Teoria

Mrożek. Paroksyzm emocjonalny

Maciej Robert
145 odsłon
Anna Nasiłowska, Mrożek. Biografia. 2048

[Anna Nasiłowska, Mrożek. Biografia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023]

W środowisku reżyserskim istnieje obiegowe powiedzenie, że nic nie jest mniej filmowe od pisarza przy pracy. Nadać zaskakujący fabularny i inscenizacyjny charakter obrazowi autora ślęczącego nad maszyną do pisania potrafią tylko nieliczni giganci w tym fachu – choćby bracia Coen w niezapomnianym Bartonie Finku (ich geniusz jest o tyle imponujący, że w istocie, jak śpiewał klasyk, „Barton Fink siedział tyle i nie pisał nic”). Dlatego nie ma się co dziwić, że dotychczas nie powstał – i pewnie nie powstanie nigdy – fabularny film biograficzny o Sławomirze Mrożku, który, jak powszechnie wiadomo, był tytanem pracy, a z jego klitki w legendarnym krakowskim domu przy Krupniczej 22, gdzie swego czasu pomieszkiwali najważniejsi polscy autorzy i najważniejsze polskie autorki (skrócona lista lokatorów obejmuje między innymi Wisławę Szymborską, Jerzego Andrzejewskiego, Tadeusza Różewicza, Stanisława Dygata, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Halinę Poświatowską, Annę Świrszczyńską, Kazimierza Brandysa i Ewę Lipską), dobiegał nieustanny stukot maszyny do pisania. Mrożek był mało interesujący nie tylko pod względem niezwykłego zapału do pracy, lecz także jako uczestnik życia towarzyskiego artystycznej bohemy: choć sporządzona na jego temat notatka, która zachowała się w aktach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, pozwala przypuszczać, że nie stronił od uciech („Jeśli chodzi o stronę moralną w/w, to często lubi napić się wódki”), Mrożek raczej nie brał udziału w pijatykach i bijatykach (co mogłoby dawać zadatki na ciekawy materiał biograficzny), mało tego: wręcz panicznie unikał jakiegokolwiek kontaktu z koleżeństwem z Krupniczej i – z małymi wyjątkami – nie angażował się w niemal żadne formy literackiego współżycia. Owszem, toczył długie i zaciekłe dysputy z wieloma luminarzami świata kultury, ale przede wszystkim w listach (stukot maszyny do pisania jeszcze się wzmaga!). Do legendy przeszły historie o jego uporczywym unikaniu najbliższego sąsiada, Stanisława Czycza, który kolegę po piórze scharakteryzował krótko, acz dobitnie: „Ten skąpy skurwysyn Mrożek”.

Jednym słowem: Sławomir Mrożek to nie jest najlepszy materiał na bohatera biografii. Zwłaszcza pisanej dziś, kiedy – mogłoby się wydawać – autor Tanga został gruntownie opisany przez innych (książki biograficzne Mrożek. Striptiz neurotyka Małgorzaty I. Niemczyńskiej i Mrożek Haliny Stephan, osobiste wspomnienie żony Mrożka Susany Osorio-Mrożek Przylepka i Potwór, reportaż Jacka Żakowskiego o meksykańskich latach pisarza Co dalej, panie Mrożek, ponadto dwa albumy z portretami) oraz przez siebie samego (trzy tomy Dzienników, w których Mrożek zrywa z gębą śmieszka-absurdysty i pokazuje swoją twarz mizantropa, liczne tomy korespondencji, między innymi ze Stanisławem Lemem, Leopoldem Tyrmandem, Janem Błońskim, wreszcie autobiograficzny Baltazar). Wydaje się, że trudno powiedzieć o Mrożku coś nowego. Tymczasem – jakby wbrew okolicznościom – Anna Nasiłowska publikuje właśnie sążnistą (ponad siedemset stron!) biografię pisarza, świetnie udokumentowaną i prezentującą wiele szczegółów, które dotychczas umykały jego komentatorom i biografom. Trzeba jednak dodać, że nie są to odkrycia, które mogą zrewidować nasz stan wiedzy – w większości to wyszperane po archiwach artykuły prasowe, istotne głównie dla literaturoznawców i bibliotecznych archiwistów. Zapomniany artykuł o budowie Nowej Huty z „Dziennika Polskiego”? Owszem, rzecz ciekawa, ale – z małym wyjątkiem, o czym za chwilę – niekoniecznie rewolucyjna. W zestawieniu z biografią autorstwa Niemczyńskiej, stawiającej na przywoływanie anegdot i stworzenie raczej atrakcyjnego portretu obyczajowego niż dogłębnej krytycznej analizy, książka Nasiłowskiej – krytyczki literackiej z tytułem profesorskim i ogromnym dorobkiem – wyróżnia się na pewno akademicką drobiazgowością i brakiem skłonności do nazbyt popkulturowego podejścia. Dzięki temu możemy oglądać Mrożka z nieco innej perspektywy – raczej przy biurku niż poza nim.

Ta skłonność do szczegółowego opisu niejednokrotnie staje się jednak pułapką. Nasiłowska, chcąc naświetlić kontekst historyczno-społeczny, intelektualny czy nawet towarzyski, istotny dla zrozumienia konkretnych sytuacji, traci nieraz głównego bohatera z pola widzenia, co sprawia, że ustępuje on co chwila miejsca postaciom drugoplanowym – tak jest choćby z Leszkiem Herdegenem, aktorem i pisarzem, przyjacielem Mrożka z czasów studenckich. Tak, to osoba ważna w biografii autora Wesela w Atomicach, ale czy na tyle, by poświęcać jej niewspółmiernie dużo miejsca? Inny przykład: Mrożek jako reporter „Dziennika Polskiego” został oddelegowany na Światowy Festiwal Młodzieży, odbywający się w 1955 roku w Warszawie. Sam festiwal opisany został nadzwyczaj drobiazgowo (wspomniano nawet jego poprzednie edycje), aczkolwiek w twórczości pisarza nie znalazł odzwierciedlenia, może poza małą wzmianką w Baltazarze. No i coś jeszcze – szczegółowość opisu biografii Mrożka z czasów PRL-u stoi w zagadkowej sprzeczności z powierzchownością, z jaką potraktowano jego lata spędzone na emigracji (a to przecież niemal cztery dekady!). Skoro autorkę – co zresztą sama przyznaje we wstępie – interesowała przede wszystkim „relacja Mrożka z rzeczywistością PRL-u”, nie lepiej było skupić się na okresie od roku 1948, „w którym Mrożek został tym Mrożkiem”, do 1963, gdy wyemigrował z kraju?

Właśnie w tym czasie, silnie naznaczonym polityczną ideologią, autor Tanga musiał podejmować wybory moralne i polityczne wybiegające daleko poza kwestie środowiskowe i literackie, choć nierozerwalnie z nimi związane. W dodatku jedna decyzja wpływała na drugą. Najważniejsze ogniwo tego łańcucha stanowiła decyzja o emigracji, w której – zważywszy na symboliczny tytuł jednej z książek Mrożka, Ucieczka na południe – Nasiłowska widzi być może najistotniejszy kontekst biografii pisarza. Zdaniem autorki Mrożek nieustannie uciekał, wymykał się, gubił tropy, zacierał ślady. A więc najpierw ucieczka z rodzinnego Borzęcina jako zerwanie z prowincjonalnym dzieciństwem, do którego będzie wracał w opowiadaniach, powieściach i rysunkach jedynie po to, by pokazać je w karykaturalnym świetle. Następnie lata licealne – i od razu mnóstwo niespójności w przekazach jego ówczesnych przyjaciół i w wersjach przywoływanych przez niego samego. Czy to właśnie wówczas – jak sugeruje Nasiłowska – Mrożek zaczął odkrywać potęgę wyobraźni, siłę anegdoty? Być może wtedy poczuł też, że nigdy nie będzie mógł pozwolić sobie na arbitralne odczytywanie faktów. Dlatego w prasie debiutował podwójnie, dlatego reportaż o budowie Nowej Huty napisał dwa razy – raz do „Przekroju”, raz do „Dziennika Polskiego”, niejako w dwójnasób zgłaszając swój akces do socu (przy czym jego przekora pozwoliła mu po latach nie tylko nie tuszować tego faktu, ale jeszcze kpić z tych, którzy swojego flirtu z obowiązującą doktryną się wypierali: „Kto twierdzi, że konsekwencje idei totalitarnej wcielonej w życie uszły jego uwadze – domaga się właściwie, żeby go uznano za idiotę”). Dlatego książkowo również debiutował podwójnie: w 1953 roku ukazały się Opowiadania z Trzmielowej Góry oraz Półpancerze praktyczne. Dlatego, kiedy tylko mógł, zachowywał się jak podczas koncertu w nowiutkim Pałacu Kultury i Nauki, gdy nagle pojął, że bierze udział w czymś, z czym się dogłębnie nie zgadza. „Doczekałem do zakrętu i zniknąłem” – wspomina w Baltazarze. Taka filozofia niezgody (Nasiłowska nazywa to „paroksyzmem emocjonalnym”) najlepiej cechuje Mrożka:

I jeszcze wielokrotnie taki paroksyzm się pojawi: gdy zdecyduje się na opuszczenie Polski, a potem wyjazd do Meksyku, gdy będzie zrywał kontakty, przyjaźnie i związki miłosne, właściwie bez przyczyny, powodowany impulsem, często całkowicie niezrozumiałym dla nikogo poza nim. Bywał dla ludzi nieprzewidywalny, wybuchał, gdy się tego nie spodziewali. Styl z cicha pęk. Nagle łup! Impulsywne: nie!

A więc jednak – mimo wszystko! – świetny materiał na bohatera biografii.

 


Tekst został pierwotnie opublikowany w drugim numerze Notatnika Literackiego