Przed nami kolejny sezon festiwalowy. Spotkania, panele i rozmowy – a wraz z nimi szereg tych wszystkich sytuacji, których każdy normalny człowiek wolałby uniknąć. Cóż, organizator też człowiek.
Zanim na dobre rozdzwonią się telefony i w świat pójdą maile z zaproszeniami, warto zapoznać się (nawet pobieżnie) z możliwymi powodami, dla których telefon w przyszłości może milczeć, a mail z propozycją, choćby najbardziej wyczekiwany, nie nadejść. Układając program, to jest dobierając gości i osoby prowadzące, organizator co roku układa również alternatywną antylistę. Cel jest jeden: przetrwanie.
Trafiają się bowiem goście, skądinąd sercu mili, których obecność na festiwalu utrudnia życie – niekiedy wręcz zamieniając je w koszmar. Traumy obrastają opowieściami, a zrodzone tą drogą legendy przekazywane są kolejnym pokoleniom w formie przestrogi. Kto ma oczy, niechaj czyta.
A jak Asekuranci
Była już radość z zaproszenia (które napłynęło!), była ekscytacja na myśl o uczestnictwie, były łzy i serca poruszenie, lecz wtem – ogłoszono pełen program festiwalu.
Jest to dzień, w którym Asekurant, czyli festiwalowicz z różnych względów skonfliktowany (nie wnikamy, nigdy nie wnikaliśmy i nie chcemy wnikać) z innym gościem postanawia zakomunikować problem organizatorom. Z racji powtarzających się rok w rok zgłoszeń organizator zdecydował się ułatwić ścieżkę ich składania, zamieszczając stosowny podpunkt w formularzu wypełnianym przez gości przed startem wydarzenia:
Z przyczyn niezależnych wnoszę o reorganizację Harmonogramu Festiwalu tak, by prawdopodobieństwo mojego spotkania z …………………………………………….… (wypełnić bez inwektyw i podważania cudzej twórczości, drukowanymi literami) w dniu …………………………… było bliskie zeru.
W zależności od stopnia zaawansowania scysji gość będzie miał do wyboru jedno z zaproponowanych przez organizatora rozwiązań:
Niniejszym wnoszę też o (niepotrzebne skreślić):
a) rozplanowanie programu danego dnia tak, by zminimalizować ryzyko przebywania z X w jednym pomieszczeniu przed, po i w trakcie trwania spotkania/panelu z moim udziałem;
b) zaplanowanie naszych spotkań/paneli tak, by odbywały się one w odrębnych gminach, a hotele, w których zostaniemy zakwaterowani, były rozlokowane w różnych powiatach;
c) zamknięcie X na czas trwania mojego spotkania/panelu w komórce bądź kanciapce celem uniknięcia zakłóceń w dyskusji;
d) natychmiastowe wykreślenie X z listy Gości Festiwalu.
To ostatnie wynosi Asekuranta do wyższej kategorii (patrz punkt C).
Organizator zastrzega sobie prawo do w pełni swobodnego podejścia do nadesłanych odpowiedzi. Nie potwierdza też, że wspomniana komórka faktycznie istnieje.
B jak Bookingowcy
Postawmy sprawę jasno: rodzina to wartość (choć, jak wiadomo, poza zdjęciem bywa z tym różnie).
Fakt posiadania rodziny jest z punktu widzenia organizatora czymś oczywistym, chęć zaproszenia bliskich w liczbie 3+ czymś (wciąż) tolerowanym, ale już zakomunikowanie ich przybycia na kilka dni przed startem wydarzenia, kiedy wynajęcie czegokolwiek graniczy z cudem – czymś, powiedzmy to sobie szczerze, dosyć kłopotliwym.
Mimo równego traktowania wszystkich zaproszonych gości przyjazd jednego Bookingowca uparcie nie chce generować podobnych kosztów jak przyjazd nie-Bookingowca. Ze względów humanitarnych uprasza się, by gość zapewnił organizatorom odpowiedni czas na reakcję, to jest co najmniej kilka tygodni zapasu na znalezienie lokum, które pomieściłoby zarówno Bookingowca, jak i jego wartości rodzinne.
C jak Czemu-On(a)-Też-Jest-Na-Festiwalu?
To dość szczególny (czy raczej: szczególnie uciążliwy) przypadek Asekuranta. Nierzadko stanowi sumę przywar kilku Festiwalowych Przypadków Ciężkich. Dróg jest tu wiele – dorodne C może rozwinąć się na kilka sposobów:
- Porównywacz + Rauszowiec
- Ego ergo sum + Rauszowiec
- Ego ergo sum + Porównywacz
- Ego ergo sum + Wypatrywacz Nagród
- Rauszowiec + Dzwoniący-Po-Nocy + Porównywacz
Koniec końców każda kombinacja, której wynik wskazuje na Czemu-On(a)-Też-Jest-Na-Festiwalu, z perspektywy organizatora jawi się jako powiewający na wietrze rychłej katastrofy red flag.
D jak Dzwoniący-Po-Nocy
Każdy, kto choć raz podjął się w tym kraju współpracy przy organizacji (jakiegokolwiek) festiwalu, wie, że sen jest dobrem deficytowym. Handlowano by nim, gdyby tylko się dało. Zapisywano w spadkach dzieciom lub zakopywano w ogródkach za domem, by zachować na poczet przyszłorocznej edycji. Dodatkowa godzina snu wyrwana w trakcie festiwalu to quiet luxury, na który mogą sobie pozwolić jedynie wybrani.
W związku z pogarszającą się z roku na rok sytuacją coraz śmielej podnosi się temat konieczności powołania Rzecznika Praw Organizatora Wyspanego, do którego obowiązków należałyby rozpatrywanie i zaskarżanie rosnącej liczby naruszeń i prób celowej, niczym nieuzasadnionej deprywacji snu, w tym telefonowania po nocy w celu:
a) zapytania o bezpłatną taksówkę (patrz punkt T) kilka godzin po zakończeniu wydarzenia, w stanie jawnie wskazującym na bycie pod wpływem (patrz punkt R);
b) uzyskania pomocy w rozwiązaniu niepilnych uchybień po stronie hotelu, które równie dobrze można rozwiązać na drodze kontaktu z obsługą tegoż (patrz punkt H);
c) złożenia zażalenia na obecność na festiwalu gościa bądź gościni, z którymi pozostaje się w mniej lub bardziej otwartym konflikcie (patrz punkty A, C, E, P, R).
E jak Ego ergo sum
Jeden z bardziej problematycznych typów Festiwalowych Przypadków Ciężkich. Gościa w typie Ego ergo sum z łatwością można poznać po tym, że:
- żyje w przeświadczeniu, że jest festiwalowym gamechangerem danej edycji (choć najczęściej nim nie jest);
- zachowuje się pośród pozostałych festiwalowiczów tak, jakby był gamechangerem edycji (choć najczęściej nim nie jest);
- wymaga od organizatora specjalnego traktowania – zupełnie tak, jakby był gamechangerem edycji (choć najczęściej nim nie jest) – w tym wyjątkowych warunków hotelowych (patrz punkt H) i/lub transportowych (patrz punkt T);
- znacznie przestrzela w negocjacjach finansowych, zupełnie jakby był gamechangerem edycji (choć najczęściej nim nie jest);
- zaczyna wydzwaniać do organizatora na kilka miesięcy przed ogłoszeniem programu festiwalu w celu ustalenia, czy aby na pewno został w nim uwzględniony;
- postrzega jako oczywistość pomysł, że po pierwszym zaproszeniu na festiwal będzie nań zapraszany dożywotnio (na co nie mógłby liczyć nawet jako gamechanger, którym nie jest);
- ma wygórowane wymagania, których żaden prawdziwy gamechanger by nie miał (ani o których by nawet nie pomyślał).
F jak Fanatycy Diet Specjalnych
Dieta festiwalowicza – bez względu na to, jak bardzo restrykcyjna czy specjalna by nie była – leży zarówno na żołądku gościa, jak i na sercu organizatora.
Dożyliśmy już czasów, kiedy zróżnicowane preferencje żywieniowe nie budzą zastrzeżeń, choć z pewnością sporo wody w Odrze jeszcze upłynie, nim przestaną wywoływać określone uwagi czy pytania. Dobrą strategią na ten okres (wciąż) przejściowy wydaje się postępowanie w myśl powiedzenia „kto pyta, nie błądzi” (w tym zawiera się też unikanie pasywno-agresywnego traktowania pytań bądź cudzych pomyłek dotyczących tejże diety jako personalnych ataków). Nie każdy, kto myli weganizm z wegetarianizmem (i odwrotnie) ma mordercze zamiary.
Organizator dopełnia starań, by miejsca, w których zakwaterowani są goście, posiadały zróżnicowaną ofertę śniadaniową. Nie odpowiada jednak za obsługę hotelu (patrz punkt H). Ataki na obsługę – nawet jeśli nieuwrażliwioną na gruncie różnorodności współczesnej palety preferencji dietetycznych – będą traktowane jako przejaw bezduszności oraz braku elementarnego humanitaryzmu. Uprasza się więc o niezjadanie kelnerów żywcem z tej jedynie przyczyny, że zaproponowali jajka na śniadanie, rybę uznali za danie vege, a mleko bezlaktozowe pomylili z owsianym.
G jak Globtroterzy
Globtroter to w gruncie rzeczy każdy festiwalowicz, który z sobie tylko wiadomych względów w czasie trwania spotkania/panelu ze swoim udziałem znajduje się w dowolnym miejscu – tylko nie na rzeczonym spotkaniu/panelu.
Historia zna różne przypadki. W tym ten, który stał się udziałem osoby piszącej te słowa. Wyjazd za granicę w trakcie festiwalu – bez względu na to, jak spontaniczny i niewinny by nie był (kto nigdy nie wsiadł do złego busa i nie wyjechał przypadkiem do Czech, niechaj pierwszy rzuci kamieniem) – nie wróży niczego dobrego. Owszem, podróże kształcą, ale głównie tych już ukształtowanych. Stąd apel, by nie popadać w zbiorowy obłęd i nie mylić celu z środkiem. Najpierw festiwal, potem podróżowanie.
Globtroter może też przyjąć postać bardziej radykalną – patrz punkty I, J i T.
H jak Hotelowcy
Ta grupa festiwalowiczów buduje swój obraz jako gości przez pryzmat standardów hotelu, w którym zostali ulokowani – z niewiadomych przyczyn doszukując się hierarchii tam, gdzie jej nie ma (patrz punkt E).
Na miano Hotelowca zasługuje także każdy, kto mylnie utożsamia usługi danego hotelu (Czynniki Znajdujące Się Poza Wpływem i Jurysdykcją Organizatora, w skrócie CZSPWiJO) z tym, jak jest traktowany jako gość festiwalu (Czynniki Znajdujące Się W Obrębie Wpływu i Jurysdykcji Organizatora, w skrócie CZSWOWiJO).
Poniżej przykłady CZSPWiJO (za które organizator nie odpowiada – i nie odpowie, choćby chciał):
- klimatyzacja działa i jest za gorąco;
- klimatyzacja działa i jest za zimno;
- klimatyzacja nie działa i jest za gorąco;
- klimatyzacja nie działa i jest za zimno;
- łóżko jest niewygodne;
- łóżko jest wygodne (ale w czymś to przeszkadza);
- tramwaj za oknem jest za głośno;
- tramwaj za oknem nie jest za głośno (ale w czymś to przeszkadza);
- pomyłki i niedouwrażliwienie obsługi na diety specjalne (patrz punkt F);
- pełna kompetencja i profesjonalizm obsługi (ale w czymś to przeszkadza).
I jak Igrający z Czasem
Czasem bywa nim gość, czasem prowadzący. Wpada jak po ogień, a swoją nieobecnością wznieca organizacyjny pożar, który gasić muszą nierzadko przypadkowe, Bogu ducha winne osoby. Kto choć raz na ostatnią chwilę przygotowywał prowadzenie cudzego spotkania, ten wie.
Igrający z Czasem zarządza czasoprzestrzenią zgodnie z filozofią organizacyjnego nienasycenia. Wsiada w pociąg, ale nie ten, co trzeba. Wysiada na dworcu, ale w innym mieście, w którym trzeba. Nawet jeśli w końcu pojawia się na spotkaniu ze swoim udziałem – wpada na pięć minut przed jego końcem.
To festiwalowy kot Schrödingera. Przy próbach kontaktu z organizatorami znajduje się właściwie w każdym z możliwych stanów, i to jednocześnie: już w drodze i niemal u jej końca, choć tak naprawdę nawet jeszcze nie wyruszył. Termin i godzina są w jego mniemaniu jedynie eksperymentem myślowym dowodzącym kuriozalności całej teorii organizacyjnej (której dziełem jest harmonogram festiwalu, nierzadko postrzegany w kategorii opresyjności także z innych względów – patrz punkt C).
W trybie radykalnym Igrający z Czasem przemienia się w Jeźdźca Festiwalowej Apokalipsy.
J jak Jeźdźcy Festiwalowej Apokalipsy
Wiadomość o tym, że jednak się nie pojawi, spada na organizatora festiwalu często już po otwarciu wydarzenia. Po najróżniejszych kątach kanciap i zakulis daje się wówczas słyszeć błagalny okrzyk: „Przyjdź!”. Jeździec Festiwalowej Apokalipsy pozostaje jednak głuchy na te wołania. Jego niepojawienie się jest bezwzględne i ostateczne, bez względu na to, z jak daleka nie napływaliby zwabieni jego nazwiskiem uczestnicy festiwalu, jakiej wyrwy w programie by nie zrobił i jakich smutków nie poczynił tym zniknieniem swoim. Co do zasady kategoria Jeźdźca Festiwalowej Apokalipsy zarezerwowana jest wyłącznie dla programowych gamechangerów (patrz punkt E).
Gdy runie wieść hiobowa, wyrwa w harmonogramie zostanie załatana, a gość last minute umówiony – organizatorom przyjdzie się jeszcze zmierzyć z otchłanią: niezadowoleniem publiczności. Brak Jeźdźca Festiwalowej Apokalipsy oznacza wszak zachwianie porządku festiwalowego świata i zapowiedź ostatecznego rozrachunku w formie wzmożonych ataków i krytyki w mediach społecznościowych („nadszedł Wielki Dzień Gniewu, któż zdoła się ostać?”).
M jak Monosylabowcy
Tak, stres każdego może dopaść. Nieprzygotowanie, od biedy, też. Nieznajomość własnej książki zrozumieć jednak już trudniej.
Nie, odpowiadanie monosylabami nigdy nie jest pożądane, choćby i osoba przy drugim mikrofonie sypała pytaniami jak z rękawa (nie ma rękawów bez dna, każdy deszcz kiedyś się kończy, a akurat po tym rzadko wychodzi słońce). Należy bezwzględnie unikać sytuacji, w której nadużywałoby się uprzejmości, jaką jest przygotowywany tygodniami zestaw pytań i zagadnień. Na scenie, w czasie spotkania, gość i prowadzący są jak jin i jang. Z punktu widzenia publiczności stanowią dwie przeciwstawne, niemniej – przynajmniej w pełnym dobrej wiary zamyśle – uzupełniające się energie, które powinny dążyć do konwersacyjnej harmonii. Nie jest tak, że czego jin niedojinuje, to jang dojangesi. Żadna ze scenicznych energii nie powinna pozostawać statyczna. Interakcja jest czymś absolutnie koniecznym do napędzania zmian w przyrodzie (to jest festiwalowym ekosystemie).
Monosylabowiec staje okoniem wobec scenicznej głosoróżnorodności. Monokultura na scenie grozi:
- znaczną degradacją jakości spotkania;
- nieodwołalnym zniszczeniem naturalnych intelektualnych siedlisk;
- wyjałowieniem dyskusji;
- narażeniem na szwank zdrowia psychicznego prowadzącego;
- obniżeniem morale słuchających.
N jak Niezadowoleni Post Factum
Zwrócą uwagę – ale po fakcie. Zapytają – ale publicznie (oznaczając wszystkich festiwalowych świętych, a jakże). Wreszcie przyjaźnie i z troską coś „zauważą” – ale w sposób sugerujący, że ważniejszy od załatwienia sprawy, czegokolwiek by ona dotyczyła, jest sam szum.
Niezadowolony Post Factum zbiera i przechowuje niczym najdroższe skarby wszelkie potknięcia organizacyjne (które tak, zdarzają się) i uwagi, by nadać im drugie – a nierzadko też trzecie i czwarte – życie.
Koniecznie już po zakończeniu festiwalu.
Najlepiej na forum publicznym.
Rozkręcając dyskusję wokół kwestii, którą w czasie trwania festiwalu można było załatwić krótką rozmową – i to niekoniecznie na najwyższym szczeblu.
Pytajcie, a znajdziecie.
P jak Porównywacze
Zdecydowanie jedna z najszerszych kategorii Festiwalowych Przypadków Ciężkich – klasyfikująca się jednakowoż w przewinowej wadze średniej.
Porównywacze porównują wszystko i wszystkich. Festiwal obecny z zeszłoroczną edycją. Pokój w hotelu X z pokojem w hotelu Y. Hotel X z hotelem Y. Fakt ulokowania w hotelu X z umiejscowieniem w pokoju Y. Śniadanie w hotelu X ze śniadaniem w hotelu Y. Festiwal z innym festiwalem. Pogodę na festiwalu z pogodą na wcześniejszych edycjach tegoż festiwalu. Pogodę na festiwalu z pogodą na innym festiwalu. Nagłośnienie na festiwalu z nagłośnieniem innego festiwalu. Jakość powietrza na festiwalu z jakością powietrza na innym festiwalu. Program festiwalu z zeszłorocznym programem. Program festiwalu z przyszłorocznym programem. Program festiwalu z programem innego festiwalu.
Porównywanie to jeszcze nie grzech – gorzej, jeśli dostrzeżenie oczywistych i naturalnych skądinąd różnic zacznie się przekuwać w zjadliwy zarzut, a ten rozrastać w litanię zażaleń (bo czemu nie).
Festiwal festiwalowi nierówny, tak było, jest i będzie – w tym tkwi ich piękno. Żadna edycja się już nie powtórzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny.
R jak Rauszowcy
Przychodzenie z rozbitą głową na spotkanie/panel ze swoim udziałem, bełkotanie w trakcie rozmowy, fizyczne i słowne napaści, w tym nierzadko pełne żalu maile pisane (pod wpływem) nocą – mają często mniej uroku, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Zwłaszcza jeśli dochodzi do nich publicznie, na oczach widowni. I jeśli prowadzący (podobnie jak widownia) zmuszeni są udawać, że niczego nie widzą. A widzą, zawsze widzą.
Bycie pod wpływem nie jest:
- a) liryczne;
- b) epickie;
- c) dramatyczne (choć to najprędzej).
Bycie pod wpływem jest: twoją sprawą, w której nikt trzeźwy nie powinien mieć obowiązku uczestniczyć.
S jak Showmani
Szczególnie ciężki przypadek. Szczególnie dla prowadzącego.
Showman, wchodząc na scenę, swoje nieutulone w żalu za prawdziwym Ja wcielenie pozostawia zazwyczaj w garderobie. Przed publiczność wychodzi w jednym celu, zupełnie tracąc z pola widzenia prosty fakt, że każdy, ale to absolutnie każdy, kto pojawia się na jego spotkaniu, przyszedł zobaczyć (tylko i aż) ulubionego autora czy autorkę. Showman wychodzi na scenę nie po to, by być sobą – lecz po to, by się przypodobać.
Do tego momentu jeszcze wszystko jest do wybaczenia, stres nie takie rzeczy robi z ludźmi (patrz punkt M). Najgorzej, gdy Showman postanawia być śmieszny kosztem prowadzącego. Cywilizacja Zachodu widziała już wiele bezeceństw, kto jednak próbuje przypodobać się widowni kosztem godności drugiego człowieka, któremu z racji pełnionej funkcji reprezentacyjnej (czytaj: bycia przedłużeniem gospodarza) nie wypada odwdzięczyć się tym samym – zaprawdę trafi po śmierci do osobnego kręgu piekielnego. Jest to bowiem sytuacja, w której drugi, mimowolny uczestnik show ma de facto związane ręce.
(Podobnie jak w przypadku narastającej liczby celowych aktów pozbawiania organizatorów snu, tak i tutaj rozwój wydarzeń zmierza w stronę powołania oficjalnego Rzecznika Praw Prowadzącego).
T jak Taksówkowicze
Krótka piłka. Jeśli:
- od spotkania/panelu z twoim udziałem minęły długie godziny, zmierzch przedzierzgnął się w noc, a noc w blady świt noszący ślady różanopalcej Eos – prawdopodobnie nie przysługuje ci transport na koszt organizatora;
- do hotelu masz kwadrans piechotą, chodnik nie jest oblodzony, na zewnątrz nie rozgrywa się apokalipsa, a trasy nie przecina właśnie huragan bądź tornado – prawdopodobnie nie przysługuje ci transport na koszt organizatora;
- jesteś młody i silny, w pełni zdrowia, a na trasie do miejsca docelowego możesz skorzystać z wygodnej przesiadki w cywilizowanych warunkach – prawdopodobnie nie przysługuje ci transport na koszt organizatora;
- do spotkania/panelu ze swoim udziałem masz dostateczną ilość czasu, by skorzystać z darmowej komunikacji festiwalowej i tą drogą przemieścić się z punktu A do punktu B – prawdopodobnie nie przysługuje ci transport na koszt organizatora;
- przypadek skrajny: zatajasz przed organizatorem, że transport na miejsce wydarzenia uwzględnia zakup biletów lotniczych z egzotycznej wyspy, gdzie akurat zupełnym przypadkiem przebywasz na urlopie wraz z rodziną (patrz punkt B) – prawdopodobnie nie przysługuje ci transport na koszt organizatora.
W jak Wypatrywacze Nagród
Kategoria silnie skorelowania z typem E. Bywa, że w ramach festiwalu przyznawana jest nagroda. Jeśli tak, i akurat twoje nazwisko znajdzie się w gronie szczęśliwców, to jest autorów i autorek walczących o wyróżnienie, nie traktuj pola literackiego jak minowego.
Wypatrywacz Nagród zdecydowanie nie radzi sobie z presją, zatracając w zaślepieniu cenną (i skądinąd przydatną w życiu) umiejętność czerpania radości ze wspólnego udziału w wyścigu, któremu jednak bliżej do środowiskowej zabawy niż krwawych rozgrywek na froncie. Powiedzmy sobie szczerze: już sama nominacja jest formą wyróżnienia. Jeśli podczas wygłaszania werdyktu nie usłyszysz swojego nazwiska – świat pobiegnie dalej swoim torem, po nocy wstanie świt, po najbliższej zimie nastąpi wiosna, a Taksówkowicz na ten przykład wciąż pozostanie Taksówkowiczem. Wypatrywaczu, jeśli już musisz, wypatruj – tylko oka nie wykol.
Elementarna kultura nakazywałaby też, by zdobyć się na choćby powierzchowny gest radości z cudzego sukcesu. O gratulacjach nie wspominając (niepisany imperatyw gratulacyjny: gratuluj tak, jak chciałbyś, by tobie gratulowano).
Z jak Znikający
Kategoria silnie skorelowana z typami R oraz J i G. A przy tym Absolutnie Ścisły Top Zachowań Zakazanych.
Bez względu na okoliczności i powody, których można by tu wymienić bez liku, znikanie bez słowa z festiwalu, na którym zdążyło się już potwierdzić swoją obecność, nigdy nie jest, delikatnie rzecz ujmując, sytuacją komfortową. Dla nikogo. (Podobnie jak w przypadku bezlitosnych żartów z osoby prowadzącej, tak i tutaj przewina grozi trafieniem do osobnego kręgu piekielnego; czego Dante nie dopisał, organizator dourządzi).
Organizator ponadto zastrzega sobie na przyszłość prawo do zamykania delikwenta w komórce (wraz z wszystkimi tymi, którzy będą akurat odizolowani wskutek wniosków formalnych złożonych przez gości w formularzu – patrz punkt A). W dalszym ciągu nie potwierdza też, że wspomniana komórka faktycznie istnieje.
AMELIA SARNOWSKA – krytyczka literacka, redaktorka, dziennikarka i podcasterka („Przed premierą”), w przeszłości literaturoznawczyni związana z Uniwersytetem Jagiellońskim. W pracy nad literaturą skupia się głównie na prozie współczesnej, rynku książki i życiu literackim. Niespieszny wędrowiec po kulturalno-społecznych i literacko-filozoficznych pograniczach. Interesuje się także kinem i fotografią. Obecnie związana m.in. z „Miesięcznikiem ZNAK”.
fot. Jerzy Wypych | Fundacja Olgi Tokarczuk