Praktyka

Niepublikowane wiersze Tymoteusza Karpowicza

Tymoteusz Karpowicz
525 odsłon
Tymoteusz Karpowicz, Chicago 1983, fot. Cz. Czapliński

W roku 2001 Tymoteusz Karpowicz, zaproszony przez Instytut Dziedzictwa Narodowego na „Festiwal naukowo-artystyczny ‒ Norwid bezdomny”, odczytał podczas konferencji krakowskiej (24‒25 września) esej pt. Pielgrzym i jego veritas. Potem (27 września) ‒ też w ramach festiwalu ‒ wziął udział w warszawskim wieczorze poetyckim „Norwid ‒ inspiracje”, na który przygotował dziewiętnaście wierszy (czystopisy maszynowe). Odnalazłem je teraz i porównałem z utworami zamieszczonymi w jego Dziełach zebranych (t. 1‒4). Aż jedenaście jest nieznanych, w tym te publikowane poniżej.

Jan Stolarczyk

Tymoteusz Karpowicz

La musée de l’homme

a więc sześć miliardów lat temu
ostrzyłeś już zęby na siebie a potem
żyłeś z ich wybijania innym
i z wstawiania protez może dlatego
patrzysz teraz z tak ostrą miłością na kieł
który przebił się dawno przez kształt lecz nie imię:

ze skóry sześciu miliardów lat ściągnięty
człowiek w la musée de l’homme
w elektrycznym pudle przestrzeni słucha
rykowiska materii i gdyby nie kapiąca
woda z pustego za plecami lascaux
miałby suche kolana od łez

 

Stożek

gdy Bóg go złapał w swoją piętę
on się wykręcać zaczął diabłem
aby przewiercić dowód z siebie
na jakikolwiek brak zamknięcia
w tym co się dokonało w niebie
wzywana do pomocy świętość
miała na sobie sierść i rogi
jako ukryte znalezisko
formy wciąż niedokonanej
lecz przystawionej
do skończoności nazbyt blisko
materia prima się kończyła
przedziwnym stożkiem
który w górze
wyczerpał w sobie całe światło
a dołem tarzał się z ciemności

 

Próba miejsca

I

naucz się mijać

z jakąż ślepą tkliwością widzimy
w zapaści słońca że jest wciąż na blasku
cienia który ogryziony wskazuje
sypkim palcem liszkę
tę ześlizgniętą wciąż z nieobecności
jeszcze znaczącą: naucz się pomijać
to co się zmierzcha jako przeznaczone

II

bez newtona

umknąć ziemi ‒ potem do niej wrócić
w tym samym miejscu gdzie ci zaginęła
uciekiniera twarz złuszczona
wtedy dosypiesz gwiazd na rysy
stojąc pod wierzbą kasjopei
lecz bez newtona

 

Płynny kłos

na ogół kłosa nie robi się z wody:
lecz na poletku kusym można przełknąć kroplę
i widzieć w kaszy jaglanej na stole
jak empedokles wchodzi w gardło etny
wyciąga stamtąd zorzę chociaż szedł po ciemność
jeśli Bóg kością wykołował bohra
dlaczego człowiek nie ma zwieść go kłosem?

 

Za późno

jak pan rozkładał skrzydła ikara
wzdłuż klasy z pierza
to kto kałamarz wówczas przykrył dłonią:
przeżył ‒ lecz do dedala
nigdy nie doleciał:
dopiero kiedyśmy umarli
każdy z nas wiedział
gdzie trzeba było zginąć wcześniej
by nie dosięgło nas za późno


Na zdjęciu: Tymoteusz Karpowicz w Chicago, sierpień 1983 r. | fot. Cz. Czapliński