1.
Miałem sześć, może osiem lat i byłem gorącym patriotą. Reprezentacja Polski w siatkówkę grała bardzo ważny mecz z Niemcami, a ja w głębi swojego młodego serduszka poczułem, że losy tej potyczki zależą właśnie ode mnie. My, Polacy, straciliśmy sześć punktów z rzędu i na boisku zaczynało być nieprzyjemnie. Wtedy wpadłem na genialny pomysł – jeżeli zjem kartkę papieru, wygramy ten mecz. Wyrwałem więc kartkę z zeszytu, zjadłem ją, a Polacy rozgromili Niemców. Potem był kolejny mecz, kolejna kartka papieru i kolejne zwycięstwo. Przegraliśmy dopiero wtedy, kiedy mama nie pozwoliła mi oglądać, bo było już za późno. Byłem rozgoryczony, ale gdzieś tam podskórnie wiedziałem, że to dopiero początek magii, pasji i rozczarowań.
2.
Kiedy miałem dziewięć lat, opętała mnie piłka nożna. Nie sam sport, jego idea, to słynne „dwudziestu dwóch milionerów biegających za napompowanym kocim pęcherzem”, ale jedna konkretna drużyna – popularni Kanonierzy, Arsenal z Londynu, mieszanka młodości i doświadczenia pod batutą eleganckiego i surowego Arsène’a Wengera. Pokochałem drużynę, w której biegali Thierry Henry i młodziutki Cesc Fàbregas, i to od ich losów zacząłem uzależniać swoje własne. W tamtych czasach byłem młodym szachistą. W wieku dziesięciu lat obserwowałem, jak moja ukochana drużyna w drodze do paryskiego finału Ligi Mistrzów eliminuje Real Madryt, Juventus i Villareal,a ja na szachownicy robiłem błyskawiczne postępy. Zbliżał się finał z Barceloną i Mistrzostwa Śląska Juniorów w Szachach Klasycznych. Arsenal miał wygrać i miało być to zwieńczenie najlepszego okresu w historii klubu. Ja miałem awansować z Mistrzostw Śląska do półfinałów Mistrzostw Polski i przy okazji świetnie się bawić między jedną a drugą partią. Było tak – bramkarz Arsenalu otrzymał czerwoną kartkę, potem nasz obrońca, mimo gry w osłabieniu, wyprowadził nas na prowadzenie. Pod koniec meczu dostaliśmy jednak dwie szybkie bramki i przegraliśmy tamten finał, a ja się popłakałem i chciałem spać z babcią. Kilka dni później pojechałem na Mistrzostwa Śląska tylko po to, aby seryjnie przegrywać partie. Wiedziałem, że porażka Kanonierów w finale przeklęła także mój los, więc nawet się nie łudziłem. Potem było dziesięć lat bez żadnego trofeum. Ludzie związani z Arsenalem żartowali, że ich pucharem jest bycie w TOP 4 ligi angielskiej, co dawało kwalifikację do Ligi Mistrzów i złudzenie, że jest się w europejskiej czołówce. Przyswoiłem ten tok rozumowania i swoje wyniki w nauce uzależniałem od awansu Arsenalu do Ligi Mistrzów. Rok w rok miałem czerwony pasek, a moja drużyna nie tylko kwalifikowała się do tych rozgrywek, ale też odpadała dopiero w ćwierćfinałach, 1/8 finału czy raz nawet w półfinale. W 2015 roku wreszcie coś wygraliśmy – to był Puchar Anglii. W tamtym czasie zakwalifikowałem się do finału olimpiady polonistycznej, a potem dostałem się na wymarzone studia, których nie skończyłem, bo po niezłym sezonie 2015/16 z Arsenalem było coraz gorzej. W końcu wypadliśmy nawet z TOP 4, a z drużyną musiał pożegnać się jeden z największych bohaterów mojego dzieciństwa, trener Arsène Wenger.
4.
W wieku dwudziestu sześciu lat zostałem pisarzem i zadebiutowałem książką pod tytułem Trash Story. Radosny moment przyjścia powieści na świat poprzedzony był pełną determinacji pracą i staraniem się o uzyskanie przychylności wydawnictwa, które zdecyduje się wydrukować moją eksperymentalną opowieść o sobie, kreskówkach i otaczającym mnie świecie. Trzy miesiące po ukazaniu się bardzo pozytywnych recenzji zaczął się sezon 2022/23, pierwszy dobry sezon od kilku lat. Pamiętam, że w kolejce inicjującej ligę wygraliśmy z Crystal Palace 3 : 1, a potem długo, długo nie przegrywaliśmy. Kolejne zwycięstwa Arsenalu i pozytywne recenzje podtrzymywały we mnie przekonanie, że tym razem może udać się coś, co długo, długo było nie do pomyślenia – Arsenal zdobędzie mistrzostwo, a ja jakąś fajną nagrodę. Żeby było intensywniej, pisałem kolejną książkę – Dwie powieści ruchu. Kiedy nominowano mnie za Trash Story najpierw do Nike, a potem do Gdyni i Conrada, było już po sezonie, w którym straciliśmy szansę na mistrzostwo na ostatniej prostej, w dosyć frajerski i nieszczęśliwy sposób. Pomyślałem sobie tak – za to wicemistrzostwo dojdę do finału Nike, Conrada na pewno nie dostanę, a od Gdyni zależy przyszłoroczne mistrzostwo Arsenalu. Trzymałem więc za siebie kciuki.
5.
Nagrodę Literacką Gdynia w 2023 roku otrzymała Małgorzata Żarów. Dzień po rozdaniu nagród nieszczęśliwie zremisowaliśmy z Fulhamem, a ja oglądałem ten mecz na leżaczkach „Tygodnika Powszechnego” w jednym ze strategicznych miejsc festiwalu Miasto Literatury. Pod wpływem frajerskiego remisu pomyślałem sobie tak: ten sezon idzie na straty, ale za rok znów mnie nominują i wtedy ja wygram, a Arsenal zdobędzie mistrzostwo. Wróciłem do Warszawy bez kasy, ale pełen dobrych myśli, miłości do literatury i determinacji do oglądania angielskiej piłki kopanej.
6.
Moim najlepszym wspomnieniem związanym z nagrodami jest gala Nike. Ogólnie było trochę zabawnie, a trochę strasznie. Jakieś przemowy liberałów, niemili ludzie i ta sama oprawa muzyczna co na Gdyni. Pod koniec było jednak naprawdę zabawnie. Kiedy gala się skończyła i wszyscy bili brawo, mój kolega, poeta Szymon Kowalski, wstał i powiedział: „Przepraszam, mam jeszcze pytanie!”. Nikt nie zwracał na niego uwagi.
7.
W 2023 roku Conrada otrzymała Urszula Honek. Tuż po finale tej nagrody Arsenal przegrał kilka spotkań z rzędu, a sezon zakończyliśmy na drugim miejscu, ze stratą zaledwie dwóch oczek do tego cholernego Manchesteru City (oni są nie fair, bo wydają za dużo kasy na piłkarzy!). Ale nie martwiłem się za bardzo, bo wiedziałem, że tak będzie, już w sierpniu, na początku sezonu i po pierwszej nominacji do Gdyni.
8.
Kiedy w roku 2024 nominowano mnie po raz drugi do Gdyni, a Arsenal szukał wzmocnień przed nadchodzącym sezonem, wiedziałem, że oto nadszedł nasz czas. Będzie pięknie! Ustawię sobie finansowo następny rok dzięki pięćdziesięciu tysiącom minus podatek, a Arsenal będzie rozklepywał wszystkich po kolei i może nawet nie przegra meczu jak w sezonie 2003/04, którego nie oglądałem, bo byłem za młody. Kiedy nagrodę otrzymał Grzegorz Bogdał, myślałem, że szlag mnie trafi. Czy jury myśli, że tu chodzi tylko o mnie i te cholerne pieniądze? Na świecie są miliony kibiców Arsenalu, a oni złamali nam wszystkim serca. Nie ukrywam, że byłem smutny i trochę nawet pogniewany – na jury i cały świat. W obecnie trwającym sezonie 2024/25 Arsenal jest trapiony plagą kontuzji, a w momencie pisania tego tekstu tracimy do Liverpoolu siedem punktów. Niczego z tego nie będzie, a ja nie mam szansy na żadną nominację czy nagrodę, bo po prostu nie wydałem w zeszłym roku żadnej książki. Aha, nie dostałem też stypendiów m.st. Warszawy ani ministry kultury i to rozzłościło mnie jeszcze bardziej niż przegranie Gdyni, a do tego myślę, że ostatecznie pogrzebało szansę Arsenalu na cokolwiek. Oglądam więc mecze z pasją, miłością, zaangażowaniem, ale bez większej nadziei. Jak ktoś, kto poważnie traktuje myślenie magiczne. I jak ktoś, kto jest pewien, że jego czas dopiero nadejdzie.
9.
Ogólnie myślę, że system nagród jest trochę bez sensu, więc zdecydowałem się na taką formę tekstu. Dzięki temu mogę śmiać się z siebie, nagród, świata, a przy okazji powiedzieć coś dla mnie bardzo ważnego – ja naprawdę kocham ten Arsenal. Mam przy tym świadomość, że w sporcie zwycięzca jest tylko jeden, ale przegrani mają na koncie po kilka milionów (i to funtów!). W literaturze walczy się o ogromne pieniądze, które są za małe na ustawiającą życie inwestycję typu mieszkanie i za duże, żeby się nimi nie przejmować czy kiedykolwiek mieć taką sumę na koncie bez wygrania czegokolwiek. W każdym razie – na pewno istnieje rozsądniejszy system dawania pieniędzy osobom piszącym literaturę piękną. Apeluję tutaj do ludzi, którzy się na tym znają, żeby coś wymyślili. A ja będę czekał, choć długo pewnie jeszcze nic się nie zmieni. No i jeżeli nic się nie zmieni, to jeśli znów mnie do czegoś nominują, przyjdę na galę w koszulce Arsenalu z sezonu 2005/06, tego zakończonego przegranym finałem. I w tej koszulce wygram nagrodę, na pewno! A Arsenal zdobędzie potem nie mistrzostwo Anglii i nie Ligę Mistrzów, tylko potrójną koronę – mistrzostwo Anglii, Ligę Mistrzów i Puchar Anglii. A w następnym sezonie ja znów coś wygram, a Arsenal obroni potrójną koronę i zdobędzie jeszcze Klubowe Mistrzostwa Świata, Superpuchar Europy i Carabao Cup.
Tekst pochodzi z numeru 1(6) 2025 Notatnika Literackiego, poświęconego nagrodom literackim.
fot. Bernie Varem / pixabay.com