Felietony

Jeż na autostradzie. Michał Książek, „ciało świata”

Julia Fiedorczuk
361 odsłon
fot. Jaron Nix / Unsplash.com

 

Czerń
Nie umiałem powiedzieć
skąd nadchodził wieczór.

Nadchodził. Barwa świata
świadczyła, że w języku i świetle
chodziło o ruch.

Kiedy świat ze słońcem
już sobie poszli na zachód.

Wieczór był kolorem.

Tak jak kos, sójka i klon.
A grawitacja bezbarwna.
Jak wiatr i jajeczka motyli.

Muszę wyznać, że w gruncie rzeczy lubię grudzień, wczesne zmierzchy i pogłębiającą się ciemność, czarne, bezlistne drzewa, niskie mgły. Nie lubiłabym go, gdyby miał trwać wiecznie, no ale nie trwa. Lubię dni poprzedzające przesilenie zimowe, czekanie na powrót słońca, wyobrażanie sobie życia, które już się przecież szykuje do nowego okrążenia, już jest w zakamarkach tego martwego czasu gotowe. Czerń – co to za barwa? Kiedy pomiesza się wszystkie farby, uzyska się coś w rodzaju brudnej czerni, będzie to jednak odwrotność czerni prawdziwej, która jest brakiem barw, albo inaczej – możliwością każdego koloru, pustką. Wydaje mi się, że w wierszu Książka tytułowa czerń to tło, z którego wyłaniają się poszczególne formy wieczora.

Przeczytałam ten wiersz na początku grudnia i dostrzegłam w nim grudniowy mrok, choć opisany wieczór niekoniecznie jest zimowy (raczej na pewno nie jest). Ale wiersz działa trochę jak przyrząd optyczny, który można przyłożyć do świata w różnych miejscach i różnych momentach, by w zależności od konkretnej sytuacji zobaczyć różne rzeczy. Myślę, że to ważna aspiracja twórczości Książka: sprawić, żebyśmy dostrzegli świat przyrody. W swoich wierszach, ale też w prozie (na przykład w niezwykłym Atlasie dziur i szczelin) autor, owszem, opisuje pewne wycinki świata, co jednak ważniejsze, tak kieruje naszą uwagą, że sami zaczynamy je widzieć: po swojemu. W tym aspekcie cała działalność Książka, zarówno pisarska, jak i popularyzatorska (autor prowadzi miejskie wycieczki przyrodnicze, jest aktywny w mediach społecznościowych), wypracowuje szczególny model relacji między twórczością artystyczną a ludzkim byciem w świecie.

Jedyna barwa, której nazwa zostaje przywołana w omawianym tekście, to czerń. Wszystkie inne kolory należą do poszczególnych bytów. Kos jest czarnogranatowy, sójka – brązowoszara z jaskrawoniebieskim „lusterkiem”, klon – to zależy od pory roku. Barw nie da się oddzielić od konkretnych form materii, od całej sytuacji doświadczenia. Jak pisze Maurice Merleau-Ponty, „ta czerwona plama, którą widzę na dywanie, jest czerwona tylko za sprawą przecinającego ją cienia, jej jakość ujawnia się tylko dzięki grom światła, a więc jako element konfiguracji przestrzennej (…) nie byłaby dokładnie tym, czym jest, gdyby nie stanowiła «wełnistej czerwieni» dywanu”[1]. Myślę, że poezję Książka, z jej naciskiem na żywą percepcję, na uważne obserwowanie umysłu w świecie, można przypisać do tradycji fenomenologicznej. Poeta tworzy oczywiście własny, unikalny styl, co pozostaje spójne z ujęciem fenomenologii jako pewnego rodzaju praktyki. Według Merleau-Ponty’ego „fenomenologia może być uprawiana i uznawana za pewien sposób postępowania lub pewien styl”[2].

Frazę „ciało świata” również zapożyczam od francuskiego filozofa. Merleau opisuje tak pierwotną, zmysłową substancję tworzącą i świat, i postrzegające ciało – nie da się ich rozdzielić. W wierszu Książka podmiot jest zanurzony w doznaniu, na które składają się rozmaite wrażenia zmysłowe, ale także poczucie czasu i wyobraźnia poetycka (ona też przynależy do świata). „Czerń” nie proponuje statycznego obrazka (zobaczcie, jaki ładny wieczór!), powiedziałabym raczej, że rejestruje dynamiczny proces stawania się świata. Czasu nie da się odseparować od ruchu, ruchu od barw poruszających się przedmiotów, barw od postrzegających je oczu. W ten sposób podmiot i świat współpowstają – chwila po chwili.

Podoba mi się, że tekst zaczyna się od frazy: „nie umiałem powiedzieć”. Sądzę, że całkiem sporo wierszy zaczyna się od podobnego ugrzęźnięcia: nie da się czegoś powiedzieć, dlatego mówimy. Jeśli wieczór „nadchodził” (i jeśli teraz nadchodzi dla mnie, grudniowy), to dlatego, że łatwo nam metaforycznie tłumaczyć czas na ruch, zwłaszcza taki rodzaj ruchu, który sami często praktykujemy. Ale opisaną scenę naprawdę przenika ruch – ruch żywych istot, obroty Ziemi wokół własnej osi, z których wynikają pory dnia i nocy, jej wędrówka wokoło Słońca, z której wynikają pory – kolory – roku. Nie da się przyszpilić momentu, w którym robi się ciemno; to stopniowy proces, a nasze zmysły rejestrują tylko efekt: „czerń”. Wiersz jakoś nas do tego procesu przybliża, sprawia, że przez moment czujemy się jego częścią.

 

fot. Jaron Nix / Unsplash.com


Przypisy

[1] M. Merleau-Ponty, Fenomenologia percepcji, tłum. M. Kowalska, J. Migasiński, Warszawa 2001.

[2] tamże