Teoria

Między listami. Niejednoznaczna Konopnicka

Jana Karpienko
99 odsłon
Ilustracja do recenzji „Między listami. niejednoznaczna Konopnicka” Magdaleny Grzebałkowskiej

Magdalena Grzebałkowska Dezorientacje. Biografia Marii Konopnickiej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2024

Biografia to nie tylko szereg faktów. Czasem to opowieść o tym, czego nie wiemy, czego nikt jeszcze nie powiedział, na co nikt nie położył należytego nacisku. Magdalena Grzebałkowska – wybitna reporterka, znana chociażby z biografii ks. Jana Twardowskiego czy Beksińskich – właśnie taką historię odsłania w Dezorientacjach. Biografii Marii Konopnickiej. Historię podważającą znany nam „pomnikowy” obraz, ukazującą autorkę Roty jako postać pełną sprzeczności i wewnętrznych napięć, podejmującą nieoczywiste, często kontrowersyjne wybory życiowe.

Tym razem Grzebałkowska stanęła przed trudnym dla reporterki zadaniem. Bohaterka jej najnowszej książki zmarła w 1910 roku, co naturalnie wykluczyło możliwość kontaktu nie tylko z nią samą, ale i z kimkolwiek, kto znał ją osobiście. Zachowana korespondencja okazała się z kolei niepełna, co dodatkowo utrudniło reporterską rekonstrukcję losów Konopnickiej. „Przez całe życie korespondowała z dziećmi, przyjaciółmi, znajomymi, wydawcami i czytelnikami. Badacze twórczości poetki na ogół są przekonani, że większość listów darła lub paliła od razu po przeczytaniu, żeby nie wozić ze sobą dodatkowego ciężaru w kufrze podczas podróży po Europie” – pisze Grzebałkowska. Swoje dołożyli spadkobiercy, między innymi niszcząc niektóre ocalone listy i wycofując depozyt korespondencji z Biblioteki Jagiellońskiej. Część z tych materiałów została później rozproszona po całym kraju i trafiła do sprzedaży oraz do różnych muzeów i bibliotek.

Mimo wszystko – udało się. Dezorientacje to kolejna znakomita książka Grzebałkowskiej. Autorka ostrożnie mierzy się z białymi plamami w życiorysie Konopnickiej. Tam, gdzie nie ma listów, stawia pytania albo próbuje – z należytą powściągliwością – zrekonstruować zaginioną wiadomość. (To mogłoby stać się zarzutem, ale stanę w obronie takiego rozwiązania: biografistka nie udaje, że zna odpowiedzi. Rekonstrukcje są świadomą próbą przybliżenia się do prawdopodobnego – to zabieg uczciwy, transparentny, oparty na materiale źródłowym i służący nie tyle fabularyzacji, ile zrozumieniu wewnętrznej logiki biografii). Tam zaś, gdzie Grzebałkowska nie ma pewności co do przebiegu wydarzeń, pisze o tym szczerze, nie ukrywając przed czytelnikiem, że nawet w rzetelnie opracowanej historii zostaje miejsce dla domysłów.

Trzeba już na wstępie podkreślić: krajobraz społeczno-kulturowy i obyczajowy, w jakim żyła Konopnicka, nie sprzyjał ukształtowaniu postaci niezależnej, ambitnej, samodzielnie myślącej i tak samo żyjącej (aż trudno uwierzyć, że piszę te słowa w 2025 roku – a jednak!). Przytoczone w książce cytaty z Klementyny Hoffmanowej (na przykład porady, by kobiety zbyt wiele nie czytały) czy fragmenty Myśli o wychowaniu kobiet Eleonory Ziemięckiej dobitnie pokazują, jak sztywno zdefiniowane było życie kobiet tamtej epoki. A pisarka chciała żyć po swojemu – i Grzebałkowska odważnie rozbraja nasze oczekiwania wobec tej „narodowej ikony”.

To symboliczne zdjęcie gorsetu pokazane jest w Dezorientacjach z taką szczegółowością, że nie pozostawia wątpliwości: realna Konopnicka ma niewiele wspólnego ze swoim podręcznikowym wizerunkiem. Pisarka, która odeszła od męża, zarabiała samodzielnie, związała się z kobietą, kierowała magazynem literackim i nie dbała przesadnie o dzieci – to w XIX wieku był prawdziwy ewenement. Trudno tu mówić o jednej bohaterce, bo jest ich kilka: matka, rewolucjonistka, partnerka, poetka, podróżniczka, kobieta niepasująca. Może właśnie dlatego portret, który powstaje z tej mozaiki, jest tak fascynujący. Ta książka przywraca Konopnickiej prawo do bycia niejednoznaczną.

„Bardzo chciałam oddać ducha epoki, w której żyła Maria Konopnicka” – pisze Grzebałkowska. „Trudno mi było się oderwać od gazet, wspomnień i pamiętników, a nawet urzędowych dzienników czy przepisów kodeksu karnego Królestwa Polskiego”. Wszystkie te źródła wzbogaciły biografię o ponad 800 cytatów, wśród których liczebną przewagę mają, rzecz jasna, listy. Większość została już wcześniej opracowana, ale reporterce udało się też odnaleźć niepublikowane dotychczas wiadomości odręcznie napisane przez Konopnicką. Co ciekawe, ani jedna nie jest skierowana do córki Heleny, dzięki której poznajemy również wiele szczegółów dotyczących psychiatrii w XIX wieku. Nie brakuje w tej książce także innych detali oddających ówczesny stan medycyny (hydroterapia albo wcieranie kokainy w oczy – żaden problem!), zwyczaje oraz codzienne życie w całej jego materialnej różnorodności. Jak zaznacza w posłowiu autorka: „Wszystko wydawało mi się ważne: konstrukcja krynoliny, ciężar sybirackich kajdan, cena wynajmu pokoju w Warszawie w 1885 roku i liczba miejsc w zakładach dla obłąkanych”.

Język Grzebałkowskiej jest dyskretny, uważny, nie dominuje nad tematem, ale też nie boi się uczuć. Na przestrzeni całej książki (liczącej 460 stron) czuć reporterską szkołę pisania – nie chłodną i zdystansowaną, lecz taką, która z czułością stawia pytania. Wyjątkowe poczucie humoru biografistki sprawia, że podczas lektury przechodzimy przez pełen wachlarz emocji. Przykładowo scenę ślubu w kościele puentuje ona tak:

Jarosław i Maria Konopniccy wychodzą z kościoła.
Za siedem miesięcy Maria napisze w liście swoim siostrom: „[…] jestem bardzo – bardzo szczęśliwa”.
Za piętnaście lat odejdzie od męża.
Do końca życia będzie uważała środy za najbardziej pechowe dni tygodnia.

Przytoczony fragment świetnie pokazuje coś jeszcze: wyczucie puenty Grzebałkowskiej. Autorka kończy rozdziały ostro, konkretnie, z wyczuciem rytmu, niczym najlepsi serialowi scenarzyści. Dzięki takiemu „montażowi” książki historia toczy się dynamicznie, sceny szybko się zmieniają, a biografii nie grozi rozwlekłość.

Choć Dezorientacje raczej nie zainicjują nowej debaty o queerowej tożsamości – w Polsce ukazuje się dziś wiele publikacji, które podejmują tę kwestię bardziej bezpośrednio i prześwietlają ją głębiej – to trudno nie dostrzec, jak mocno ta biografia rezonuje z aktualnymi tematami. Sama autorka podczas spotkań z czytelnikami podkreśla, że zależało jej na ukazaniu relacji Konopnickiej z Marią Dulębianką jako czegoś, co współczesny odbiorca powinien traktować jako zwyczajne – choć w realiach tamtej epoki z pewnością takie nie było. Poza wartością stricte biograficzną książka wnosi do obiegu coś jeszcze: feministyczną perspektywę, świadomość kulturowych tabu i refleksję nad pamięcią (zarówno jednostkową, jak i zbiorową).

Na fali ogromnego sukcesu książki nie obyło się jednak bez kontrowersji. Główne zastrzeżenia dotyczyły faktu, że podobny tytuł nosi publikacja Dezorientacje. Antologia polskiej literatury queer, wydana przez Krytykę Polityczną w 2021 roku, uznawana za przełomową pozycję w dziedzinie queer studies w Polsce. Tymczasem w biografii Konopnickiej nie ma o niej wzmianki. Niektórzy krytycy sugerowali, że użycie tego samego tytułu bez odniesienia się do wcześniejszej publikacji może być postrzegane jako pominięcie dorobku środowisk queerowych i ich wkładu w reinterpretację historii literatury. Dyskusje na ten temat – wielowątkowe i momentami pełne emocji – toczyły się głównie na Facebooku; użytkownicy dzielili się swoimi opiniami na temat wyboru tytułu i jego możliwych konsekwencji. Po szczegóły odsyłam więc do źródeł (choć po kilku miesiącach odnalezienie tych wpisów może być już nie lada wyzwaniem).

Tak czy inaczej, najnowsza książka Magdy Grzebałkowskiej to istotny głos w rozmowie o tym, w jaki sposób opowiadamy przeszłość – i co jesteśmy gotowi w niej dostrzec.