Teoria

To nie była depresja, ale euforia

Karolina Broda
444 odsłon
Ostatni akt łaski, Adelheid Duvanel

Adelheid Duvanel, Ostatni akt łaski, tłum. Dorota Stroińska, Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2025

Zbiór opowiadań Ostatni akt łaski dołącza do wspaniałej i zachwycającej wizualnie serii klasyczek, ukazującej się od 2021 roku nakładem wydawnictwa Cyranka. Po Amerykankach Joan Didion (Dryfując do Betlejem) i Deborah Eisenberg (Twoja kaczka jest moją kaczką) oraz Australijce Helen Garner (Małe preludia) przyszedł czas na przedstawicielkę innego zakątka świata. Nieznana dotąd w Polsce Szwajcarka Adelheid Duvanel budzi zainteresowanie zarówno różnorodnością zainteresowań, jak i złożonością osobowości oraz biografii. Pisarka skutecznie opiera się skojarzeniu z jedną formą – eksperymentowała zarówno z poezją, jak i z krótką prozą, której mistrzynią często jest nazywana, była też malarką i graficzką uczącą projektowania wzorów na tkaninach. Liczne nagrody za twórczość literacką (oczywiście nierównoznaczne z docenieniem przez szerokie grono osób czytających) nie zmieniły faktu, że w życiu prywatnym pozostawała nieszczęśliwa. Zepchnięta na margines egzystencji, w szponach choroby psychicznej, stłamszona przez nieudane małżeństwo i obecną w nim przemoc fizyczną, obserwująca pogrążającą się w nałogu narkotykowym córkę… Duvanel portretuje ludzi podobnych do siebie: przegrywów ze społecznych obrzeży – tak jakby swoje miejsce widziała właśnie pomiędzy nimi.

W proponowanym przez Cyrankę wyborze tekstów otrzymujemy 41 prozatorskich miniatur, z których żadna nie przekracza objętością dwóch stron. Autorka tworzy mikroświaty z niewielką liczbą bohaterów_ek, a perspektywa pierwszoosobowa miesza się w nich z wniknięciem w przestrzenie życia innych osób. I choć Duvanel zaprasza nas do codzienności opisywanych przez siebie postaci jedynie na chwilę, robi to nader czule, niekiedy wręcz intymnie. Jesteśmy tam tylko na moment, ale jesteśmy bardzo blisko – ludzkich traum, niepowodzeń, porażek. Czytelnik_czka staje się świadkiem_kinią przestrzelonych biografii, a lekarstwem na nie okazuje się uzależnienie. Narkotyki i alkohol są na kartach tej książki raczej regułą niż wyjątkiem, bo kiedy „znikąd już nie ma ratunku”, to właśnie one stają się jedynym sposobem na uśmierzenie dojmującego bólu przegranego życia.

Taki jest na przykład los tytułowej bohaterki z opowiadania Chantal, która dla kojącego działania substancji była w stanie zrobić niemal wszystko: „Opuszczała pokój tylko po zakupy lub po dawkę metadonu, którą otrzymywała codziennie rano w szpitalu; zażywała heroinę od czternastego roku życia, aż w końcu litościwi lekarze pozwolili jej brać środek zastępczy. Wcześniej dopuszczała się przestępstw, żeby móc kupić drogi narkotyk; handlowała heroiną i sprzedawała się na ulicy” (s. 67). Podobne deklaracje upragnionego błogiego stanu padają z ust Marietty: „Nigdy nie biegałam boso po zroszonej trawie (…) to doznanie daje mi kokaina” (s. 56). Do tego grona dołącza Willy ze Sznura chorych na depresję: „Wracał myślą do zwycięskiego pochodu strzykawek w swoim mieszkaniu: sypialnię i do połowy również pokój dzienny zalegały zużyte igły i szpryce (wstrzykiwał sobie kokainę)” (s. 104–105). Jednak najbardziej przejmujący jest opis kondycji – a raczej jej braku – chłopaka z opowiadania Mój bezdomny, któremu ciało odmawia posłuszeństwa w przyjmowaniu kolejnych dawek substancji: „Czasami wstrzykuje sobie działkę – heroiny czy kokainy, nie wiem. Zawsze długo dziobie igłą po rękach, aż znajdzie żyłę, która nie jest jeszcze całkiem pokłuta; przy tym zabiegu krew bluzga obficie” (s. 81).

Głębokie wody nieznaczności

Duvanel skacze na główkę, dając nura w odmęty ludzkiej psychiki. Jest niebezpiecznie: mamy do czynienia z okolicznościami budzącymi grozę i jeżącymi włos na głowie – depresją, aborcją, chorobami. Nie sprawia to bynajmniej, że autorka oddaje się pokusie wartościowania; dla niej każde cierpienie jest równie ważne. Zbiera ludzi „nieznacznych” (żeby posłużyć się określeniem zaproponowanym przez Agnieszkę Daukszę w książce Ludzie nieznaczni. Taktyki przetrwania), każdego i każdą obdarowując takim samym wyczuleniem i empatią. Wyizolowani stracili prawdziwie społeczne połączenia, a to, co tworzą z innymi ludźmi, trudno nazwać relacjami – to raczej ich nieudolna namiastka, ufundowana na frustracji, niespełnieniu i niedopasowaniu. Ci ludzie mogą liczyć tylko na czuły opis bacznej obserwatorki, która w tworzonej przez siebie prozie każdemu poświęca tak samo mało miejsca.
Pisarka gra skrajnościami, zgodnie z intuicją, że stanie nad życiową przepaścią da się ukazać jedynie w wyolbrzymiony sposób. W Ostatnim akcie łaski przerysowanie idzie pod rękę z groteską, a bijący z opowiadań niepokój zostaje okraszony dawką czarnego, surrealistycznego humoru. Sprawia to, że lektura momentami bywa odpychająca i z pewnością trudno przyswoić ją na jeden raz. Skumulowane w niewielkiej objętości przypadki egzystencjalnych katastrof same proszą się o to, żeby poświęcić im więcej czytelniczej uwagi, dokładniej je przestudiować. Jednocześnie Duvanel udaje się rzecz niesamowita – swoim pisaniem przekonująco udowadnia, że oszczędna, skąpa językowo forma, układająca się w krótkie i czytelne zdania, nie stoi na przeszkodzie sile literackiej wyobraźni, wręcz przeciwnie – skutecznie ją wspiera.

Ciekawy jest także temporalny wymiar tych opowieści – zdają się zawieszone w bezczasie, senne, oniryczne, bez konkretnego „tu i teraz”, ale i bez obietnicy przyszłości – w klęskowym byciu nie ma przecież na co czekać. Jak w opowiadaniu Nieznajomy, gdzie padają słowa: „Jestem w ciąży i lękam się, że moje nienarodzone dziecko boi się razem ze mną” (s. 45). Nawet najmłodsi nie są wolni od niepokoju – chorowita dziewczynka o imieniu Julia z opowiadania Małe, puste kółko swoją najtrafniejszą reprezentację widzi właśnie w rysunku tytułowej figury. Lęk ma tu postać transgeneracyjną, jest wpisany w DNA bohaterów. Jednocześnie jest chorobą przenoszoną drogą lektury – jako czytający boimy się za nich i boimy się razem z nimi. Duvanel bez wątpienia też się bała.

Pośmiertnie, ale zasłużenie

Nieszczęśliwe życie doprowadziło autorkę do równie nieszczęśliwego końca. Jest lipiec 1996 roku, zimny jak żaden inny letni miesiąc. W lasach na północ od Bazylei przypadkowy jeździec odnajduje ciało – pisarka wygląda, jakby się położyła i po prostu zasnęła. Oficjalny powód zgonu: hipotermia. Ale poza organizmem, który nie wytrzymał zimna, było coś jeszcze: wyziębiona psychika kobiety. Niedługo po jej śmierci wykryto, że przedawkowała też leki nasenne. Do dziś tajemnicą pozostaje, czy chciała dla siebie takiego końca i ile było w tym przypadku, a ile umyślnego samobójstwa.

Obecność Duvanel na półkach polskich księgarń cieszy co najmniej z kilku powodów. Przede wszystkim oddaje sprawiedliwość jej talentowi i umiejętności głębokiego, przenikliwego spojrzenia na ludzką egzystencję, kontynuując słuszne starania, by zapewnić Szwajcarce widoczność w polu kulturowym. Do tej pory przysłaniał ją – podkreślany przez polskiego wydawcę – cień szwajcarskich klasyków: Roberta Walsera, Maxa Frischa czy Friedricha Dürrenmatta. Wydanie pisarki w naszym kraju daje powody do radości również z dość trywialnych przyczyn: opowiadanie nie jest ulubioną formą polskiego czytelnika_czki, a opowiadanie szwajcarskie już w ogóle należy do rzadkości. Dodatkowo wpisuje autorkę w herstoryczny ciąg przywracania pamięci kobiet, które za życia mierzyły się z ograniczeniami świata zbudowanego na męskich zasadach. Dziś bez wątpienia możemy stwierdzić, że Adelheid Duvanel to jedna z najwybitniejszych przedstawicielek niemieckojęzycznego kręgu literatury, a ona sama (niestety, dopiero pośmiertnie) może zacząć świecić własnym blaskiem.