Teoria

RZECZYWISTOŚĆ w brzuchu

Emilia Konwerska
164 odsłon
Anne Ernaux „Ciala”

[Annie Ernaux, Ciała, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024]

Annie Ernaux opisuje i przeżywa życie jako podróż między pokojami. W każdym z nich znajdują się wydarzenia najważniejsze: zamknięte drzwi na koloniach w 1958, kobieta, która w 1963 odprowadziła ją na pociąg z powodów mylnie wziętych przez autorkę za troskę, jedna noc, zmieniająca wszystko albo nie zmienia nic. To zależy, z jakiego miejsca i czasu spogląda na nią bohaterka, pisarka, badaczka pamięci, kobieta posiadająca ciało, będąca ciałem. Tamta dziewczyna.

Ciała to zbiór trzech tekstów laureatki Nagrody Nobla – Zdarzenia (2000), którego ekranizację polscy widzowie mieli okazję zobaczyć dwa lata temu, Pamięci dziewczyny (2016) i Młodego mężczyzny (2022). Wszystkie łączą znane już czytelnikom tematy eksplorowane przez autorkę w Latach i Bliskich: awans klasowy, metarefleksja o pisaniu, próba uchwycenia momentu i Prawdy, a przede wszystkim pamięć. Zestawienie tych trzech tekstów rzuca światło na kolejny ważny dla Ernaux wątek – ciało.

U francuskiej pisarki bohaterka zawsze jest nią samą, ale przecież nie do końca. Bo co tak naprawdę łączy dziewczynę w szkolnej ławce z pisarką po pięćdziesiątce? Może prawie nic, dlatego noblistka konsekwentnie, podobnie jak w swoich poprzednich (z perspektywy polskiego czytelnika) książkach, opisuje „tamtą dziewczynę”, szuka w niej śladów siebie, nie znajduje. Czasem nastolatce przygląda się pisarka z lat dziewięćdziesiątych, opisywana przez pisarkę z lat dwutysięcznych. Która ma rację? W tych podróżach od jednej „ja” do drugiej Ernaux zawsze zatrzymuje wzrok na ciele bohaterki. Patrzy na swoje włosy, uda, twarz na fotografiach z postrzępionymi brzegami. To nie jest ona, lecz pamięta, co wtedy czuła. Albo tak jej się wydaje.

Otwierające książkę Zdarzenie to historia aborcji, którą bohaterka-autorka przechodzi w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych. Annie jest wstrząśnięta tym, że ciało przejmuje nad nią kontrolę. Mogłaby skupić się na zajęciach, gdyby nie „RZECZYWISTOŚĆ w brzuchu”, której nie akceptuje. Ciąża ją uziemia i oddziela od świata wokół. Wszyscy ci ludzie na ulicy nie mają tego problemu, każdy jest inny od niej. Staje się cała swoim brzuchem, ale jej perspektywa zamknięcia w ciele mogłaby dotyczyć równie dobrze czegoś innego – niepełnosprawności, którą widać, i choroby, o której nikt nie wie. W jej ciele kryje się tajemnica zmieniająca wszystko wokół. Ernaux wspaniale opisuje moment przejęcia kontroli przez ciało, totalność ucieleśnienia. W przypadku bohaterki ciąża zyskuje też wymiar klasowy. Kojarzy jej się z porażką, młode i samotne matki to element krajobrazu, z którego uciekła. W jej małej miejscowości dziewczyny zachodzą w ciążę, chłopcy piją. Ona ma studiować, pisać o kobietach w surrealizmie, co przecież nie ma nic wspólnego z ciałem. A może to, że w jej brzuchu rośnie dziecko (przy czym to słowo nigdy się u pisarki z żadnej epoki nie pojawia), jest jej ciężkim, klasowym dziedzictwem? Może nie da się oszukać genów? Autorka po raz kolejny wraca do tematu awansu klasowego (ale o tym później). W myśleniu tej młodej dziewczyny odbija się również radykalny, niemożliwy do przekroczenia dualizm – ciało znajduje się na przeciwnym biegunie niż intelekt, osoba twórcza nie może być jego niewolnikiem, trzeba pozbyć się fizjologii, codzienności. Potem dowiemy się, że taki sposób postrzegania rozwoju intelektualnego jest charakterystyczny dla mężczyzn. A może męskość można tutaj utożsamić z uprzywilejowaniem? Ze stanem luksusu oznaczającym, że nie trzeba myśleć o codziennej rutynie, obowiązkach?

Drogę, którą dziewczyna musi pokonać, żeby usunąć ciążę, znamy już z opowieści o aborcji. Bohaterka jest absolutnie samotna, sama ze swoim ciałem, próbuje różnych metod, drutów do robótek ręcznych, celowo przewraca się na śniegu, przestaje jeść. Ma poczucie winy, że przegrywa walkę z własnym ciałem. Ogląda film Mein Kampf i myśli, że to, co ją czeka, jest niczym w porównaniu z Holocaustem, a potem umieszcza ostry przedmiot w swoim ciele. Ernaux jest szczera, niczego nie ukrywa. Zdarzenie to zapis horroru, niebezpieczeństwa, na które narażone były i są kobiety pozbawione wsparcia bliskich, lekarzy, państwa. Doświadczenie bohaterki jest fizjologiczne i metafizyczne jednocześnie, musi się wysrać i „rodzi śmierć”, staje się własną matką, po latach wraca w miejsce, gdzie leżała na stole przed obcą (a zarazem najbliższą na świecie) kobietą. Szuka śladów, nie znajduje.

Pamięć dziewczyny to brakujące ogniwo Lat; to przeszłość, w której Ernaux – podobnie jak w poprzednich książkach – zatrzymuje się na wrażeniach, scenach, zapachach, dźwiękach. Znajdziemy w niej jednak znacznie więcej osobistej i jednostkowej perspektywy. Autorkę interesują „zdarzenia”, momenty, które są wartością same w sobie, rzeczy, o których się słyszało, myślało, a w pewnej chwili się dzieją. Ten moment na mapie czasu, dzielący świat na „przed” i „po”, fascynuje noblistkę, staje się powodem nieustających powrotów, obsesyjnych odtwarzań, niekończących się analiz. Latem 1958 Annie idzie pierwszy raz do łóżka z mężczyzną. Albo raczej: idzie z nim do pokoju. Albo raczej: jest do niego prowadzona.

Ernaux udało się opisać doświadczenie młodych kobiet, które niedawno mogliśmy oglądać na ekranach kin we wspaniałym How to Have Sex w reżyserii Molly Manning Walker czy wcześniej w À ma soeur! Catherine Breillat. Reżyserki pokazują pierwsze doświadczenia seksualne swoich bohaterek jako trudną do nazwania sytuację podporządkowania się wydarzeniom. Zarówno dziewczyny portretowane w filmach, jak i bohaterka Ciał biorą udział w czymś, co wydaje im się ważne i konieczne, bo trzeba to zrobić, bo to „Wydarzenie”, które zmienia „wszystko” – ale nie czują się jego częścią. Obserwują siebie z boku, robią rzeczy, których w danej chwili ktoś od nich oczekuje, i nie zadają sobie pytia, czy mają na to ochotę. Nie mają poczucia, że są wykorzystywane, że doświadczają przemocy. Po prostu są w pewnej sytuacji, a zarazem stoją z boku i obserwują wszystko, co się dzieje. Autorka w Pamięci dziewczynydokonuje rozliczenia z czasami swojej młodości, którego zabrakło w Latach – tam „Francja dawniej” była pięknymi piosenkami, wspólnotowością, rozmowami o filozofii, radosnym i beztroskim seksem. Lata przepełnia sentyment charakterystyczny dla osób, które kiedyś były częścią życia, były wewnątrz. Ernaux opisująca świat lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i współczesność staje się obserwatorką. Ocenia z pozycji kogoś, kto przestał rozumieć świat, przestał do niego należeć. Dostrzega tylko supermarkety i konsumpcjonizm, krytycznie przygląda się młodzieży zapatrzonej w telefony komórkowe. Ciężko czyta się Ernaux w Latach wzdychającą, że „kiedyś to było”, ubolewającą nad dzisiejszą kulturą, sentymentalną w złym stylu.

Pamięć dziewczyny jest czymś zupełnie innym. Bohaterka może oczywiście uprawiać seks (ale coś takiego jak gra wstępna nie istnieje, a od chłopaka słyszy, że kobiety mają orgazm dopiero po urodzeniu dziecka), lecz nie pozbędzie się łatki „małej kurewki”. Pod koniec lat pięćdziesiątych chłopcy po prostu korzystają z ciał młodych dziewczyn. Mówi się, że „mężczyzna oferuje, a kobieta dysponuje”; do uszu bohaterki nieustannie dobiegają dźwięki sprośnych piosenek i romantyczno-patetycznych szlagierów („Jeśli mnie kochasz, nie obchodzi mnie cały świat” – śpiewała Édith Piaf). Miłość we Francji jawi się więc jako spotkanie wielkich, pustych haseł z brutalną, wulgarną siłą. Pisarka poddaje krytyce czasy swojej młodości, pozorną wolność, równość i braterstwo. Młoda Annie, młodsza niż w Zdarzeniu, wymyśla siebie na nowo, odkrywa Simone de Beauvoir (która zmusza ją do niekomfortowego spojrzenia na siebie samą w inny sposób; Ernaux pisze, że do dziś nie umie nazwać tego, co ją spotkało, gwałtem). W jej doświadczeniach znajdziemy ekscytację wynikającą z uczestniczenia w czymś nowym, bycia używaną, stawania się obiektem seksualnym, ciałem, które budzi pożądanie. Nie czuje się ofiarą. Uznaje, że jednak jest dziewicą, bo ma do tego prawo. Często czuje się nieszczęśliwa, ale tego nie nazywa. Przyzwyczaja się do uczucia upokorzenia. Często jest ofiarą przemocy, czasem też jej sprawczynią. Bardzo chce być częścią grupy. Zakochuje się, nie pamięta o tym, że krzyczała, że protestowała i że ją bolało. To znaczy pamięta, ale chyba uznaje, że to normalne. Postanawia przejąć kontrolę nad swoim ciałem, uczynić je niedostępnym dla mężczyzn i podporządkowanym samej sobie. Autorka opisuje tu kolejne doświadczenie konfrontacji ze swoją materialnością – głodzenie się, odmawianie sobie jedzenia, nieustanną walkę postu z karnawałem, niepohamowany apetyt (czy głód może być klasowy?) i radość z niezjedzonych słodyczy. Po głodówkach przychodzą napady jedzenia, które wydarzają się same – zaskoczony mózg nagle odkrywa, że jego ciało wkłada w siebie jedzenie, nie ma w tym akcie myśli. Czy nie podobnie wyglądają wszystkie uzależnienia? Czy alkoholik świadomie sięga po butelkę? Kradzież również wynika z dziwnego impulsu ciała: kiedy młoda bohaterka kradnie w Londynie, ręka jakby sama chwyta przedmioty. Ernaux opisuje wstrząsy i samodzielne decyzje ciała. Jego przerażającą moc. Dopiero po latach pozna słowo „bulimia”. Nigdy nie przestanie walczyć z głodem.

Francuska pisarka za sprawą Bliskich stała się jedną z najważniejszych autorek opisujących doświadczenie awansu klasowego. Jeszcze przed Didierem Eribonem i Édouardem Louisem portretowała rozdarcie pierwszego pokolenia, które wyjechało z małych miast, poszło na studia, porzuciło dom rodzinny. Jej opisy ojca i matki zawstydzonych swoim brakiem wiedzy, obserwujących córkę, którą przestają rozumieć, należą do najbardziej przejmujących w literaturze. W Ciałach znajdziemy te tematy na każdym kroku, wracają we wszystkich tekstach, autorka nie może i nie chce ich porzucić, tak jak nie udaje się to nigdy jej bohaterce. Wraca do rodziców i od nich ucieka. Cały czas ma poczucie, że nie pasuje, czuje wyższość koleżanek ze szkoły, nawet jeśli jeszcze nie wie, z czego ona wynika, obserwuje pewność siebie i eleganckie ruchy ludzi z bogatych, wykształconych rodzin. „Gdzie mój dom, sam już nie wiem, nigdzie nie jestem u siebie” – śpiewał Hiob Dylan, a bohaterka Ernaux podziela los, tęsknotę i niemożliwość powrotu tych wszystkich, którzy wyjechali.

Nawet jej romans z młodszym o trzydzieści lat mężczyzną (Młody mężczyzna) jest o tym. Chłopak podobnie jak bohaterka pochodzi z klasy ludowej, o której ona, pisarka po pięćdziesiątce, zdążyła zapomnieć. Przy kochanku wraca do dzieciństwa, do powiedzonek, których przestała używać, krojenia jabłka na kawałki i nabijania ich na ostrze, wycierania talerza chlebem. Staje się znowu dzieckiem, a jednocześnie matką i kochanką. Tutaj też są ciała, bo kiedy para leży na plaży, wzbudza sensację. Jednak tylko razem – ich ciała osobno nie zasługiwałyby na spojrzenie dłuższe niż sekunda. Romans staje się także pretekstem do refleksji o pamięci i przeszłości, największej fascynacji Ernaux. To właśnie one najbardziej interesują pisarkę. „Dziewczyna z fotografii to obca osoba, która zostawia mi w spadku swoją pamięć” (s. 91). Autorka przygląda się sobie (tej dziewczynie) z różnych momentów w czasie, różnych perspektyw, te spojrzenia się zmieniają, bo zmienia się ona sama. Ale czy zmienia się wtedy obserwowana? Wspomnienia ulegają zatarciu i modyfikacjom, a udział w tym ma kolejny bohater prozy Ernaux – pisanie. Autorka zapisuje przemyślenia o swojej metodzie, ma wątpliwości, pisze o piszącej Annie.

Waham się, czy napisać: mam przed oczami Metropol, stolik, przy którym siedzieliśmy, w pobliżu drzwi wychodzących na ulicę Verte, kelnera bez wyrazu o imieniu Jules, dla mnie identycznego jak ten z Bytu i nicości, który nie jest kelnerem, ale kelnera udaje i tak dalej. Widzenie za pomocą wyobraźni lub ponowne oglądanie pracy pamięci jest nieodłączną częścią pisania. Ale „mam przed oczami” służy do uchwycenia momentu, gdy odnoszę wrażenie, że wróciłam do tamtego życia, przeszłego i utraconego – wrażenie jakże celnie wyrażone w spontanicznym „tak jakbym nadal tam była” (s. 40).

Ta refleksja o refleksji to sedno i emocja pisania noblistki. Czy piosenka słyszana w towarzystwie osoby, w której jesteśmy zakochane, będzie tą samą piosenką w towarzystwie kogoś innego? „Coraz częściej wydawało mi się, że mogę piętrzyć obrazy, doświadczenia, lata i nie czuć nic poza powtórzeniem” (s. 230). dzięki temu bohaterka jest „wieczna i jednocześnie martwa”. I to jej odpowiedź na śmierć – rodziców, czasów, miłości, wspomnień. Ale w tym cofaniu taśmy udaje się pisarce w Ciałach dotknąć tu i teraz. Nieustannie wracając w to samo miejsce, znajduje wydarzenia, znajduje „to, o co jej chodzi”. „Stwierdzam, że ta historia zawiera się pomiędzy dwoma filarami czasu związanymi z pożywieniem i krwią, filarami ciała” (s. 208) – pisze Annie Ernaux i oddaje się (tę dziewczynę) w ręce przemocy, pożądania, głodu i niepohamowanego apetytu.