Praktyka

Gdyby nie czerń (fragment)

Filip Zawada
669 odsłon
„Gdyby nie czerń” Filipa Zawady, nakładem Wydawnictwa Znak 2025

Fragmenty pochodzą z książki Gdyby nie czerń, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak 10 września 2025.

 

– Babciu, a po co są bomby?
– Po to, żeby ludzie, którzy je zrzucają, mogli żyć w spokoju.
Edwarda znała odpowiedź na każde pytanie, co imponowało dzieciom i przeszkadzało rodzicom. Z tego powodu, od kiedy się wprowadziła, częściej niż do tej pory panowała cisza. Mama i tata pielęgnowali ją ze złości, babcia – z wyrzutów sumienia, a dzieci – z obydwu tych powodów. W końcu musiały się od kogoś uczyć. Nocą wszyscy leżeli w łóżkach i patrzyli na ten sam czarny sufit. To wspólne doświadczenie, które nad nimi wisiało, sprawiało,
że czuli się jedną rodziną.

Babcia już od pierwszego dnia namawiała wnuczkę, żeby ta przytyła. Chociaż Róża nie miała anoreksji ani problemu z jedzeniem, i tak ciągle była za chuda. Babcia powtarzała, że ma ręce, jakby wczoraj z Oświęcimia wyszła. Niestety nie można było podważyć tej opinii, bo sama przeżyła obóz, więc wiedziała, co mówi.

– Nikt w naszej rodzinie nie był taki szczupły. W kogo ty się wdałaś? Pewnie za dużo filmów się naoglądałaś z tymi aktorkami chudymi jak szkapy i teraz ci tak zostało. Jak się człowiek na coś napatrzy, to później nie jest w stanie się od tego odzwyczaić.
– Babciu, przecież to niemożliwe.
– Co ty tam, dziecko, wiesz. Ja widziałam wiele i teraz, kiedy oglądam świat dookoła, to tak, jakbym patrzyła przez te wszystkie rzeczy. Patrzę przez dziadka, przez obóz, przez głód, przez bociany, które widziałam na łące. Cały czas mam na nosie okulary z tego, co do tej pory zobaczyłam. Rozumiesz? Na pewno nie, ale spróbuj.

Róża patrzyła na swoje chude ręce i nie widziała w nich nic niesamowitego. Były jak każde inne. Skóra, pod nią trochę żył i mięśni, a pod nimi wielka gruba kość. Rzeczywiście w jej przypadku Bóg trochę przesadził z konstrukcją, bo przecież do podtrzymania tak niewielkiej
ilości mięsa nie potrzeba aż tak solidnego szkieletu, jednak skoro Najwyższy to wymyślił, zapewne wiedział, co robi. Być może zbyt duże kości jeszcze się jej kiedyś przydadzą.

Jej mama twierdziła, że za chudość córki odpowiedzialna jest dobroć, bo na pewno rozdaje w szkole biednym dzieciom wszystkie kanapki, które dostaje na drugie śniadanie. Ojciec nie mógł tego słuchać i wtrącał swoją teorię. Uważał, że Róża za dużo czasu spędza nad wodą i to ona wyciąga z dziewczynki cały tłuszcz. Gdyby się nie babrała w zimnych kałużach, nie moczyła rąk w sadzawkach i nie taplała godzinami w wannie, na pewno by przytyła. Kto chciał zrzucić trochę kilogramów po świętach, zawsze w pierwszej kolejności szedł na basen.

Na nieszczęście w rodzinie Mrazów każdy miał swój rozum i w związku z tym wyciągał własne wnioski. Tyle zamieszania, a wiadomo było, że rodzice tak naprawdę obawiali się oskarżeń o brak dbałości o Różę. Bali się zarzutów, że nie zapewniają jej odpowiedniej ilości jedzenia, miłości, opiekuńczości, jedzenia, troski, uwagi i jedzenia. Niepokoili się, że jako niewidomi postrzegają życie inaczej niż ci, którzy widzą. Że widzą je gorzej.

*

– Babciu, a czy ty masz jakichś bliskich?
– Tak, mam chociażby ciebie, Róziu.
– Ale chodzi mi o takich prawdziwych bliskich?
– Czyli jakich?
– Starszych od ciebie.
– Takich to już nie mam.
– Nie jest ci smutno?
– Jest, ale nic nie mogę na to poradzić, więc staram się tym nie przejmować.
– A kto był twoją prawdziwą rodziną?
– Przede wszystkim siostra.
– Jak miała na imię?
– Anna.
– Jaka była?
– Bardzo inteligentna i dowcipna. Tylko niestety miała skłonność do melancholii. Często płakała bez powodu. Wtedy jeszcze nikt nie znał tej choroby. Kiedyś mówiono, że to nieróbstwo. Ja jednak wiedziałam, że tak nie jest. Czułam, że ona mogłaby dużo więcej niż ktokolwiek z nas, ale coś ją powstrzymuje.
– Miałaś tylko jedną siostrę?
– Tak.
– A brata?
– Nie miałam już ani brata, ani siostry.
– Dlaczego?
– Bo tak.
– Dobrze, że przynajmniej ją miałaś.
– Miałam ją i jeszcze jedną siostrę, Wiki.
– Mówiłaś, że nie miałaś.
– Czy istotne jest to, co mówiłam wtedy, czy to, co mówię teraz?
– Teraz.
– No to teraz ci mówię, że miałam jeszcze Wiki. Ona była od nas dużo młodsza i urodziła się niepełnosprawna.
– Nie widziała?
– Nie. Miała pokurczone wszystkie kończyny. Wyglądała jak korzeń drzewa.
– I co się z nią stało?
– Nic.
– Umarła?
– Nie.
– Żyje?
– Nie.
– To jak to możliwe?
– Kiedy niemieckie wojska rozgościły się w Polsce na dobre i już wiedzieliśmy, że szybko jej nie opuszczą, Anna w nocy weszła do pokoju Wiki i podcięła jej żyły podczas snu. Pamiętam, jak wróciła do naszego pokoju i długo płakała. Nie miałam siły zapytać, co się stało, i zasnęłam. Kiedy się obudziłam, ona też nie żyła. Zabiła się, używając tej samej żyletki, którą pocięła Wiki.
– To straszne.
– Nie, dziecko, to nie było straszne. Ona ratowała Wiki przed cierpieniem. Wiedziała, że kiedy znajdą ją hitlerowcy, rozprawią się z nią na naszych oczach tak, że już do końca życia nikt z nas nie będzie mógł zasnąć. W ten sposób zatroszczyła się o mamę, tatę i mnie. Dzięki niej przetrwaliśmy wojnę. A teraz zmykaj do łóżka, bo jutro nie będziesz mogła wstać do szkoły.
– Nie wiem, babciu, czy będę mogła zasnąć.
– Będziesz mogła. Na pewno będziesz mogła.


Filip Zawada – (ur. 1975) poeta, prozaik, fotograf, reżyser, muzyk i łucznik (kolejność losowa). Wielokrotnie wyróżniany w konkursach literackich. Jego książki były m.in. nominowane do Nagrody Literackiej Gdynia (2012 i 2018), Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius (2015), a w 2020 roku do Nagrody LIterackiej Nike. Spotkanie z Filipem Zawadą, które poprowadził Michał Nogaś, można obejrzeć tutaj.