Teoria

Nowe głowy hydry

Weronika Stencel
272 odsłon
Camille Kouchner, Familia grande (tłum. Magdalena Kamińska-Maurugeon), Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025

Camille Kouchner, Familia grande (tłum. Magdalena Kamińska-Maurugeon),
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025

Poczucie winy jest jak wąż. Czekamy, aż podniesie łeb pod wpływem pewnych bodźców, ale nigdy nie wiemy, kiedy podpełznie i nas sparaliżuje. (s. 92)

Mitologiczna hydra z Lerny miała wiele głów, a po odcięciu jednej natychmiast wyrastały dwie kolejne. Myślę o tym potworze – śni mi się, kręci w głowie, powraca wciąż jako refleksja, jako ciąg niekończących się pytań. Herakles z bratankiem Jolaosem mogli ją pokonać tylko dzięki ogniowi: odcinali jej głowy i wypalali rany, by nie odrastały. Podobno jedna z paszcz była nieśmiertelna. To nie przypadek, że Camille Kouchner, francuska prawniczka i wykładowczyni, przywołuje obraz tego potwora w swojej książce Familia grande.

Autorka oskarża w niej swojego ojczyma, znanego politologa Oliviera Duhamela, o gwałty i nadużycia seksualne wobec jej czternastoletniego brata Victora. Gdy książka ukazała się we Francji w 2021 roku, wywołała wstrząs. Pokazała, że przemoc może narodzić się w każdej rodzinie – nawet tej postrzeganej jako postępowa i otwarta. Historia rozegrała się w sercu Rive Gauche, wśród uznanych autorytetów, artystów i lewicowych intelektualistów – w świecie ludzi wykształconych i uprzywilejowanych. Latem familia grande spotykała się w Sanary-sur-Mer, miasteczku na południu Francji, w niemal komunalnej wspólnocie, gdzie nagość, wino i swoboda miały być znakami wyzwolenia.

To wakacyjny raj i równocześnie przestrzeń, w której czai się hydra. Wyobrażam ją sobie w wodzie, jako maleńką stułbię (Hydra vulgaris). Ten słodkowodny polip nigdy nie umiera śmiercią naturalną, bo jego tkanki nieustannie się regenerują. Tak samo odradzają się wyparte wspomnienia, tak samo nieustannie powracają rany dzieciństwa. Stułbia rozmnaża się przez pączkowanie – zupełnie jak przemoc w rodzinie, która odtwarza się pokoleniowo. Biologiczny obraz hydry okazuje się równie złowieszczy jak mitologiczny: trauma nie znika, lecz wciąż wyrasta na nowo.

Wzajemne niedostrzeganie
Najtrudniejsze w książce Kouchner jest to, że autorka nie skupia się na samym akcie przemocy, lecz na zdarzeniach wokół: dziecięcym zachwycie współczesnymi, lewicowymi ideałami, zakłamanej lekkości rodzinnych rytuałów, podporządkowaniu córki wobec matki celebrującej wolność w formie niewinnych romansów, a także na głosie babki – donośnym i formującym. W centrum opowieści staje zniekształcone pojęcie wolności, która w praktyce oznacza przekraczanie granic przez dorosłych i wciąganie w ten świat nieletnich – bo „dorośli i dzieci nigdy nie przerywają zabawy” (s. 56). Nagość staje się tu demonstracją otwartości, a poczucie wyjątkowości wynosi familię ponad resztę społeczeństwa. Pojawiający się w rodzinie śmiech często zasłania subtelne nadużycia i łagodzi pierwotny, dziecięcy niepokój:

Tworzą się pary, godzinami tańczą wolne tańce. Starzy zapraszają się wzajemnie, kleją do siebie, ściskają. Zdarza się, że nastolatki całują się z języczkiem. Mam jakieś osiem lat i pytam matkę: „Evelyne, patrz, patrz, jak oni to robią?”. Rozweselona, chwyta mnie za ramię: „Otwórz buzię. Chcesz spróbować?”. Dorosłych bardzo to bawi. Ja opieram się zaciekawieniu. „Blee, spróbuję później, z Samuelem, nie z tobą!” I faktycznie, jest to niezłe (s. 57).

W tej narracji wypaczone zostają słowa – „wolność”, „swoboda”, „otwartość”, „matka”, „córka” – a przez to dochodzi do nadużycia i uzurpacji języka. To właśnie z tej perwersyjnej gry pojęciami rodzi się realne niezrozumienie, a językowe rozmycie granic staje się usprawiedliwieniem dla rodzącej się po cichu przemocy.

Psychologiczne mechanizmy i reakcje ofiar kazirodztwa zapętlają się jak wąż pożerający własny ogon. Zaufanie, szok, milczące przyzwolenie, wstyd i poczucie winy. Ten schemat widać również we wstrząsającym filmie Opowieść (The Tale) Jennifer Fox z 2018 roku, w którym dorosła bohaterka – grana przez Laurę Dern – dopiero po wielu latach uświadamia sobie, że jej „specyficzna relacja” z nauczycielem jazdy konnej była w istocie molestowaniem. Zarówno w filmie Fox, jak i w książce Kouchner dochodzi do przejęcia kontroli nad dziecięcym wspomnieniem przez dorosły rozum. Dzieje się tak, bo doświadczenie molestowania często wymyka się językowi dziecka – pozostaje nienazwane i nienaznaczalne, a przez to nie wpisuje się w społeczny porządek znaczeń.
Otwieram kolejny raz Familię grande. Wypowiedzi Kouchner są skrótowe, fragmentaryczne, jak urwane zdania z rozmów, notatki robione w pośpiechu. Na myśl przychodzi nieuporządkowany album rodzinny – pojawiają się wrażenia, niewyraźne obrazy, gesty. Autorka krztusi się słowami, myli się, zapowietrza. Radość miesza się z niepokojem i lękami. Ten urywany styl nie jest niedopracowaniem; jest literackim odpowiednikiem wstrzymania oddechu, duszenia się w ciszy narzucanej przez kazirodztwo. Język odtwarza ruchy ciała narratorki, która choruje z powodu tajemnic i wypieranych napięć. To nie przypadek, że w książce Kouchner „silne” kobiety, takie jak matka i babka, umierają nagle, oddzielając się od dzieci swoją obecnością i postawą. Do samego końca pragną władzy nad własnym ciałem, lecz w gruncie rzeczy wcale go nie dostrzegają, nie czują. Jak więc mogłyby naprawdę dostrzec ciała swoich dzieci? To właśnie język staje się kluczowy w opowieści dorosłej Camille: autorka poprzez próbę nazwania trudnych doświadczeń otwiera drogę do przerwania milczenia, a co za tym idzie – odzyskania swojego ciała i sprawczości. Przyglądając się jednak samej strukturze tego języka, można dostrzec coś jeszcze – literatura staje się przestrzenią nie tylko poszatkowanej narracji, lecz także świadectwa i dowodu.

Nie wytacza się procesu wewnątrz rodziny
Familia grande zaczyna się i kończy przy postaci matki – nie przy ojczymie. Matka Kouchner, Évelyne Pisier, była prawniczką, badaczką, ikoną francuskiego feminizmu, kobietą niezależną, która uczyła córkę odwagi. Kiedy jednak usłyszała, że jej syn był molestowany, wybrała milczenie, a swoją postawą zasygnalizowała: „to ja jestem ofiarą”. Jej „wolność” była więc wolnością od przyjęcia odpowiedzialności. To także wolność od nazywania – milczenie podszyte wstydem i mechanizmem iluzorycznej opieki.

Ten mechanizm zauważyła również Manon Garcia w książce Żyć z mężczyznami. Refleksje wokół sprawy Gisèle Pelicot. Badaczka zastanawia się w niej nad kazirodztwem w rodzinie Pelicotów, które umyka w kontekście sprawy sądowej Dominique’a Pelicota, oskarżonego o odurzanie żony i udostępnianie jej ciała innym mężczyznom. W tle sprawy dotyczącej wieloletnich gwałtów Gisèle pojawia się głos córki, Caroline, która domaga się rozliczenia ojca z kazirodztwa. Jest ona uciszana, uspokajana, wypraszana, a jej matka milczy. Z przesłuchań rodziny dowiadujemy się, że kazirodztwo powtarzało się pokoleniowo i jest mechanizmem bardzo skomplikowanym – systemem naczyń połączonych, w którym członkowie rodziny wzajemnie na siebie oddziałują i wzmacniają swoje milczenie:

Istnieje ciągłość pomiędzy przemocą kazirodztwa a seksistowskimi i seksualnymi aktami przemocy. Fakt, że ojciec Dominique’a P. był człowiekiem brutalnym, prawdopodobnie kazirodcą, dręczącym seksualnie żonę na oczach dzieci, jest nierozerwalnie związany z wybuchami złości u jego syna, które są z kolei nierozerwalnie związane z setkami gwałtów na żonie, które nierozerwalnie wiążą się z lękiem Caroline, że ojciec ją napastował[1].

Garcia ryzykuje tezę, że kazirodztwo jest wszędzie, a jego wszechobecność jest na miarę milczenia, które je otacza. Zmierzenie się z pokoleniowym kazirodztwem oznaczałoby przecież nie tylko konfrontację z mężem i ojcem, lecz także rozpad całej konstrukcji rodzinnej – zakwestionowanie ról, decyzji, obrazu domu, a może i światopoglądu ofiary. Na to potrzebne są nowe słowa, które trzeba dopiero wymyślić. Garcia sugeruje też, że Gisèle Pelicot nie chciała, by jej proces był procesem rodziny, ponieważ ściśle pokrywa się to ze zbiorową amnezją i kulturowym tabu odnośnie do kazirodztwa:

Jednocześnie fakt, że kazirodztwo i znęcanie się nad dziećmi są w tym procesie niewidoczne, zbyt przypomina sposób, w jaki te formy przemocy są wymazywane w całym społeczeństwie, by można to było uznać za czysty przypadek[2]..

Zdrada
Kazirodztwo nie jest marginalnym wynaturzeniem – pokazują to badania Dorothée Dussy opublikowane w książce Le Berceau des dominations (Kolebka dominacji):

Kazirodcze gwałty nie są w większości dokonywane przez pedofilów, to znaczy ludzi cierpiących na zaburzenie psychiczne, polegające na pociągu seksualnym do dzieci. Często są one dziełem bardzo porządnych ludzi, którzy po prostu znaleźli dobrą okazję do seksu i przejęcia nad kimś władzy[3]..

Hydra karmi się nie tylko ciszą, ale również wstydem i przekonaniem, że nazwanie doświadczenia kazirodztwem wiąże się ze zdradą bliskich. Z tego też wynika głęboki konflikt Camille Kouchner, której ojczym jawił się jako mężczyzna ciepły, miły, wspierający, ważny w codzienności rodzeństwa. Ta dwoistość – oprawca i opiekun w jednej osobie – czyni doświadczenie jeszcze bardziej tragicznym, bo niszczy znaczenie więzi rodzinnych. Po śmierci babki, Marie-France, Camille przyznaje, że nie może wracać na ulice z dzieciństwa:

Unikam powrotów do mojej dzielnicy, bo nigdy, już nigdy więcej ojczym się do mnie nie odezwał. On, którego tak potrzebowałam, by żyć. Nie mogę wrócić na ulice mojego dzieciństwa, bo pali mnie rozdarcie i boję się, że go spotkam, ogarną mnie pomieszane uczucia. Boję się, że nie będę mieć dość odwagi, żeby go nienawidzić i żeby mu to okazać (s. 166).

Niemożność pogodzenia potrzeby bliskości z doświadczeniem przemocy sprawia, że przestrzeń dzieciństwa zamienia się w wypaloną ziemię – nie do odzyskania. Być może dlatego Camille pisze list do matki dopiero po jej śmierci. To gest skierowany nie tyle do osoby, ile do metaforycznej hydry, która opanowała życie rodziny. List ma charakter symboliczny, bo odpowiedź matki jest niemożliwa. Camille oddziela w nim pojęcia, ukazuje obraz swojego rodzeństwa, podkreślając, że Victor nie jest jej bliźniakiem, sobowtórem, przyjacielem ani narzeczonym – to po prostu ktoś inny. Jej głos staje się osobny, wyzwolony spod presji Victora-ofiary, który nakazał jej milczeć. Camille w liście walczy o sensy i rozróżnienia, mówi: „Ojczym uczynił mnie swoim jeńcem. Ja też jestem jedną z jego ofiar. Ofiarą jego perwersji. Zdemoralizowaną, lecz nie – niemoralną, Mamo” (s. 174). Pisząc te słowa, Camille wyzwala się z poczucia winy i iluzji – a na koniec dziękuje także bratu, który pozwolił jej napisać książkę, choć pragnie jedynie spokoju.

W tym sensie Familia grande to autofikcja o fundamentalnym znaczeniu społecznym. Po lekturze każdy z nas musi sam zmierzyć się nie tylko z ciężarem opisanych krzywd, ale przede wszystkim ze zniekształconym pojęciem rodziny – konstrukcją kruchą i wykoślawioną, zbudowaną na iluzji bezpieczeństwa. Bo więzi nie wolno mylić z przemocą: to jasne granice i czytelne role w rodzinie czynią więź zdrową. Jeśli rodzina staje się miejscem, gdzie bliskość stapia się z przemocą, wówczas całe społeczeństwo pozostaje bezbronne wobec kolejnych głów hydry.


[1] M. Garcia, Żyć z mężczyznami. Refleksje wokół sprawy Gisèle Pelicot, tłum. K. Belaid, Gdańsk 2025, s. 47.

[2]Tamże, s. 37–38.

[3] Tamże, s. 46.