Praktyka

Angelus 2023: „Córeczka”

Tamara Duda
399 odsłon
Okładka książki Tamary Dudy „Córeczka”

Co łączy książki, które znalazły się w tegorocznym finale Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus? Na pewno punktem, w którym spotykają się wszystkie jest temat utraty. Znikających gatunków zwierząt, domów, poczucia bezpieczeństwa, szeroko rozumianej stabilizacji. W najbliższych dniach zaprezentujemy wam fragmenty siedmiu książek z Polski, Niemiec, Ukrainy, Słowacji, Bośni i Hercegowiny. Zachęcamy do lektury fragmentów, najlepiej jeszcze przed werdyktem kapituły, który zapadnie późnym sobotnim wieczorem 14 października.

Tamara Duda, Córeczka,
tłum. Marcin Gaczkowski,
Wydawnictwo Kolegium Europy Wschodniej | Ukraina

Jak wygląda miasto pod okupacją? Nie dacie wiary, ale normalnie. Miasto jak miasto. Autobusy jeżdżą, ludzie chodzą, sklepy są czynne. Wzmożony ruch w godzinach szczytu, targ w sobotę.

Najzwyczajniej w świecie wypadasz z lipcowego autobusu, w którym wylałaś siedem potów, i w drzwiach zderzasz się z grupą uzbrojonych typów. Grzecznie przepuszczają pasażerów i ładują się do środka, pomagając sobie kolbami.

Przywykasz do chodzenia z opuszczoną głową i uważnego oglądania asfaltu. Można też na odwrót – zadzierasz podbródek i spoglądasz na dachy. Byle nie widzieć tego, co pośrodku. Tam, między niebem a ziemią, wciąż zawadzasz spojrzeniem o karabiny. Widzisz zwolnione dźwignie bezpieczników, ściska cię w żołądku, gdy uzbrojeni ludzie odwracają się niedbale, kreśląc linię strzału na twoich piersiach, i nie możesz się nadziwić: skąd u wszystkich ten spokój? Dlaczego nikt nie upada, osłaniając głowę, dlaczego nie uskakują na bok, jak mogą przechodzić przez te zielone ludzkie wyspy, dotykać ich ramionami, nie zwalniając kroku i nie wstrzymując rozmów? Nie widzą ich czy jak? „O co ci chodzi? Oni nas nie ruszają, my ich nie ruszamy. Nas to nie dotyczy, trzymamy się z dala i już”.

Muszę przywyknąć do życia w nowych warunkach, ale początkowo w żaden sposób nie mogę się określić: chcę żyć czy nie. Setki razy powtarzam, że moja wartość jako człowieka i osobowości nie zależy od warunków zewnętrznych. Najważniejsze noszę w sobie, niezależnie od tego, co myślą inni. Atak melancholii, dziura w piersiach, ból porzuconego dziecka – wszystko to efekt moich kompleksów i niespełnionych oczekiwań, a zatem wyłącznie mój problem. Jeśli świat nagle przestał odpowiadać twoim wyobrażeniom, zmień wyobrażenia, świata nie ruszaj.

Nikt nie zadzwonił. Nawet żołnierze, choć w sumie na to nie liczyłam. No, może odrobinę, w najgłębszej głębi duszy, chciałabym usłyszeć trzy słowa, „nie zostawimy was”, i tak dalej. Moja wielka Ukraina milczała, jakby wsłuchiwała się w siebie – jak to jest żyć bez ręki? A jeśli znów sama się oszukuję, bo nie byliśmy ręką ani choćby palcem, tylko wyrostkiem robaczkowym? Gangreną, zgniłym ciałem, bez niego będzie lżej. Może rację mają krzykliwi wyznawcy teorii, że tutaj nie ma kogo bronić? Ile znaczy ta szara ziemia, obficie przeorana, usiana kośćmi i żelazem? Czy warta jest krwi, która miałaby zostać przelana w jej obronie? Może należy stąd uciekać, jak z baraku choleryków, może głupcem jest ten, kto się tu zasiedział. Widzę radość moich rodaków, na każdym kroku widzę knajackie sztandary, słyszę, że mają „republikę”… Jeżeli oni są „młodą republiką”, to kimże ja jestem i co robię pośród „republikanów”? Biec stąd, nie oglądając się, nie szukać sprawiedliwych wśród stepów Sodomy, bo tu każdy sam za siebie, a nikt za nami…

Spoglądam w jutro – mrok i mroczny
mrok. I mroczny mrok. I mroczny mrok.
Tylko czerń czarnych wód. I czarny bór.

O Doniecku wiedział wszystko ten łomem ociosany poeta z kotłowni, ów prorok, który nie uląkł się żadnego z nich, zwyciężył ich wszystkich. Tylko po co to zwycięstwo, skoro Wasyl Stus nie żyje, a oni wciąż chodzą po tym świecie, ich dzieci i wnuki zawładnęły wszystkimi ulicami? Co by mi powiedział? A ja? Co powiedziałabym Stusowi, gdybym miała okazję? Powiedziałabym: ustąp. Odejdź po cichutku, poddaj się, żyj zwyczajnie. Wychowuj syna, jedź na daczę, łap karasie na wędkę. Przeczekaj, powiel genotyp. Jakoś to będzie.

Bzdura.

W dupę sobie wsadźcie swoją „chatę z kraja”. Gdybym spotkała Stusa, wykrzyczałabym mu: zabijaj! Wyrywaj oczy, odgryzaj jabłka Adama, padnij w boju, umieraj tak, żeby rozdzierało cię dwudziestu na jednego, ale każdy z nich do końca życia będzie szczać nocami do wyra na wspomnienie twojego imienia. Żeby nikt, żaden bydlak, nie śmiał nazwać cię samobójcą. Stój prosto i się śmiej, śmiej im się prosto w twarz. Nawet jeżeli wokół ciebie nie ma Ukrainy, choćby była tylko pustką i lodem, nawet jeśli zapanują w niej egipskie ciemności, w tobie Ukrainy znajdzie się dosyć. Bo ty nią jesteś.

Już ja wam ustąpię, sukinsyny. Tak wam ustąpię, że swoim głupawym potomkom zabronicie zbliżyć się do mnie choćby o krok.


[1] Ukr. Zazyraju w zawtra – t’ma i t’muszcza / t’ma. I t’muszcza t’ma. I t’muszcza t’ma. / Tilky czorna wod’. I czorna puszcza. Początek wiersza bez tytułu Wasyla Stusa (1938–1985) – ukraińskiego poety, dysydenta, wieloletniego więźnia politycznego, który zmarł w radzieckim obozie. Dzieciństwo i wczesną młodość Stus spędził na Donbasie, w Doniecku ukończył uniwersytet.

Tamara Duda, Córeczka, tłum. Marcin Gaczkowski, Wydawnictwo Kolegium Europy Wschodniej | Ukraina