Teoria

Architektura zła, przed którym nie ma ucieczki

Amelia Sarnowska
271 odsłon
Okładka książki Williama Faulknera „Schronienie”

William Faulkner, Schronienie, tłum. Michał Tabaczyński, Znak Literanova, Kraków 2025

Temple Drake popełnia fatalny błąd i wsiada do samochodu niewłaściwego mężczyzny – pisze wydawca. Właściwa historia zaczyna się jednak od spojrzenia. Przypadek uruchamia lawinę zdarzeń, która posłuży Williamowi Faulknerowi do przypomnienia, że zło, choć często wymyka się słowom, nigdy nie wymyka się spojrzeniu. Nie wymaga również dosłowności.

Wbrew legendzie, o którą zadbał sam autor, Schronienie (ang. Sanctuary; nowe polskie tłumaczenie ukazało się pod koniec 2025 roku, wcześniej powieść była w Polsce znana pod tytułem Azyl) wcale nie powstało wyłącznie dla pieniędzy. Publikacja książki na początku 1931 roku wywołała sensację, zarówno wśród czytelników, jak i krytyki. Przyniosła też pisarzowi upragnioną sławę – a z nią rozgłos. Choć trudno dać temu wiarę, w przeciwieństwie do swojego rówieśnika i literackiego rywala Ernesta Hemingwaya William Faulkner przez długi czas pozostawał autorem mało rozpoznawalnym[1]. „Prawdę mówiąc, ze zdumieniem dowiedziałem się, że jestem dziś najważniejszą osobistością literatury amerykańskiej”[2] – pisał w jednym z listów do żony w roku publikacji Schronienia. Eksperymentalny charakter dotychczasowej prozy, przesunięcie środka ciężkości z akcji i fabuły na odtwarzanie świata wewnętrznego bohaterów, osadzanie historii w zamkniętej społeczności amerykańskiego Głębokiego Południa – wszystko to sprawiało, że Faulkner uchodził za twórcę raczej trudnego w odbiorze. A tacy nie piszą bestsellerów.

„Powiedziałem do siebie: jesteś skończony”

Do 1931 roku Faulkner zdążył wydać część tytułów uchodzących dziś za jego największe dzieła, w tym Wściekłość i wrzask (1929) oraz Gdy leżę, konając (1930). We wstępie do drugiego wydania Schronienia, które ukazało się już rok po premierze, pisał między innymi:

Ta książka powstawała przed trzema laty. Dla mnie pozostaje trywialną, jako że została poczęta dla mamony. Wówczas już od pięciu lat pisałem książki, które doczekały się publikacji, choć nie popularności.
Dałem sobie trochę czasu, by wejść w buty dowolnej osoby z Missisipi i odgadnąć, jakie są jej zdaniem obecne trendy, a ustaliwszy możliwą wersję, wymyśliłem najokropniejszą historię, na jaką mogłem wpaść, napisałem ją w jakieś trzy tygodnie i posłałem do Smitha, który wziął Wściekłość i wrzask, a który natychmiast mi odpowiedział: „Dobry Boże, nie mogę tego wydrukować. Obaj wylądowalibyśmy za kratami”. Więc powiedziałem do siebie: „Jesteś skończony. Będziesz musiał teraz pracować już do końca swoich dni”. Wszystko działo się latem roku 1929.[3]

Jak wiemy, Faulkner ani nie był skończony (dwie dekady później otrzymał literackiego Nobla), ani po publikacji nie wylądował za kratami. Poza tym praca nad Schronieniem nie trwała trzech tygodni. Zajęła cztery miesiące, od stycznia do maja 1929 roku – czemu towarzyszyły żmudne poprawki i przepisywanie pierwotnej wersji, tak by z nieobiecującego rękopisu wykrzesać znane dziś studium triumfującego zła. Pogarda, jaką sam Faulkner odczuwał do pierwszej wersji książki, miała być przede wszystkim pogardą rzemieślnika[4]. „Zobaczyłem, że jest to tak marne, że nie pozostaje nic innego, jak albo to zniszczyć, albo przerobić”[5]. Dlatego podarłszy pierwowzór, zupełnie przerobił książkę.
Wyraźne skłonności pisarza do konfabulacji i naciągnięć – Michał Tabaczyński, autor najnowszego polskiego tłumaczenia Schronienia, określa je w swoim Posłowiu wprost jako mitomańskie – obróciły się jednak w tym przypadku przeciwko twórcy. Mimo że cytowanego wstępu Faulkner nie zdecydował się przedrukowywać w kolejnych wydaniach powieści, słowo się rzekło. A raz wydrukowane nadawało ton krytyce przez kolejne trzy dekady[6].
Co podkreślał już Mario Vargas Llosa, Faulkner poprzez swoje powieści dawał najlepszy przykład tego, że „to forma – narracja i struktura – czynią treść wielką lub nędzną”[7]. Choćby i sama treść przedstawiała „paradę okropieństw i studium przemocy”, jak alarmowali pierwsi krytycy Schronienia równo 95 lat temu.

Studium spojrzenia

Osią tej powieści, uchodzącej za najbardziej brutalną w dorobku Faulknera, jest przemoc. Złożona architektura zła, przed którym nie ma ucieczki. A tym bardziej pewnego schronienia, zarówno dla bohaterów samej historii, jak i dla jej odbiorcy. Niewyrobiony w trawieniu jawnych obrazów przemocy czytelnik znalazł tu w 1931 roku wszystko, od brutalnego gwałtu po lincz. Strawić zaś jakoś musiał, bo chociaż autor nie zamieścił dokładnych opisów wspomnianych zdarzeń, każdy, kto książkę przeczyta, tak czy inaczej będzie je oglądał. Spojrzenie jest dla tej powieści wszystkim: zarówno w jej fabule, jak i recepcji.

Dla niej byłoby lepiej, gdyby dzisiaj umarła, pomyślał Horace, odchodząc. Dla mnie zresztą też. Rozmyślał o niej, o Ślepie, kobiecie, dziecku, Goodwinie, żeby ich wszystkich zamknąć w komorze, w miejscu sterylnej, śmiercionośnej, gwałtownej i zupełnej destrukcji: w tej pojedynczej anihilującej chwili następującej pomiędzy oburzeniem a zaskoczeniem. I siebie też; myślał o tym jako o jedynym rozwiązaniu. Wszyscy usunięci, wymazani z powierzchni tego starego i tragicznego marginesu świata. (…) Niewykluczone, iż to w tej pojedynczej chwili dociera do nas, co przyznajemy, że istnieje logiczny wzorzec w architekturze zła, że umieramy, myślał, wspominając to wspomnienie, które on kiedyś widział w oczach martwego dziecka, a i innych zmarłych: stygnące oburzenie, zgorszona rozpacz, która blaknie, pozostawiając tylko te dwie ziejące pustką kule, a w ich głębi tli się znieruchomiały świat w miniaturze.

Oko, w którym owo oburzenie i rozpacz zdały się już kompletnie wyblaknąć, jest okiem Ślepa (w oryginale Popeye) – bezzębnego przemytnika alkoholu. To jego ofiarą pada nastoletnia Temple i to od jego przeciągniętego spojrzenia rozpoczyna się cała powieść („Zza gęstwy krzaków tworzących kurtynę otaczającą źródło Ślep wpatrywał się w tego, który pił”). Schronienie otwiera scena Ślepa obserwującego – a właściwie podglądającego – Horace’a, prawnika (choć często wchodzącego w rolę i buty detektywa), który „objawił się u wylotu ścieżki i przykląkł, żeby zaczerpnąć ze źródła wody”. Źródło – po chwili nazwane rozlewiskiem, co znaczy: woda już stojąca, a więc psująca się – odbija „rozbity na miriady” wizerunek pijącego, czyli Horace’a. „W skrytej przed wzrokiem, tajemnej, a jednak ścisłej bliskości jakiś ptak wyśpiewał trzy dźwięki i umilkł”. Tych kilka zdań otwierających Schronienie poniekąd sugeruje nie tylko przebieg, lecz także finał tej historii.
Wracając jeszcze do Ślepa: jako dziecko trafił on do aresztu za wypatroszenie żywego stworzenia (kota, wcześniej ptaków). Jako dorosły impotent dokona gwałtu na Temple – wykorzysta w tym celu kolbę kukurydzy. Głos młodej kobiety, podobnie jak głos ptaka w pierwszych zdaniach powieści, też w końcu zamilknie. I będzie to poniekąd drugi gwałt, którego Temple padnie ofiarą. Zanim to jednak nastąpi, Ślep przez większość tej historii będzie głównie krążył – i patrzył.

Oczy Ślepa wyglądały jak czarne gumowe gałki, odkształcone przez uchwyt, po którym, kiedy już odzyskały dawną formę, pozostał labiryntowy wzorek odcisku kciuka. (…) Nie wyciągnąwszy z ust papierosa, splunął w rozlewisko źródełka.

Gdy Ślep przyszedł na świat, z początku sądzono, że nie widzi. Historia tego bezzębnego przemytnika alkoholu i zarysowujące się w jej odbiciu studium spojrzenia stanowi jeden z kluczowych motywów tej opowieści. Ona również kończy się spojrzeniem – tym razem samej Temple, której wzrok

zdał się podążać za falami muzyki, by roztopić się w zamierających dźwiękach dęciaków, pobiec na wskroś sadzawki i znajdującego się po przeciwnej stronie półkola drzew, gdzie w melancholijnych odstępach stały w zmartwiałym spokoju zadumane królowe z upstrzonego skazami marmuru, i dalej ku niebu, które spoczywało płasko, pokonane przez uścisk pory deszczu i śmierci.

Przemoc spojrzenia, w doświadczeniu lektury może i najbardziej dotkliwa, spada wreszcie na samego czytelnika. Bo koniec końców to on – jego wewnętrzne oko – dopatruje i dopowiada to, czego autor nie chce opisać wprost: najbrutalniejsze akty przemocy.

Studium tragedii

Schronienie to literacki przykład współczesnej tragedii. Faulkner zachował i rozwinął strukturę tragicznego doświadczenia, łamiąc zarazem klasyczne założenia gatunku. Cierpienie Temple nie ma metafizycznego sensu, a świat, w jaki zostaje ona przemocą wrzucona, nie zna katharsis. Zamiast ulgi i oczyszczenia jest niepokój, zamiast zwycięstwa sprawiedliwości – skazanie niewinnego człowieka. Triumfują chaos i przemoc, której ostatecznym i pozafizycznym, być może najbardziej ogłuszającym ciosem jest pozbawienie ofiar prawa do prawdy i własnej narracji na temat cierpienia, którego doświadczyli i przed którym nie uchroniła ich nawet ucieczka przed własną płcią (Temple w czasie gwałtu modli się o przemianę w chłopca). Ciąg tragicznych w skutkach wydarzeń wyzwala pojedyncza, niefortunna decyzja.
Choć temat samej powieści zdaje się celować w gusta szerszej – to jest bardziej łakomej sensacji – publiczności, od strony formalnej mamy tu wciąż do czynienia z eksperymentalnym charakterem pisarstwa, który czyni odbiór tej prozy trudnym. Lektura Schronienia, jeśli już, stanowi na poziomie aktu lektury forced dirty pleasure. W znanej nam dziś nadpisanej, poprawionej wersji powieści Faulkner pozwolił, by na pole pospolitego kryminału wtargnął duch greckiej tragedii. Czy dziś możliwe jest odczytanie tej książki na nowych warunkach? Jak podkreśla Tabaczyński, to właśnie „za sprawą przemocy Faulkner diagnozuje stan cywilizacji (a to znaczy: człowieka, kultury, społeczeństwa), w której żyjemy. I póki co, jego diagnoza się nie zdezaktualizowała”. Arcydzieło tragizmu do dziś nie straciło na aktualności.
Amerykański noblista w swoich najbardziej cenionych przez krytykę powieściach nigdy nie podejmował się imitacji rzeczywistości. Jego proza ma przede wszystkim intensyfikować doświadczenia i odsłaniać kulisy procesów zachodzących w świadomości bohaterów. Faulkner nie nazywa ani nie identyfikuje. W zamian za to odsłania złożoność i narracyjną strukturę świata, w który bohaterowie zostali wrzuceni – zazwyczaj przemocą.


[1] E.B. Łuczak, Negatywna zdolność Williama Faulknera, [w:] William Faulkner, red. tejże, Warszawa 2022, s. 11.

[2] W. Faulkner, Listy, przeł. E. Żygieńska, Czytelnik, Warszawa 1983, s. 56.

[3] W. Faulkner, Introduction to The Modern Library Edition of “Sanctuary”, 1932, [w:] Essays, Speeches & Public Letters, red. J.B. Meriwether, Random House, New York 2004, s. 176-178, cyt. w tłum. M. Tabaczyńskiego zamieszczonym w przedmowie do polskiego wydania.

[4] Zob. M. Cowley, Faulkner Was Wrong about “Sanctuary”, „The New York Times”, 22.02.1981, [dostęp: 29.12.2025].

[5] Dz. cyt. W. Faulkner, Introduction…, s. 178.

[6] Tamże.

[7] Mario Vargas Llosa, In Praise of Reading and Fiction, wykład noblowski, 7.12.2010, [dostęp: 29.12.2025].