Neige Sinno Ponury tygrys, tłum. Katarzyna Marczewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025
Lektura tej książki wywołuje dyskomfort. Przez temat, brutalność i prawdziwość opisanych w niej scen, ale też przez sposób, w jaki autorka serwuje nam historię. A czyni to bezpretensjonalnie, z pewną lekkością, co kontrastuje z ciężarem tematu. Niezaprzeczalny talent pisarski zdaje się tu być momentami wręcz nie na miejscu, bo przecież opowieść tak potworna nie powinna dostarczać czytelniczej satysfakcji, prawda?
Historia Sinno streszczona jest już na tylnej okładce książki – autorka w tym autobiograficznym eseju (gatunkowość Ponurego tygrysa jest dość umowna) wyjawia, że w wieku siedmiu, może ośmiu lat została po raz pierwszy zgwałcona przez ojczyma. Kolejnych razów nie sposób zliczyć. Koszmar dziecka trwał, przeistaczając się w koszmar dorastającej kobiety. Nie dostrzegała tego jej matka, nie dostrzegali bliscy. O krzywdzie poinformowała dopiero wtedy, gdy wyjeżdżała na studia – w trosce o młodsze rodzeństwo, nie chcąc, by któreś z nich spotkało to samo. Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Chociaż:
Mój ojczym ani razu nie wymówił słowa „gwałt”. Nawet kiedy składał zeznania przed sądem, który go skazał za tę zbrodnię; uważał, że w jego przypadku to było coś innego.
(s. 23)
Być może w jego świecie, w jego sferze istniałam wyłącznie jako przedmiot pożądania, wyzbyty podmiotowości.
(s. 156)
Autorka na kartach Ponurego tygrysa dokonuje rzeczy tytanicznej – nie tylko przybliża nam swoje losy, lecz także przygląda się pedofilii jako takiej, analizuje to zjawisko. Wraca pamięcią do zdarzeń z dzieciństwa (dosłowność tych scen pozostawia czytelników bezradnymi: „Nie potrzebowałam się w tym celu pochylać, staliśmy naprzeciw siebie, bo sięgałam mu zaledwie do pasa”, s. 59), podpiera się specjalistyczną literaturą, opiniami sądowymi, analizuje również teksty kultury, w których pojawiają się motywy, wątki mogące pomóc jej zrozumieć, co właściwie działo się w jej głowie, ale też co mogło dziać się w głowie jej oprawcy. Sprawdza, jak bardzo oddaliła się od siebie z przeszłości, czy tamta dziewczynka, potem młoda kobieta, to jeszcze jest ona. Czy aby powinna spisywać tę historię jako ta sama osoba, która tamtych rzeczy doświadczała, czy może te dwie postaci należy od siebie oddzielić. Szuka odpowiedzi i wytłumaczenia dla czynów, których wytłumaczyć się nie da. Pomagają jej w tym teksty Virginii Woolf, Christine Angot, Williama Blake’a, Mary Gaitskill, Annie Ernaux, Alejandry Pizarnik, Toni Morrison, jest też autor Lolity – Vladimir Nabokov. Pisarz z oczywistych względów znajduje się tu w specjalnym miejscu. Sinno wraca po latach do lektury jego najsłynniejszej powieści, odczytuje ją na nowo, odnajduje zbieżności między losami tytułowej bohaterki a swoimi, co istotniejsze jednak, rozpoznaje metody manipulacyjne, które stosowali oprawcy – ten stworzony przez Nabokova i ten, z którym przyszło jej spędzić ponad połowę swojego dzieciństwa.
Większość przestępców wymyśla historie, dzięki którym ich przeżycia stają się akceptowalne.
(s. 24)
Gdyby natomiast mój ojczym napisał esej, przeczytałabym go z miejsca. Tak, nasz świat widziany oczyma gwałciciela dziecka to tekst, w którym miałabym ochotę się zagłębić.
(s. 266)
Jak wiele kosztuje autorkę, by do takiej literatury sięgać, czytać ją po raz kolejny, doszukując się korelacji z własną biografią? Możemy się tylko domyślać – choć tropy są nam podsuwane. Ale też trzydzieści lat po tamtych wydarzeniach Sinno wyposażona jest w narzędzia, które pozwalają jej tę drogę przebyć na nowo. Tu pojawia się pytanie o cel powstania tej książki. Autorka zdaje się nie potrzebować literackiej terapii, jej demony zostały pokonane (na tyle, na ile jest to oczywiście możliwe), ale pojawia się jeszcze „armia cieni”, jak określa setki tysięcy osób, które każdego dnia budzą się i zasypiają ze świadomością, że ich oprawca jest tuż obok. Sinno uzyskała głos, potrafi skonfrontować się z przeszłością, spojrzeć w twarz biernym świadkom tamtych wydarzeń. Rozumie jednak, że to sytuacja wyjątkowa („Moje plemię jest często niezbyt waleczne” czy „Po trzech słowach wybuchamy szlochem”, s. 266). Większość ofiar przemocy seksualnej nigdy nie przepracuje swoich traum w takim stopniu, w jakim uczyniła to Sinno, tamte osoby nie zdobędą się na gesty, jakie wykonała autorka książki. Za to tysiące ofiar będą musiały zostać przepuszczone przez tryby proceduralnej machiny – bezdusznej, bezwzględnej, podejrzliwej. Sinno wie, co to znaczy stanąć przed ławą przysięgłych, stać się celem spragnionych sensacji mediów. Ostrzega przed tym, a może sugeruje przygotowanie się na to.
Narratorka Ponurego tygrysa nie stroni też od sarkazmu. Sama to przyznaje. Broni się przy jego użyciu, rozbraja miny, które sama wcześniej stawia. Taka jest konwencja prowadzenia tej opowieści.
Mój gwałt nie jest gwałtem niedużym ani wielkim, to gwałt relatywny, zrelatywizowany przez to, że się urodziłam w kraju praw człowieka, że sprawca przyznał się do czynu, a wymiar sprawiedliwości uznał, że doszło do przestępstwa.
(s. 114)
Nie sposób nie czytać z podziwem tego tekstu. I nie idzie tu tylko o heroizm narratorki związany z krzywdą, jaka ją spotkała, i tym, że potrafi o niej opowiadać. Na podziw zasługuje też znalezienie sposobu, czy raczej metody pisarskiej, na poprowadzenie tej narracji. Sinno jest precyzyjna, skuteczna, ma świadomość tego, jaki los spotyka ofiary przemocy seksualnej, jakie zagrywki są przeciwko nim stosowane w celu umniejszania krzywd. Przerabiała to, mierzyła się z takimi sytuacjami – przygotowała się do tego starcia, także za sprawą wspomnianej wcześniej literatury. Pisząc Ponurego tygrysa, była tych wszystkich mechanizmów już w pełni świadoma.
Podczas rozprawy w jego obronie zeznawał cały wianuszek świadków. Żaden nie podważał faktu popełnienia zbrodni, przybyli jednak po to, by mówić o wszystkich cechach, które sprawiają, że nie licząc zbrodni, jest człowiekiem wyjątkowej prawości, lojalnym, dobrym synem, wiernym przyjacielem, oddanym swojej pracy, odważnym, czasem nawet bohaterskim, kiedy trzeba nieść komuś ratunek w górach albo w skrajnie niebezpiecznej sytuacji
(s. 122)
W innym miejscu Sinno przytacza wypowiedzi eksperta prawnego, który, o zgrozo, otwarcie przyznaje, że pedofilia kazirodcza jest problemem rodziny. Bo ta książka to też rozliczenie się z instytucjami – państwem („Proces sądowy nie umożliwia ustalenia prawdy”, s. 145), społeczeństwem i rodziną właśnie. Wszystkie z nich zawodzą, na innych poziomach, na inną skalę (ojczym został w końcu skazany – państwo osadziło pedofila). Tym, co te trzy komórki łączy, jest to, że na koniec pozostawiają ofiarę samotną, odwracają wzrok. Jak pisze Sinno o ojcu: „kiedy się dowiedział o gwałtach, zamknął się w sobie” (s. 68). Sama przyznaje, że jest surowa wobec matki, wie, że to także była jej wina, ale dostrzega też konsekwencje, które spotkały tę kobietę, gdy zdecydowała się odejść od męża i wnieść razem z córką akt oskarżenia – straciła dom, odwrócili się od niej znajomi.
U Sinno świetna literatura spotyka się z tematem społecznie zaangażowanym, wszystko wydaje się zbalansowane (choć nie wątpię, że niektóre osoby pewne opisy mogą uznać za skrajnie drastyczne). Autorka skupia się na sobie, swojej historii, by za moment odbić w stronę kwestii uniwersalnych, w stronę bohatera zbiorowego, umiejscowić dany problem w odpowiednim kontekście historycznym, politycznym i kulturowym. Erudycyjność autorki, ale też monolog skierowany w stronę czytelnika sprawiają, że kurczowo trzymamy się książki, nawet wiedząc, że to spotkanie przyjdzie nam odchorować. Podczas lektury nie sposób odsunąć myśli, pytania właściwie, czy ten na wpół literacki, na wpół emocjonalny uścisk, w którym czytelniczka czy czytelnik się znajdują, jest zabiegiem celowym, zamierzonym, czy może jest to wypadkowa mnogości zdarzeń, które na niespełna trzystu stronach mają tu miejsce?
Zabrzmi to może paradoksalnie, ale ta brutalna miejscami książka, okrutna, szczera bardziej niż do bólu, jest jednocześnie podszyta troską. Autorka, która poczuła osamotnienie na niewyobrażalną przecież skalę, zdaje się mieć swoje sprawy poukładane – nie wierzy w terapeutyczną moc literatury, nie oczekuje tego od niej, ale też chce mieć nadzieję, że jej historia, podobnie jak jej rozmowy z córką, pomogą innym, wyczulą na możliwe zagrożenia. Ustrzegą przed najgorszym.