Felietony

Jeż na autostradzie: Ruchome miejsca – Bianka Rolando

Julia Fiedorczuk
337 odsłon
Bianka Rolando

Jedno miejsce

Przez jabłoń wspinać się wyżej (schody są niewidzialne)
ale to ty musisz być skrzypieniem, tym co otwiera kufer
Jest sporo liści i spadów, czasem zdarza się rdzawy płomień
co za tym szło? Nie pamiętam, ten świetny dowcip na końcu
który jakby nikogo nie ruszył, ale wszyscy chcieli już dotrzeć
bo jest pęknięcie w absydzie, jest kształt podróży bez miejsca
brama przeciągu, jest gwarno, wszyscy się garną do siebie
jest miejsce, niecierpliwe głosy, a czasem ktoś nuci z pamięci

Czytając wiersze Bianki Rolando mam wrażenie przebywania na progu jakiegoś świata jednocześnie znajomego i dziwnego, jakby w obrębie swojskości doszło do niewielkiego przesunięcia, które wszystko zmienia, albo inaczej; jakby odmalowana w wierszach rzeczywistość nie była zakotwiczona, tylko nieco rozchybotana. Dzięki temu rozchybotaniu widać, z czego jest zrobiona. Widać materię, ruch, przepływy intencji. Wyrażenie „odmalowana” jest tu zresztą na miejscu, Rolando jest także artystką wizualną i mam wrażenie, że sztuki plastyczne i sztuki słowa przenikają się w jej twórczości w unikalny sposób, że poprzez to połączenie przejawia się jej niepodrabialny, coraz bardziej wyrazisty styl.

Szczególnie ciekawym przykładem działania na styku różnych mediów był tom Stelle z 2019 roku (Biuro Literackie), w którym autorka podejmowała próbę reinterpretacji map nieba i mitycznych znaczeń przypisywanych przez ludzi gwiazdozbiorom. Poza tekstem, do projektu należały również rzeźby, fotografie – i taniec. „Stellom” towarzyszyła wystawa prac plastycznych, podczas której zamieszczony w książce cykl dwunastu „figur tanecznych” został ożywiony przez tancerza; całość nawiązywała do formy gwiazdozbioru Kila, przypominającego kadłub statku. Całe to złożone trans-medialne działanie, to „ogromna praca nad postrzeganiem,” jak zauważyła Joanna Mueller w rozmowie z Bianką Rolando przeprowadzonej po ukazaniu się książki. W tej samej rozmowie Mueller zaproponowała interesującą metaforę okulistyczną: „myślę sobie, że wchodzenie w Twoją książkę jest jak poddanie się zakropieniu oczu atropiną – czytelnik zgadza się na własną bezradność, pozwala odebrać sobie na jakiś czas zdolność ustalonego widzenia, otwiera swój aparat poznawczy na niepokojącą walkę czerni i bieli, a wszystko po to, żeby w nagrodę zacząć postrzegać inaczej, wyraźniej, bardziej wielowątkowo.” Czułam tę bezradność i wielokrotnie bywałam nagradzana, a największą frajdę sprawiało mi otwieranie książki na chybił trafił i odkrywanie obrazów, które tam znajdowałam. Napisałam wtedy (w Dwutygodniku), że takie doświadczenie lekturowe przypomina odkrywanie świata: „czasem trafia się na coś absolutnie pięknego (…) czasem na zagadkę, koan, tajemnicę, niezwykłą frazę.”

W 2022 dostaliśmy Abrasz (WBPCiK), książkę-patchwork o tytule nawiązującym wprost do wizualności: „abrasz” to widoczna we wzorze dywanu niezamierzona różnica w odcieniach barwy przędzy. Zwróćmy uwagę, że i ta metafora podbija sztuczną – to znaczy zrobioną – naturę rzeczywistości. Jak podpowiadają teorie nowomaterialistyczne, wszechświat jest nieustannie stwarzany przez wielu różnych aktorów, jest wynikiem współdziałania bytów, które wzajemnie na siebie wpływają, w istocie, przejawia się w owym współdziałaniu, współ-powstawaniu. Utkany przez poetkę dywan nie jest jakąś skończoną rzeczą, jest dynamicznym zbiorem fragmentów i bardzo sugestywnych obrazów: „domek spojrzał na mnie swoimi okienkami / zmieniały się postacie pozując do zdjęcia.” Patrzymy, ale obraz nie podlega unieruchomieniu, przedmiot odwzajemnia spojrzenie, porusza się, oddziałuje.

Najnowsza książka Rolando, z której pochodzi wiersz „Jedno miejsce”, nosi tytuł Absyda (WBPCiK). Zapytana jak rozumieć ową „absydę” autorka odpowiada: „jako wycofanie, wgłębienie, jaskinię; jako dno łodzi, głód. Miejsce potencjalnie poświęcone. Z drugiej strony to też żagiel wyginający łuk w różnych kierunkach” (korespondencja prywatna). Absyda jest zatem miejscem, miejscem głodu i uświęcenia, miejscem-w-drodze, ruchomym, do którego docieramy po niewidzialnych schodach, „przez jabłoń”. Wyczuwam gorączkę drogi, konieczność sterującą tym ruchem przez zmysły, przez liście, intuicyjnie rozumiem czym jest kształt podróży, ulepiony z dźwięków, z ognia i wiatru, sam jej kształt; czysty ruch w obrębie materii, jakby to świat próbował sam siebie wypowiedzieć.

Takim miejscem-niemiejscem, „absydą” jest również poezja. W „Próbie wiersza” poetka deklaruje:

Rzeźbię na dnie małe, wąskie wgłębienie
Słyszę bębny źródeł i one przynaglają mnie
Jestem, choć nóż nieraz ześlizgnął się ze skały
i zostawił ślad na palcach, które szukały klucza (…)

Pisanie jako drążenie wgłębienia, tworzenie chwilowej niszy, w której obserwujemy, z bliska, zmysłowo, intymnie, materializowanie się świata: właśnie tak opisałabym praktykę poetycką Bianki Rolando. Absyda to wybitna, bardzo wyrazista książka, może najlepsza z dotychczasowych publikacji tej autorki. Trzeba ją czytać powoli, uruchamiając wszystkie zmysły, dać się zdezorientować, a potem prowadzić drogami poza ubitym szlakiem.

Na zdjęciu: Bianka Rolando