Teoria

Chłopki 2.0?

Zuzanna Sala
133 odsłon
Antonina Tosiek, Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025)

Antonina Tosiek, Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet, (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025)

Przepraszam za brzydkie pismo Antoniny Tosiek to książka najprawdopodobniej skazana na przygnębiający odbiór w mainstreamie. „Chłopki 2.0” – tak można byłoby podsumować wszystkie klisze, które uruchamiają się w głowach odbiorców słyszących o kolejnej popularnej publikacji diachronicznie przyglądającej się życiu kobiet na wsi. Nic w tym zaskakującego – fenomen wydawniczy, jakim okazała się książka Joanny Kuciel-Frydryszak, stanowi popularnościowy i narracyjny punkt odniesienia, od którego muszą odbijać się kolejne reportaże historyczne wywodzące się z tak zwanego zwrotu ludowego, zwłaszcza te z feministycznym twistem. A jednak jest w zaprojektowanej przeze mnie kliszy recepcyjnej coś dojmująco niesprawiedliwego – przecież już na pierwszy rzut oka widać, że Tosiek ma nieporównywalnie lepszy warsztat i background badawczy do zajęcia się tym tematem niż autorka Chłopek. Jeśli więc ktoś powinien być tu do kogoś porównywany, to raczej Kuciel-Frydryszak do Tosiek niż na odwrót.

Planuję w tej recenzji trochę marudzić, w związku z czym budzą się we mnie wyrzuty sumienia, że wytykam problemy przy okazji dyskusji o lepszej książce o chłopkach, a milczałam po premierze tej znacznie bardziej problematycznej. Pozwolę sobie zatem użyć trybu porównawczego, już na wejściu nie pozostawiając żadnych złudzeń co do wartościowania. Jeśli jakiś czytelnik „Notatnika Literackiego” planuje w nadchodzącym czasie nadrobić lekturowo trend i przeczytać jedną publikację opowiadającą o chłopkach, powinien sięgnąć po Przepraszam za brzydkie pismo, a Chłopki pozostawić do kurzenia się na półce z popularną literaturą lotniskową.

Co jednak stanowi o tej przewadze? Po pierwsze, Tosiek od lat zajmuje się badaniem pamiętników chłopskich (w 2019 roku obroniła pracę licencjacką na ten temat i od tamtej pory nieustannie zgłębia zagadnienie), a swoje wnioski z Przepraszam za brzydkie pismo oparła na badaniach archiwalnych, to jest na mozolnym odczytywaniu ośmiuset dwunastu rękopisów nadesłanych na konkursy organizowane na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Jej praca nie jest odpowiedzią na chwilową modę, nie bazuje na gotowych kliszach zaczerpniętych z pobieżnego researchu i nie jest zafiksowana na terapeutycznym poszukiwaniu źródeł podmiotowego poczucia niedopasowania. Tosiek przeprowadza rzetelne badania źródeł, sytuuje je w konkrecie historycznym i skupia się na niuansowaniu opisywanych historii – a to ogromny plus.

Z kolei Kuciel-Frydryszak w Chłopkach niepokojąco często powoływała się na wypowiedzi odkrywających swoje ludowe korzenie redaktorów warszawskich i poznańskich pism, a ostatni rozdział poświęciła rozprawieniu się z problemem wstydu związanego z pochodzeniem potomków chłopek. Wykonała w ten sposób szokująco przeźroczysty dla krytyki literackiej ruch: przeskok od dwudziestolecia międzywojennego i okresu tuż po II wojnie światowej do współczesnej Polski, od prababki chłopki do wielkomiejskiego aspirującego inteligenta. Spektakularnie pominęła zarówno większość okresu PRL-u, jak i problemy współczesnej wsi, choć nie planowała rezygnować z odniesienia zajmującej ją historii do „tu i teraz”. Udowodniła tym samym, że cała opowieść o chłopkach służy jej do refleksji nie socjologicznej, ale psychologicznej – ma rozpocząć autoterapeutyczny proces po stronie czytelników.

Tych problemów w książce Tosiek nie ma. Opowieści chłopek zostały tu zniuansowane we właściwych im kontekstach historycznych (od przedwojnia do transformacji ustrojowej), a autorka pokazała zarówno partykularne konsekwencje przemian prawnych czy technologicznych, jak i rozmiar bezmyślności deregulacyjnej po 1989 roku. „Chłopki 2.0” okazują się więc znacznie bardziej ożywcze intelektualnie i naprawdę dużo porządniej skonstruowane niż „Chłopki 1.0”. Między innymi dlatego trudno zrozumieć, co popchnęło Tosiek do strukturalnych i kompozycyjnych decyzji zbliżających Przepraszam za brzydkie pismo do książki Kuciel-Frydryszak.

Bo takie podobieństwa są widoczne już na podstawowym poziomie, związanym z fundacyjnymi założeniami obu publikacji. W pierwszej kolejności rzuca się w oczy klucz genderowy. Książka Tosiek (tak samo jak bestseller z 2023 roku) traktuje wyłącznie o sytuacji kobiet na wsi. W tym przypadku to nie był wcale oczywisty wybór – wcześniejsze badania autorki Przepraszam za brzydkie pismo bynajmniej nie ograniczały się do kobiecej literatury dokumentu osobistego. Dlaczego więc zdecydowała się napisać książkę tylko o chłopkach, nie zaś o chłopach i chłopkach? Wyjaśnia to w pierwszej części, powołując się na perspektywę Dionizji Wawrzykowskiej-Wierciochowej:

O ile mężczyźni nierzadko koncentrują się na swoich indywidualnych dokonaniach, o tyle kobiety częściej umieszczają własne doświadczenia w kontekście wspólnotowym – rodziny, społeczności, lokalnej kultury. To napięcie pomiędzy przeżyciem indywidualnym a kolektywnym czyni kobiece teksty autobiograficzne szczególnie interesującymi. […] Wiele kobiecych pamiętników łączy także wątki osobiste z niemal sprawozdawczym opisem konkretnych wydarzeń czy procesów – prac rolnych, planowania budżetu, działań wojennych (s. 49).

Takie wytłumaczenie byłoby satysfakcjonujące, gdyby nie uwidaczniająca się w szerszym korpusie tekstów autorstwa Tosiek sprzeczność. Trudno bowiem o łatwiejszą falsyfikację powyższego akapitu niż za pomocą sięgnięcia po cykl PAMIĘTNIKI CHŁOPSKIE, który ukazywał się na łamach „Czasu Kultury” w latach 2021–2022. To w nim przecież badaczka pokazywała, jak analizowane przez nią osobiste zapiski (bez klucza genderowego) odbijają i uchwytują zmiany historyczne czy kondycję lokalnych wspólnot. Dziesięć tekstów, w których autorka powoływała się w znacznej mierze na pamiętniki chłopów, dalekich było od wyliczania „indywidualnych dokonań” pamiętnikarzy. Rodzi się więc pytanie, czy teza o obserwującym, usieciowionym podmiocie kobiecym postawionym w kontrze do egocentrycznego męskiego indywiduum nie jest aby (pozytywną) seksistowską kliszą, powielaną w badaniach feministycznych z zaskakującą zaciętością.

Czy jeśli przychylimy się do mojej wątpliwości, będzie to oznaczać, że książka Tosiek powinna uwzględnić także pamiętnikarstwo mężczyzn? Niekoniecznie. Nie ma powodu, żeby przenosić anachronicznie postemancypacyjną myśl na badania zapisków z określonych czasów. Autorka dobrze pokazuje, w jakim stopniu płeć organizowała życie wsi w interesujących ją okresach. Jeśli zatem była to kategoria istotna i nieprzekraczalna dla autorów zapisków, należy oczywiście uwzględnić ją we współczesnych badaniach. Takie wyjaśnienie w zupełności wystarczy, ale jest nieco mniej retorycznie pociągające niż wspieranie mitu kobiet jako nieegocentrycznych podmiotów. Natomiast uzasadnienie, na które zdecydowała się autorka, skutkuje niebezpiecznym przesunięciem akcentów w książce: z klasowych na genderowe. Na szczęście jest ono niekonsekwentne i w innych miejscach Przepraszam za brzydkie pismo rewidowane – Tosiek (znów: w przeciwieństwie do Kuciel-Frydryszak) nie przywiązuje się do kwestii płci w obezwładniający merytorycznie sposób i tam, gdzie opisywane problemy są ponadgenderowe, referuje je bez świadomego zawężania perspektywy. Zaryzykowałabym więc stwierdzenie, że o ile Kuciel-Frydryszak prezentowała perspektywę feministki intersekcjonalnej (dla której klasa – albo raczej „pochodzenie” – jest jedną z wielu struktur ograniczających kobiecy podmiot), o tyle Tosiek bliżej do socjalnej feministki (postrzegającej wyzysk kobiet jako pochodną reżimu produkcji).

Choć staram się zaznaczać dystynkcje, to podobieństwa między Przepraszam za brzydkie pismoChłopkami nie kończą się na kluczu genderowym – widać je także w kompozycji książek. Nie są to, rzecz jasna, bliźniaczo skonstruowane projekty (ze świecą szukać u Tosiek tak oburzających podsumowań jak u jej poprzedniczki), ale w oczy rzuca się jedno istotne podobieństwo: rozdziały zorganizowane zostały tematycznie. Różne bohaterki wracają w poszczególnych częściach książek, ich życia są dopowiadane w kontekście pasujących do danego fragmentu problemów, a w obrębie rozdziałów nie ma jedności czasu ani miejsca (to nie kryteria chronologiczne czy geograficzne rządzą opowieściami).

Niemniej można by argumentować, że doszukiwanie się przeze mnie podobieństwa kompozycyjnego jest grubymi nićmi szyte. Przecież struktura tematycznych rozdziałów wydaje się najbardziej przyjazna dla czytelnika, a rozkład wybranych przez autorki tematów pozostaje zasadniczo różny. U Kuciel-Frydryszak rozdziały uporządkowano w sposób przypominający biografię (nic w tym dziwnego, jeśli przeanalizuje się wcześniejszą twórczość pisarki) – tym samym autorka zmapowała typowe żywoty chłopek z dwudziestolecia. U Tosiek z kolei mamy do czynienia raczej z socjologiczno-antropologicznym układem problemowym. A jednak wspólna dla obu projektów kompozycja tematyczna traci transparentność, gdy znów porównać ją z cyklem publikowanym na łamach „Czasu Kultury”, który (przynajmniej początkowo) porządkowany był chronologicznie. Właśnie dzięki temu historycznemu kryterium teksty z PAMIĘTNIKÓW CHŁOPSKICH w lepszy sposób oddawały centralną dla książki Tosiek tezę: propozycję, aby „historię chłopskiego pamiętnikarstwa dwudziestowiecznego […] odczytywać jako odpowiedź na poszukiwaną przez Andrzeja Ledera «nienapisaną epopeję ludu chłopskiego»”. Dużo łatwiej złapać przecież epickość i istotność dziejów, gdy porządkowane są w kluczu historycznym. Nie znaczy to oczywiście, że w Przepraszam za brzydkie pismo Tosiek o takiej perspektywie zapomina. Po prostu logika rozmaitych przemian (na przykład w edukacji chłopstwa, materialnej sytuacji rolników czy pozycji Kościoła katolickiego na wsi) wybrzmiewa mniej dobitnie i jasno, gdy sama chronologia zostaje odpuszczona. W tym sensie znacznie bardziej porządkującą, informatywną i faktycznie ilustrującą główne założenia badaczki lekturą jest paradoksalnie (dostępny za darmo) cykl tekstów z „Czasu Kultury” niż jej najnowsza książka.

Ostatniego podobieństwa między ChłopkamiPrzepraszam za brzydkie pismo – prymatu empatii jako kategorii rządzącej politycznymi stawkami książek – nie opiszę. Nie tylko dlatego że zaczyna brakować mi na to miejsca, ale przede wszystkim dlatego że precyzyjnie i dobitnie zrobiła to już Karolina Kulpa w recenzji, która ukazała się na łamach październikowego numeru „Twórczości”. W pełni zgadzam się z krytyczką, gdy ta pisze: „literatura i badania kulturowe, jeśli poddają się […] logice [prymatu doświadczenia – Z.S.], stają się częścią problemu: reprodukują system, w którym autentyczność jest towarem, a pogawędka o doświadczeniu – fingowaniem polityczności” . Tego podstawowego problemu z założeniami książki nie zmieni nawet fakt, że z wieloma krytykami wyrażonymi na kartach Przepraszam za brzydkie pismo zgadzam się w stu procentach.

Pisaniu o książce Tosiek towarzyszy dziwaczne uczucie sfrustrowanego entuzjazmu. Nie ukrywam, że w trakcie lektury kilkukrotnie denerwowałam się na deklaracje autorskich założeń, ale jednocześnie – cieszyłam się, że mogę się denerwować. Publikacja „Chłopek 2.0” wydaje się ekscytująca choćby z tego powodu, że z pierwowzorem nie dało się w ogóle dyskutować (czego dowodzą zapisy spotkań autorskich i pseudorecenzje ograniczające się do streszczania poruszających historii z książki). Marudnych czytelników, takich jak ja, książka Kuciel-Frydryszak po prostu oburzała i smuciła, kuluarowo prychaliśmy, zamiast publicznie polemizować. Chwilę po premierze Przepraszam za brzydkie pismo, patrząc na recepcję krytyczną i pytania zadawane podczas spotkań autorskich, widać, że z Tosiek można się pokłócić. Jest znacznie poważniejszą adwersarką.