Praktyka

Ostatni

Maciek Bielawski
1213 odsłon
Fotografia portretowa Macieja Bielawskiego

Poniższy tekst to fragment powieści Ostatni Maćka Bielawskiego, która zostanie opublikowana nakładem Wydawnictwa Książkowe Klimaty w lutym 2024 roku.

Marcin otwiera drzwi do mieszkania. Słyszy płacz przerywany smarkaniem. Paulina w fotelu, na jej kolanach laptop. Światło ekranu oświetla twarz. Rozmazany tusz do rzęs, ciemne kreski na policzkach. Marcin podchodzi do żony. Paulina nie unosi nawet głowy, a zwykle przecież się zrywa, przytula do niego. Marcin sięga po telefon. Gdyby ktoś umarł, byłaby wiadomość albo nieodebrane. Siada na oparciu fotela i Paulina dopiero teraz przywiera do niego. Jej drżące ciało, jej zimne łzy. Wydaje mu się, że teraz i on ma ciemną od tuszu twarz, że wygląda jak dziecko wychodzące po całodziennym urobku z biedaszybu. Wczoraj miał spotkanie w Wałbrzychu.

– Co się stało, kochanie?

Paulina wskazuje na ekran laptopa.

– Pamiętasz tę listę? Wysłałeś mi, żebym wybrała prezent dla dzieci z bidula – pociąga nosem. – No więc się za to zabrałam, bo obiecałam. Jak mnie o coś prosisz, zawsze to robię. A ta lista… dopiero dzisiaj, bo zapomniałam – zanosi się płaczem. – Już przecież czas, żeby zamówić prezent, bo wkrótce Mikołaj wyruszy ze swojej lapońskiej fabryki na ulicę Kwiatową.

Nikt nie umarł, nie ma tragedii. Chwilowa słabość po prostu. Oczywiście że pamięta: Fundacja Świętego Mikołaja, ogólnopolska akcja z listą prezentów od dzieci z domów dziecka w formie linku do arkusza kalkulacyjnego, a że spółka Marcina bierze w niej udział, każdy pracownik na początku grudnia dostaje link na służbowego maila. Wystarczy zapisać się przy konkretnym prezencie, kupić, zapakować i zostawić w biurze, a Mikołaj z fundacji dostarczy paczki do domu dziecka. Do bidula, jak mówi Paulina.

– Nie możesz się zdecydować, dlatego płaczesz?

– Przestań! – Paulina odsuwa się od Marcina. – Zobacz, lista prezentów. Co my tu mamy… Nike SB Check Solar rozmiar 46, nawet nie wiem, co to jest! Trzeba by sprawdzić w goglach, ale koniecznie w kolorze czerwonym. Dalej: bluza damska Adidas Essentials Solid Full ZIP Hoodie, zdalnie sterowany Monster Truck 4×4 z pilotem i głośnik bezprzewodowy… – Paulina ociera łzy. – Chłopczyk, siedmiolatek, będzie sobie autkiem sterował i słuchał kolęd z głośnika! – pociąga nosem. – Dalej… urządzenie do stylizacji, różowe, firmy Cobi… dla małej elegantki lat dziesięć, żeby ładnie wyglądała na święta – wybucha płaczem. – Albo to! Blinger, kryształki uzupełniające… Co się tymi kryształkami uzupełnia? – Paulina wbija wzrok w Marcina, a on w opuchniętej od płaczu twarzy zamiast oczu widzi dwie błyszczące szklane kulki. Dwa kryształki Cobi.

– Nie mam pojęcia! Co ci się stało z oczami?

– Jak to nie masz! – Paulina łapie go za poły marynarki. – Przecież ty wszystko wiesz!

– Ale nie wiem nic o kryształkach! – wzrusza ramionami. – Widzisz dobrze? – dopytuje, ale Paulina go ignoruje.

– Samochód RC DIRT Demon w kolorze pomarańczowym, model 82073 i Dron RC z kamerą MJX X401h RTF dla małego detektywa, klocki magnetyczne 288 elementów i kuferek neodymowy plus łóżeczko drewniane dla lalek dla Zosi lat sześć, żeby sobie usypiała swoje laleczki i je tuliła, bo jej przecież nikt nie przytuli! – czyta Paulina przez łzy. – I klocki lego Technics, helikopter ratunkowy dla małego inżyniera lat osiem, bo od klocków właśnie się zaczyna, a później się projektuje samochody elektryczne. Przecież tak zaczynał Elon Musk!

– On też wychowywał się w domu dziecka?

– A skąd ja mogę wiedzieć, gdzie się wychowywał! Ale na pewno miał klocki lego! W każdym normalnym domu jest lego! Popatrz – łapie Marcina za rękę. – Spin Master Psi Patrol. Dzieci tęsknią do zwierząt, bo zwierzątka nigdy ich nie zawiodły, pies człowiekowi zła nie pamięta, bo pieski są wierne, oddane… Nie są pamiętliwe. A ty nie chcesz mieć psa, chociaż w ogóle nie musiałbyś go wyprowadzać! Torba Adidas Tiro Duffel Bag, szkatułka-kuferek na zegarki – Paulina odchyla się od ekranu laptopa. – Czy dzieci z bidula mają w ogóle zegarki? Czy ktoś jeszcze używa zegarków?! Ty nie używasz! Ten co ci kupiłam na urodziny tylko raz miałeś na ręce!

– No bo mam komórkę – tłumaczy się i przypomina sobie tę nieporęczną cebulę, wielki chronometr, bo inaczej nie można nazwać tego ciężkiego kawałka metalu ze złotą bransoletą. Musiał udawać, że mu się podoba, a przecież taki typ zegarków jest dla niego szczytem obciachu. Rozmawiali o tym wielokrotnie.

– No właśnie! Ty masz! A może one nie mają komórki, więc muszą sprawdzać godzinę na zegarkach, dlatego właśnie potrzebują szkatułki, żeby sobie schować zegarek wieczorem, przed spaniem, bo podobno w domach dziecka kradną… Ale ja ich nie winię, przecież one, bidulki – wyciąga chusteczkę i wyciera oczy. – Przecież one nie mają żadnych wzorców… i motorek policyjny na akumulator oraz maszyna do waty cukrowej Cotton Candy Machine… Marcin, czy ty widzisz buźkę małej Zuzi lat sześć poklejoną watą? Mam zdjęcie z ZOO, mama mi kupiła watę na patyku… i mistrz pamięci, gra planszowa Ryzyk Fizyk.

– Przestań! – kolejne zabawki sprawiają, że i jemu chce się płakać. – Proszę, nie czytaj już!

– Malplay keyboard z mikrofonem Elsa Anna Olaf plus dźwięk Kraina Lodu – Paulina czyta coraz głośniej. – Pistolet Nerf Fortnite SP-L E6717 plus dodatki i Lego City dżunglowy łazik. Słyszysz to? Łazik dżunglowy! Pamiętasz, jak łaziliśmy z przewodnikiem po Dżungli Amazońskiej?

– Po obrzeżach dżungli, kochanie.

– I ugryzł cię w nogę insekt i tak ci napuchła, że musieli cię nieść, a ja się bałam, że umrzesz i sama wrócę do domu! – Paulina przewija dokument na ekranie. – I Lego Friends impreza Andrei na basenie! A chłopca z Turcji pamiętasz, co się topił, bo jego rodzice się nawalili w all inclusive i pana starszego ze zwisającymi mięśniami na rękach, co go wyciągnął z wody, a oni mu nawet nie podziękowali, tylko wzięli dziecko do pokoju bez jednego pieprzonego słowa i jeszcze pewnie klapsa dostało! I książka Adamigo, zestaw edukacyjny – zabawa w czytanie… Nawet nie ma im kto do snu poczytać! Same się muszą w czytanie bawić. Marcin!

– Wszystko kupimy! – ociera łzy. – Wszystko!

– Psi Patrol Flip… I znowu te pieski! To jest znak! I oprawki okularowe Anne Marie… dziewczynka pewnie nie widzi, opieka okulistyczna w bidulach kuleje i dziecko musi przez lupę czytać książeczki. O! Zobacz, i dodatkowo szczoteczka elektryczna Barbie… Przecież to musi być zaniedbane dziecko z czarnymi kiełkami zamiast ząbków! Sanki drewniane z oparciem ze sznurkiem! Po co im sanki? Kto ich będzie ciągnął na sankach! Przecież oni nie mają rodziców ani dziadków nie mają do ciągnięcia… sami się będą ciągnąć? W ogóle grudzień już, a śniegu nie ma! Miałeś kiedyś sanki i nikogo w pobliżu, kto mógłby cię pociągnąć?

– Kochanie, będą się ciągnąć na zmianę – Marcin próbuje ją przytulić, ale Paulina się odsuwa. – Zresztą mogą chodzić na górkę i z niej zjeżdżać.

– Ale teraz nie ma górek! Wszystko zabrali, zrównali z ziemią wszystkie górki, żeby wybudować kolejne osiedla… skąd weźmiesz teraz górkę? Dobrze, dobrze, ja wiem – albo będą się ciągnąć, albo nie będą, dzieci z bidula same się mogą po korytarzu ciągnąć, żeby tylko się przejechać na sankach. Gdyby dostały narty zjazdowe, to by po schodach zjeżdżały, bo te dzieci są bardzo pomysłowe, one są o wiele bardziej pomysłowe niż dzieci z normalnych rodzin, które wszystko mają podane na tacy. Dziecko z bidula jest pięć razy bardziej pomysłowe niż Dawid z naszego piętra, co nie mógł ostatnio otworzyć drzwi, bo mu tata dopiął klucz do komórki i się biedaczek pogubił! A w ogóle kogo te dzieci obchodzą poza tym jednym dniem, gdy przychodzi Mikołaj?!

Paulina opada na oparcie fotela. Marcin przysuwa się i kładzie dłoń na jej kolanie.

– Ale nie o to chodzi! Tu chodzi o coś innego – Paulina przestaje szlochać i ściąga jego dłoń z kolana. – Chodzi mi o to, że na końcu tej listy jest coś, na co chciałam ci zwrócić uwagę. Tam jest prośba od Kasi lat siedem – Paulina znowu zanosi się płaczem. – I Kasia – Paulina bierze chusteczkę higieniczną, smarka i rzuca na kupkę zużytych – i Kasia ma w dupie, przepraszam, ona ma w dupce bluzę adidasa, klocki i inne dodatki dwa w jednym koloru indygo, choć one też są ważne, ja tego nie neguję Marcin, bo to są ich marzenia, trzeba marzyć, ale tu chodzi o Kasię, która prosi… czekaj, czekaj – Paulina wyszukuje pozycję – ona prosi, słuchaj kochanie, o co prosi Kasia lat siedem, uwaga, mam! Ona prosi o kocyk w renifery oraz ciepłe papcie, kurwa mać! – Paulina podaje mu laptopa, zrywa z fotela i wybiega z salonu.

A on zostaje sam z szeregiem kolumn na ekranie laptopa, przez załzawione oczy rozmywają mu się te listy, te prezenty i widzi Kasię lat siedem otuloną kocykiem w renifery i z ciepłymi kapciami ustawionymi równiutko na szafce nocnej, jeden kaputek obok drugiego kaputka, równiutko, bo postawiła sobie, żeby zobaczyć je od razu po obudzeniu, podobnie jak on stawiał sobie przy łóżku swój prezent od Mikołaja, czołg albo auto, aby rano od razu sięgnąć i bawić się w ciepłej jeszcze po spaniu pościeli. Nieopatrznie kładzie dłoń na stercie mokrych chusteczek i wzdryga się z obrzydzeniem.

– I ja… – Paulina wraca z kieliszkiem wina. – Bezalkoholowe! – unosi kieliszek. – Nie martw się, nie zostałam alkoholiczką przez Mikołaja i ten okrutny, niesprawiedliwy system. I ja… i nie wiem, czy ty, ale ja chcę Kasię lat siedem zabrać na święta, otulić kocykiem i zakładać jej papcie w renifery na te malutkie, zimne stópki.

– W renifery miał być kocyk – zauważa.

– Przecież to jest nieważne! – krzyczy Paulina. – Nieważne! Może być w sowy, w wilki albo nietoperze, choć nie… w nietoperze nie, bo ja się nimi trochę brzydzę! Chcę tulić Kasię lat siedem przez całe święta!

– Dobrze kochanie – Marcin wstaje i pochodzi do Pauliny. – Ale na święta mieliśmy przecież wyjechać. Wszystko zabukowane.

– Oczywiście, że wyjedziemy. Ale nie sami! Wyjedziemy z Kasią, zrobi się dostawkę w pokoju, małe łóżeczko ze świeżutką pościelką. Albo będzie spała z nami. Mała Kasia na pewno nigdzie jeszcze w swoim siedmioletnim życiu sierotki nie wyjeżdżała! – kończy Paulina, ociera rękawem łzy i wychyla kieliszek bezalkoholowego wina. – Kup fotelik. To, co się dzieje na drogach, to jakiś horror!

Gdy Paulina zasypia, Marcin włącza laptopa i sprawdza, dla świętego spokoju, czy jest w ogóle możliwość wypożyczenia dziecka. Nie pasuje mu słowo wypożyczenie, ale jak inaczej nazwać wzięcie Kasi lat siedem na święta. Żadnych informacji. Zleci Damianowi. On na pewno coś znajdzie, choćby miał szukać w dark necie.

Loguje się na założone w październiku konto funduszu. Są wpłaty! Tak jak ustalili – od grudnia. Pamiętali! Przegląda historię, wymagane siedem. Uśmiecha się – nie widział, że Rysiek ma na drugie Dorian. Gdyby to wyszło w technikum! A Jacek – Jerzy. Jack George! – śmieje się sam do siebie i robi przelew, a system księguje pięćset złotych. Stan funduszu na 2 grudnia wynosi cztery tysiące złotych.

MACIEK BIELAWSKI (ur. w 1975 roku w Świdnicy) – dotychczas ukazały się m.in. powieść Twarde parapety (2016, Osobno), zbiór opowiadań Doktor Bianko (2019, Książkowe Klimaty) oraz przekład Scotii Gilroy na język angielski Doktor Bianco and other stories (2021, Terra Librorum, nominacja do nagrody EBRD Literature Prize). Laureat konkursu na opowiadanie w ramach 13. Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Prowadzi stronę cosnasciane.pl Mieszka we Wrocławiu.

Fot. Kazia Bielawska