie zginęła?, przygotowany przez Polską Sieć Ekonomii na zlecenie Instytutu Książki, raport Pisać może dziś każdy autorstwa Agnieszki Budnik, Grzegorza Jankowicza, Alicji Palęckiej i Michała Sowińskiego, skupiającego się na kondycji gdańskich pisarzy i pisarek, wyszukiwarce danych z KRSu i zanonimizowanym wywiadzie środowiskowym.

W cytowanym już wywiadzie Wieleżyńska nawoływała: „Jeśli ktoś uchybił, ujawnijmy te przypadki, pokażmy te gangsterskie zapisy, rozpocznijmy na ten temat konkretną debatę, a nie mówmy, że wszyscy wydawcy to złodzieje albo wspólnicy pedofila”[4]. Spróbujmy więc, choć jedyne konkretne dane, do których mamy dostęp, to te z KRS-u. Warto zaznaczyć, że przychody nie opierają się na samej sprzedaży książek; są wypadkową wszelkiego rodzaju sprzedaży usług i produktów. Zysk netto rozumiany jest natomiast jako kwota po zsumowaniu wszystkich przychodów, łącznie z dotacjami, i po odcięciu wszystkich kosztów i podatków. Wiele wydawnictw wypłaca też dywidendy, które trafiają do właścicieli, udziałowców i akcjonariuszy.

Zacznijmy od Wydawnictwa Marginesy, z którym Joanna Kuciel-Frydryszak weszła w spór (przypomnijmy: autorka podkreśla, że zanim zaczęła egzekwować swoje prawa, pozostawała z wydawcą w dobrych relacjach). W przypadku Marginesów przychody ze sprzedaży ogółem w roku 2022 wynosiły 27 511 552,26 zł, w 2023 – roku premiery Chłopek – wzrosły do 42 041 329,15 zł, a w roku 2024 zanotowano kolejny wzrost: do 52 446 237,81 zł. Do 2023 roku wypłacano dywidendy, które ostatecznie trafiały do Bonnier, właściciela wydawnictwa. W 2024 roku zysk przeznaczono na kapitał zapasowy. Zysk netto w 2024 roku wynosił 3 762 137,24 zł. Jak widać, w stosunku do 2023 doszło do wzrostu przychodów o ponad 10 000 000 zł, na co z pewnością miał wpływ sukces Chłopek, natomiast zanotowany niższy zysk wynika z większych kosztów, głównie kosztów zarządu. W zarządzie spółki Bonnier Books Polska Sp. z o.o. zasiada Krzysztof Sławomir Grudziński, który jest prezesem nie tylko Wydawnictwa Marginesy, lecz także Bonnier Books Polska, BookBeat, Wydawnictwa Jaguar (w 2025 doszło do scalenia) oraz Spółki Grudzińscy i Spółki Grudzińscy 2, które prowadzi wspólnie z założycielką wydawnictwa, a prywatnie małżonką, Hanną Mirską-Grudzińską, beneficjentką rzeczywistą spółek. Krzysztof Grudziński to również członek Rady Polskiej Izby Książki. Dla przypomnienia – podczas dyskusji wokół sporu Kuciel-Frydryszak z Marginesami PIK rekomendowała wstrzymanie się od głosu: „Wyrażamy także nadzieję, że osoby i podmioty niebędące stroną sporu zachowają umiar w wyrażaniu swoich opinii na temat zaistniałej sytuacji”[5].

Wydawnictwem cieszącym się w polskim środowisku bardzo dobrą opinią, a równocześnie aktywnie biorącym udział w zeszłorocznej dyskusji jest Karakter. Jego sytuacja finansowa jest dobra – na przestrzeni ostatnich lat mówimy o zyskach. Poza sprzedażą spółka osiąga też przychody z dotacji: w 2023 roku wydawnictwo dostało ponad 70 000 zł, w 2024 – 117 000 zł. Przychody ze sprzedaży w roku 2024 wynosiły 4 162 154,34 zł, w 2023 – 3 231 257,25 zł. Zysk netto w 2024 roku wynosił 752 698,43 zł.

Kolejnym aktywnym w dyskusji środowiskowej wydawnictwem jest ArtRage. Jak już wspominałam, prowadzi ono własny podcast, skupiający się na kulisach rynku. Wydawcy stylizują się na „antysystemowców”, dzięki czemu zyskują rzesze fanów (są aktywni w walce o transparentność, między innymi jako jedyni na rynku podają do wiadomości publicznej wysokość nakładu). ArtRage oparło swoją strategię marketingową na historii o dwóch „wyluzowanych kolesiach” (w rzeczywistości udziały w wydawnictwie należą do siedmiu osób), którzy co miesiąc ogłaszają bankructwo. Tymczasem ich sytuacja finansowa jak na małe wydawnictwo jest dobra – niedawno ogłosili stworzenie imprintu. W stosunku do 2023 roku widać znaczącą poprawę (być może wpływ na to miała Nagroda Nobla dla wydawanego przez ArtRage Jona Fossego), zwiększyły się środki pieniężne: przychody wzrosły o ponad 1 200 000 zł. Po raz pierwszy wypłacono dywidendę w wysokości 100 000,66 zł za rok 2024. Przychody ze sprzedaży ogółem w roku 2024 wynosiły 3 294 209,94 zł, a w roku wcześniejszym 2 089 979,74 zł, zysk netto za rok 2024 to z kolei 292 973,62 zł.

Jak widać na przykładzie ArtRage, wizerunek samego wydawnictwa, zwłaszcza w przypadku mniejszych oficyn, jest niezwykle ważny. Rynek jest na tyle przesycony, że nie wystarczy być kolejnym wydawnictwem z ładnymi okładkami. Pokazują to wyniki finansowe Wydawnictwa Filtry. W przytaczanym już wywiadzie Wieleżyńska mówiła, że „wydawca (…) musi opłacić jeszcze pensje pracowników”[6]. Być może sytuacja uległa zmianie, ale zarówno w 2024, jak i w 2023 roku Wydawnictwo nie zatrudniało nikogo na podstawie umowy o pracę, posiadało natomiast niski kapitał podstawowy i straty z wcześniejszych lat. Przychody ze sprzedaży ogółem w roku 2024 wynosiły 1 591 033,43 zł, w 2023 zaś 1 756 862,73 zł. Wydawnictwo miało wówczas stratę w wysokości 78 571,12 zł, w poprzednim roku strata wynosiła 447 156,02 zł. W roku 2024 po raz pierwszy pojawił się zysk: 223 039,14 zł. Mimo to sytuacja finansowa Filtrów jest nieciekawa. W sprawozdaniu nie pojawia się jednak informacja, że dalsza działalność wydawnictwa jest zagrożona (ujemne kapitały), nie znajdziemy w nim też ewentualnych wyjaśnień, jak zarząd zamierza rozwiązać tę sytuację.

Warto również przyjrzeć się wydawnictwu Mariusza Szczygła: niegdyś Dowody na Istnienie, teraz Dowody. Działa ono przy fundacji prowadzącej działalność gospodarczą w ramach Instytutu Reportażu, co jest nietypowe i pozwala na korzystanie z dotacji w nieco szerszym wymiarze. Wydawnictwo cieszy się płynnością finansową, prawdopodobnie dzięki zróżnicowanym źródłom dochodów (granty, sprzedaż, darowizny). Chociaż teoretycznie działalność gospodarcza nie powinna dominować nad działalnością statutową fundacji, przychody z działalności statutowej w roku 2023 to około 1 500 000 zł, głównie z dotacji i darowizn. Przychody ze sprzedaży wynosiły ogółem 4 252 381,14 zł w 2024 i 4 027 237,86 zł w 2023 roku; zysk netto w roku 2023 wynosił 295 371,59 zł, a w 2024 – 544 155,16 zł. Na rachunkach w 2023 roku zgromadzono środki pieniężne w wysokości 882 993,00 zł. Rok wcześniej było to 373 913,76 zł, możemy więc stwierdzić, że sytuacja finansowa Dowodów jest raczej stabilna.

Najlepiej na rynku radzi sobie wydawnictwo Znak, które w samych akcjach i funduszach inwestycyjnych posiada ponad 45 000 000 zł, dodatkowo ma sporą część środków pieniężnych na rachunkach i lokatach. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak w 2024 zanotował przychód w wysokości 143 632 676,77 zł i zysk netto 9 897 059,07 zł, a w 2023 roku odpowiednio 135 694 110,08 zł i 6 433 488,28 zł. SIW Znak jest jednostką dominującą Grupy Kapitałowej Znak (Wydawnictwo Otwarte, portal Lubimy Czytać), której wyniki są jeszcze lepsze: w 2023 roku skonsolidowany zysk netto wyniósł w niej 7 439 952,14 zł a w 2024 – 10 498 552,83 zł. Taką sytuacją finansową Znak wyróżnia się na tle pozostałych.

Kolejni giganci związani z innymi podmiotami to Wydawnictwo W.A.B. i Grupa Wydawnicza Foksal – ich przychody w 2024 roku wynosiły 83 011 578,96 zł, a w 2023 ogółem 83 832 270,40 zł, zysk netto w 2023 – 4 243 421,73 zł, w 2024 – 2 890 228,45 zł. Nie można wyodrębnić dokładnej kwoty przychodów i zysków tylko dla W.A.B., niemniej sytuacja finansowa wydawnictwa jest bardzo dobra, zwłaszcza od kiedy Foksal znalazł się w Grupie Kapitałowej Empik. To tam trafiają coroczne dywidendy. W latach 2022 i 2023 przekraczały one 4 000 000 zł, a w 2024 roku wynosiły blisko 3 000 000 zł.

Ciekawym przypadkiem na rynku jest Wydawnictwo Literackie, z którego w krótkim czasie odeszło kilka wielkich nazwisk, przede wszystkim Dorota Masłowska i Szczepan Twardoch, z kolei pisarka Dominika Słowik oskarżyła je o praktyki mobbingowe. Czy to wpłynęło na wyniki finansowe? W latach 2022 i 2023 Wydawnictwo poniosło kilkumilionowe straty. Mimo to w roku 2024 przychód ogółem wynosił 37 384 831,39 zł i pierwszy raz od lat pojawił się zysk – w wysokości 1 360 647,15 zł. Możemy więc uznać, że aktualna sytuacja finansowa wydawnictwa jest dobra. Osiągnięty zysk został przeznaczony na pokrycie strat z lat poprzednich (nie wypłacono dywidendy).

Ostatnim z silnych graczy na rynku jest Wydawnictwo Czarne. Jego przychody za rok 2024 wynoszą 17 865 166,87 zł, za rok 2023 – 17 739 211,47 zł, a zysk netto analogicznie 791 825,51 zł i 1 276 768,37 zł. Wydawnictwo uzyskuje też dotacje – w 2023 roku w wysokości 125 943,31 zł, w roku kolejnym 96 000 zł. Dodatkowo Czarne posiada na własność środki trwałe (głównie budynki o wartości ponad 2 000 000 zł oraz środki transportu, czyli samochody, o wartości brutto około 335 000 zł). Środki pieniężne na rachunkach wzrosły ponad dwukrotnie w 2024 roku, ponadto jest linia kredytowa. Widać dużą wartość kapitału zapasowego; są to zapewne zyski z lat ubiegłych. W 2024 roku przychody utrzymują się na podobnym poziomie jak rok wcześniej, mimo to udało się osiągnąć wyższy zysk, prawdopodobnie dzięki niższym kosztom amortyzacji wartości niematerialnych i prawnych. Pozostałe koszty, w tym koszty wynagrodzeń, nieznacznie wzrosły. Wynik za rok 2024 częściowo został przeznaczony na wypłatę dywidendy (247 000 zł).

Na koniec jeszcze przytoczę wyniki znanego i lubianego Wydawnictwa Dwie Siostry, słynącego z ilustrowanych książek dla dzieci, które rozsławiły Polskę na całym świecie. Całość udziałów Wydawnictwa należy do dwóch osób fizycznych: Jadwigi Jędryas i Ewy Stiasny, z których każda otrzymuje po 50% zysków. W 2022 roku wypłacono dywidendy w wysokości 1 600 000 zł, w 2023 – 2 000 000 zł. Środki pieniężne na rachunkach wynosiły 10 176 805,27 zł. Wskaźnik płynności wskazywał na nadpłynność. Skonsolidowany przychód spółki za okres od 1.01.2023 do 30.11.2024 r. wynosił 36 724 395,80 zł *.

Przytaczam te wszystkie dane szczegółowe, żeby ułatwić autorstwu odpowiedź na pytanie, czy warto walczyć o wysokość tantiem. Tym bardziej, że tantiemy odbijają się przecież od sprzedaży, a więc nie stanowią dla wydawców takiego ryzyka jak wysokość zaliczki, która nie musi się zwrócić. Niegdysiejszy spór Sapkowskiego z CD Projekt powinien być tu istotnym argumentem za skierowanie swojej uwagi na znaczenie tantiem, a nie samej zaliczki. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby negocjować i jedno i drugie. Moje osobiste doświadczenie jest takie, że wydawcy są bardziej otwarci na dialog, niż krążące o nich opinie.

Jeśli więc dyskusja wokół sporu Kuciel-Frydryszak i Marginesów miałaby nam coś przynieść, to przede wszystkim odwagę i świadomość, że w tym układzie jesteśmy partnerami biznesowymi, a nie podwykonawcami uwikłanymi w hierarchii pionowej. A ponieważ wyniki finansowe są danymi publicznymi, warto zapoznać się z sytuacją wydawnictwa przed ustaleniem warunków przyszłej współpracy.

Przez ostatnie dziesięć lat poznałam mnóstwo osób piszących, tłumaczących, redagujących i projektujących książki, pochodzących z różnych krajów. Hasło „patologia rynku” można by odnieść do obszaru szerszego niż Polska. Nawet gloryfikowany w Polsce rynek czeski boryka się z wieloma problemami, w tym brakiem transparentności w rozliczeniach i seksizmem. Trudno jednak nie zauważyć, że obszar postsocjalistyczny czy postsowiecki jest – wobec często przywoływanych jako dobry przykład rynków niemieckiego czy francuskiego – specyficzny. Prawdopodobnie dlatego, że większość funkcjonujących na nim wydawnictw została założona przez osoby, które wyrosły na micie samizdatu i broszury, a równocześnie zachłysnęły się kapitalizmem, gdy ten wkraczał z impetem na niezbadane tereny Europy Środkowo-Wschodniej.

Rzeczywistość reżimu, z którego wciąż mentalnie się podnosimy, wspierała autorki i autorów współpracujących z władzą, oferując im primo wysokie nakłady, secundo wikt i opierunek. Ci, którzy tworzyli w podziemiu, a więc ci „dobrzy”, nie robili tego dla sławy i pieniędzy, ale w imię idei. Z nastaniem transformacji nowo powstałe wydawnictwa prawdopodobnie wymagały od pisarzy i pisarek tej samej postawy – skoro tworzycie prozę wartościową, przynoszącą naszej kulturze korzyści, róbcie to pro bono albo za symboliczną sumę. Autorzy i autorki zostali zatem sprowadzeni do roli strażników kaganka i opiekunów zbiorowej świadomości, pozostawała przy nich odpowiedzialność za słowo, lecz wymagano od nich równocześnie poświęcenia i radości z powierzonej im roli czy też misji. Sprowadzono nasze rzemiosło do kategorii pracy emocjonalnej, która (a mówię to jako matka dwójki dzieci) nie jest, powiedzmy sobie szczerze, finansowo opłacalna, równocześnie pozbawiając nas wsparcia systemowego i państwowego, które również kojarzy się negatywnie, z poprzednim reżimem. Zwrot w myśleniu o wsparciu państwa może poważnie wpłynąć na sytuację zarówno pisarzy, jak i wydawców. Ale to temat na zupełnie inny tekst.

Dyskusja wokół rynku książki nie wydarzyła się w próżni a równolegle do protestów w środowisku filmowym, które wywalczyło sobie prawo do tantiem, i środowisku teatralnym, które rozpoczęło dyskusję o przemocy w teatrze. Nie mam złudzeń, że sukces taki jak ten, który stał się udziałem Chłopek, jest fenomenem i zdarza się bardzo rzadko. W postulacie zwiększenia procentów od tantiem nie chodzi o naiwne sny o wielkiej fortunie, lecz o zabezpieczenie proporcjonalnych zysków od sprzedaży na wypadek potencjalnego sukcesu. Na popularnym kanale Louisiana Channel amerykański autor Bret Easton Ellis na pytanie o radę dla młodych artystów półżartem, półserio odpowiada: Marry someone rich. Dyskusja wywołana przez autorkę Chłopek podsuwa nam jednak inne rozwiązanie: zawalcz o dobre tantiemy, a w negocjacjach opieraj się na obiektywnych danych.


[1] Ewa Wieleżyńska: Boimy się, ale nie tego, że stracimy nasze rzekome pałace [rozmowa z Grzegorzem Wysockim], 26.03.2025 [dostęp: 24.06.2026].

[2] Tamże.

[3] Kodeks pracy, Dz.U.2025.277 t.j., art. 183a.

[4] Ewa Wieleżyńska…

[5] Komunikat Polskiej Izby Książki, 18.03.2025 [dostęp: 24.06.2026].

[6] Ewa Wieleżyńska…

[*] W pierwszej opublikowanej wersji tekstu autorka wprowadziła błędną informację, jakoby skonsolidowany przychód spółki o wartości 36 724 395,80 zł był zyskiem wydawnictwa za rok 2024, za co serdecznie przeprasza.

fot. Adam Nir / Unsplash.com