Praktyka

Angelus 2023: „Czepiec”

Katarína Kucbelová
407 odsłon
Okładka książki Kataríny Kucbelovej „Czepiec”

Co łączy książki, które znalazły się w tegorocznym finale Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus? Na pewno punktem, w którym spotykają się wszystkie jest temat utraty. Znikających gatunków zwierząt, domów, poczucia bezpieczeństwa, szeroko rozumianej stabilizacji. W najbliższych dniach zaprezentujemy wam fragmenty siedmiu książek z Polski, Niemiec, Ukrainy, Słowacji, Bośni i Hercegowiny. Zachęcamy do lektury fragmentów, najlepiej jeszcze przed werdyktem kapituły, który zapadnie późnym sobotnim wieczorem 14 października.

Katarína Kucbelová, Czepiec,
tłum. Katarzyna Dudzic-Grabińska,
Wydawnictwo Ha!art | Słowacja

A co kupujesz, Božena?
To mogło być drwiące. Božena to stara Romka.
Chleb.
Przecież masz już bułki.

Božena ma siatki pełne bułek, dokupuje jeszcze czterdzieści. No i ten chleb. Jej wzrok jest zaostrzony, obronny.

Potrzebuję kupić coś Iľce, ostatnia szansa to sklepik w małej drewnianej chatce. Biorę jedną z dwóch bombonierek, uśmiecham się do Boženy. Podoba mi się, że nie dała się sprowokować kobiecie w sklepie. Próbuję przypomnieć sobie adres. Jeszcze kilka domów i zaczyna się cygańska osada. W którymś z nich mieszka Iľka. Idę za romską rodziną, dwie postaci, ślady po kołach wózka dziecięcego, niedopałek na czystym śniegu.

Macha do mnie z okna, to chyba ona. Spodziewała się mnie. Będzie dobrze. Wystarczył jeden telefon. Przyjadę w piątek. Proszę przyjechać. Spodziewała się mnie i ja przyjechałam, na początku mówiła do mnie Betka, potem byłam Danką i Radką.

Tylko że o czwartej musi iść do kościoła – przypomina mi naszą rozmowę telefoniczną – na mszę żałobną, kuzynka zmarła, dokładnie czterdzieści dni temu.

Mamy dużo czasu.

Teraz uśmiechamy się do siebie, jakbyśmy się już znały. Prowadzi mnie do środka, w samym krótkim rękawku. Jest minus dziesięć, rano na dworcu w Popradzie było dwadzieścia. W Šumiacu nie mówi się minus, jak jest dwadzieścia poniżej zera, to jest dwadzieścia, a Iľka ubiera na koszulkę sweter.
Najdalej na zachód wysunięta rusińska wieś, Rusini pod Kráľovą hoľą, symbolem narodowym, dachem Słowacji. Ale melodia języka Iľki jest z Doliny Górnego Hronu, znam ją, chociaż moja babcia pochodziła z południowej części tego regionu, położonej na krawędzi masywu górskiego Polana, dokładniej mówiąc, z Rudaw Weporskich. Wsie położone w Niżnych Tatrach były jej obce. Mnie przyciągały, ale nikogo tam nie mieliśmy.

Problemem w mojej relacji z Gizelą nie były podtatrzańskie wioski, tylko to, że nie mieliśmy żadnych powiązań z wsią Osrblie, gdzie się urodziła. Rzadko tam jeździliśmy. Moja babcia Gizela, która od szesnastego roku życia mieszkała w miastach – Bystrzycy, Podbrezovej i Zwoleniu, zadbała, byśmy niemal nic nie wiedzieli o Osrbliu. Osrblie było zamknięte, już nie dotrę do Osrblia, droga się tam urywa, dolina otoczona górami.

Iľka mnie šikuje, czyli prowadzi, do kuchni z piecem kaflowym. Jesteśmy w Dolinie Górnego Hronu. Lubiłam, kiedy Gizela używała zesłowacczonych niemieckich słów. Używała ich częściej niż jej mąż – on nie mówił wcale. Zaraz okaże się, że wiem, co znaczy pigľajz. Żelazko.

Przyzwyczajam się do narzecza Iľki. Ona sama nie ma pewności, czy ją rozumiem. Jej mowa różni się od tej charakterystycznej dla Doliny Górnego Hronu i okolicy Bystrzycy. Można w niej usłyszeć też wschodniosłowackie zrobiť, zamiast „e” często używa „o”, na przykład w słowie keď, czyli kiedy, a „d” w tym samym słowie wymawia twardo. Czasem pomija zaimki zwrotne.
Ogólnie brzmi miękko, język idealny do powitań. Jest dobrze.

Katarína Kucbelová, „Czepiec”, tłum. Katarzyna Dudzic-Grabińska, Wydawnictwo Ha!art | Słowacja