Praktyka

Pięć wierszy

Sonia Nowacka
402 odsłon
Sonia Nowacka

Prezentujemy zestaw pięciu wierszy autorstwa Sonii Nowackiej, które pochodzą z jej debiutanckiej książki „Saros” (premiera w czerwcu 2024 w Wydawnictwo Convivo).

 

Φιλανθρωπία

parny duszny dzień na niebie bladym widno

wszystko jest dziś tak jakby miało się nie zdarzyć

jakby stało się we śnie i nikt nie zauważył trochę jakby

stopiło się słońce i siedzę teraz w pustym miejscu

po sobie o nie ten wiersz nagle zamienia się w musical

z darowizny wyskakują tekturowe kręgi piekła i wszyscy

zaczynają śpiewać najcięższym grzechem jest jałmużna

wbiega chór i leci z audio or discendiam qua giù nel

cieco mondo cominciò il poeta tutto smorto io sarò primo

e tu sarai secondo zejdźmy więc i zobaczmy w światełkach tańczy

jak kryształ cień wody w szklance ściana inwestycji jest cienka

i słychać wszystkie kręgi piekła chór projektuje świat bez

filantropii schodzimy niżej tam tańczą delfiny o błyszczących

płetwach robią figury skaczą nad powierzchnią morza

i śpiewają brechta niech nędzarz może wpierw kiedy potrzeba

z wielkiego bochna wziąć też kromkę chleba delfiny

śpiewają o głodzie a ja siedzę w pustym miejscu po sobie

wbiegają jeszcze w tym momencie rybiki i tłoczą się

u bram rybiki śpiewają vero è che ’n su la proda mi trovai

de la valle d’abisso dolorosa che ’ntrono accoglie d’infiniti guai

słońce jest wielką disco kulą która zsyła z nieba rozedrgane bliki

światełka szklące się jak pełnia kolejne kręgi piekła szkiełka

na wysuszonym chruście w momencie w którym walą się miasta

derealizacja alienacja ktoś podchodzi do kasy i pyta

o możliwości przybrania perspektywy sprzętów RTV i AGD to dziwne

bo jesteśmy w kinie drogi z elementami gatunkowymi westernu

za chwilę na stacji rozpocznie się strzelanina w tle niepokojące

tracki zrywa internet i pojawia się ten śmieszny ośmiobitowy

dinozaur skaczący przez kaktusy

Saros

A nad tym wszystkim, po czarnym, niemigotliwymi gwiazdami

zasianym niebie szło ogniste bezpromienne słońce, coraz bliższe Ziemi,

która lśniła trupim blaskiem, wygięta w wąski, ostry sierp,

zawieszony nad tym padołem jakby znak śmierci.

Mimo woli w uszach zaszumiały mi słowa Danta:

Vero é che in su la proda mi trovai

Della valle d’abisso dolorosa…

J. Żuławski, Na srebrnym globie

noc jest światłem niebieskim ekran rozpływa się w błękit drżenie

mgły błyskają cienie w wodzie perlą się kwiaty piętrzą się

kwiaty noc pachnie w oknie i chłód wpada na oścież

poczekaj tylko nie wychodź nocą pachną kwiaty błyskają

w źrenicach nad nami dron brzmi jak mucha wplątana w roletę

a światło się kładzie na ścianie na ciele prostokątnym cieniem

do ciemnego pokoju wiotczeję w tym słońcu we wszystkich

kwadratach lata i światłach w gałęziach białych kwiatów tak

pachnie że się nie chce umierać teraz przez chwilę

że robi się milej i że drżą cienie trawy i że drżą

cienie liści na brukowej i widzimy kawałek świata

tylko podczas siebie i później nigdy więcej świat się dzieli

na dwoje na głód sacrum i na pochody co na wskroś przecinają niebo

H20

w widmach wydm wyrasta świt śmierć nie boli śmierć przychodzi

przyjdź to niebo jest sztuczne a zapach wody różowy jak glitch

zielony jak glitch niebieski jak glitch jak ostryga zastygła

w pomarszczonym brzegu a woda ściąga brwi i pochłania wszystko

i ku temu ku innym dryfujemy w serwerach w gorącym poranku

wysuszone pranie a łodzie się mienią mijają DM-y w panoramie

liście migają jak piksel czekanie na przyjście do zmierzchu daleko

daleko od jutra od świtu do świtu siedzimy w pomiędzy

zaciśnięci we frazie z nadziei i piasku meduzy ciągnące się

świtem powłóczyste smugi kiedyś były dni teraz nie ma dni

kiedyś były noce teraz nie ma nocy może była przyszłość

ale nie ma świata kiedyś były dni ale nie ma dla nas

Mechaniczne ryby

nikt nie śpi bo chmury wchodzą przez okna białe chmury

czarne niebo gwiazdy ściska czerń mechaniczne ryby

nurkują w deepfake’ach mrugają oczami zaspanego miasta

wykręcają gały pogaszonych ulic live’y lecą z opóźnieniem

dożynki serca marzeń dożynki pomyślcie że to ostatnie lato świata

mówię nad brzegiem jeziora 2011 rok jest lipiec noc się zaciska

wokół ogniska i nikt nie myśli o końcu śmieszne latające budynki

od których wierci się w głowie przeszywają niebo

ruszają się gwiazdy i migoczą iskierki na wodzie

tafla jest spokojna żaby i cykady przerywają ciszę jest noc

o jakiej marzy każdy jest lipiec i nie myślę o niczym tylko

o tej nocy i o wodzie która jest spokojna i mroczna i bezdenna

i piękna i straszna i zasypiam dziś w tej wodzie przychodzą w nocy

ryby bo nie mają głosu pamiętam tamto lato i pamiętam wodę

Sporysz

i nagle głodni chcą zjadać mgłę tłum chce zjeść szesnastogodzinną

zmianę znieść obligatoryjne kursy empatii uspołecznianie strat

i prywatyzację zysków i śmierć jako odmowę pracy

by przeżyć

zostanę pięknym brokatowym śledziem metaforami ekonomii

prawami natury prawami przyciągania metafor

o pamiętniku w memach

w którym wyśmiewałam każdą traumę

każdą śmierć w środku

SONIA NOWACKA (ur. 1994) – poetka, z zawodu scenarzystka i copywriterka. Szkice krytyczne i teksty literackie publikowała w licznych czasopismach, monografiach i antologiach. Naukowo zajmuje się badaniem elementów gatunkowych Science Fiction w poezji polskiej oraz anglosaskiej, a także historią krytyki literackiej. Pisze doktorat na temat retoryki sporów o poezję w powojennej Polsce.