Agnieszka Wolny-Hamkało, Trafostacja, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2025
Gdybym prywatnie nie uwielbiał Agnieszki Wolny-Hamkało, prawdopodobnie bym jej nie znosił. Nie dlatego, że coś jest z nią nie tak, ale z najczystszej zazdrości. Autorka Panama smile publikowała już wiersze i powieści, pisała sztuki teatralne, felietony i książki dla dzieci, a ostatnio przygotowała wydawnictwo, które ze swojej gatunkowej nieprzejrzystości czyni kluczowy element konstrukcji estetycznej (Dla twojej córki, 2024). Jednak to nie zakres przedsięwzięć jest przedmiotem mojej zazdrości, lecz ich jakość, bo czego AWH nie dotknie, przemienia w osiemnastokaratowe złoto.
Co więcej – gdybym nie uwielbiał Agnieszki Wolny-Hamkało, napisałbym „co gorsza” – autorka ta jest chyba jedyną znaną mi osobą, która od lat badając konkretny fenomen kulturowy, potrafi jednocześnie praktykować go z takimi sukcesami artystycznymi. Myślę tu o kategorii kampu, która od lat jest przedmiotem pracy naukowej prowadzonej przez Wolny-Hamkało w Instytucie Badań Literackich PAN – a w jej twórczości wciąż szuka aktualnych form wyrazu i podlega niekończącym się redefinicjom. Stawką dla poetki nie jest bowiem jakaś smutna rekonstrukcja historyczna burleski, która zadowoliłaby co najwyżej mało wymagającą część queerowej krytyki, ale nieustanne renegocjowanie relacji między subwersją, etyką, kiczem i wzniosłością.
Trudno mi wejść w buty eksperta, bo nie jestem zbyt mocno oczytany w prozie weirdowej (poza klasykami takimi jak H.P. Lovecraft czy Herbert George Wells ledwo liznąłem Chinę Miéville’a), nie mówiąc już o powieściach young adult, o których wiem tylko tyle, że istnieją i mają się nieźle. Spróbuję więc rozgryźć temat od zupełnie innej strony. Wolny-Hamkało szarpie struny tego samego instrumentu, który Jane Schoenbrun tak pięknie nastroiło sobie w filmie W blasku ekranu (I Saw the TVGlow), lecz robi to na swoich warunkach, opierając się na własnej, znanej z poprzednich książek, wrażliwości. Instrument ten najlepiej brzmi w tonacjach majorowych, ale naturalne dla niego powolne tempo gry i łatwość, z jaką pozwala wplatać chromatykę, czynią melodię wyjątkowo melancholijną i gorzką. Słychać w niej zgaszone odcienie fioletu, grube ziarno VHS-u i rozrywającą tęsknotę za światem, w którym istniały jeszcze wizje przyszłości.
Językowa wrażliwość AWH z kolei daje o sobie znać w scenie miłosnego uniesienia, kiedy to myśli Heleny, jednej z głównych bohaterek, kierują się w stronę „ciemnoróżowego szumu”, by ten „wciągnął ją do wnętrza cukierka”. Ciarki. To nie kwestia dekoracji, rozwiązań narracyjnych czy tematyki, lecz sposobu konstruowania figuratywności, wdzięku, z jakim autorka wplata w usta bohaterów uwodzicielskie kryptocytaty z wierszy Andrzeja Sosnowskiego, atmosfery lepkiej od waty cukrowej i mrocznej od spiętrzonych tajemnic. Fakt, że Trafostacja wpisuje się w ramy poczytnego dziś nurtu literatury, nie jest podyktowany decyzją czysto rynkową: bohaterowie tej nostalgicznej prozy, czerpiącej w takim samym stopniu z Philipa K. Dicka, jak i z Pikniku pod Wiszącą Skałą, po prostu muszą być zbuntowanymi nastolatkami, przeżywającymi ze zdwojoną siłą miłosne ekscytacje i rozczarowania. Tylko tak można było wycisnąć z opowiadanej historii odpowiednie proporcje naiwności i goryczy, witalności i frustracji, śmiałości i wstydu. Tak można było opowiedzieć historię, która pomimo całej swojej słodyczy – a może właśnie dzięki niej – zostawia głęboką, czarną dziurę w sercu. „Muzyka brzmiała tu inaczej niż na górze. […] Jakby coś tracili i odzyskiwali, tracili i odzyskiwali”.
O efektach powierzchniowych tej prozy można pisać długo, bo mają one więcej afektywnego ciężaru, niż są w stanie udźwignąć półki z Ikei. Jednak tym, co w Trafostacji ma wymiar szczególnie warty odnotowania, jest sam sposób, w jaki pomyślana została tu kategoria dziwności i jak posłużyła ona autorce za rdzeń strukturalny. W swoim kultowym opracowaniu tego pojęcia Mark Fisher podkreślał, że weird zawsze ma charakter jukstapozycyjny – opiera się na wyraźnie dysonansowym zestawieniu. Wprowadzając do rzeczywistości element do niej nieprzystający, zaświadcza się o istnieniu najczystszego zewnętrza, obcego uniwersum, którego nie obejmują nasze zracjonalizowane, zeświecczone umysły[1]. Dla Wolny-Hamkało podstawowym nośnikiem dziwności, swoistym portalem do innego świata, stają się artefakty żywcem wyciągnięte ze sztuki i architektury: przede wszystkim Piszczałki Oskara Dawickiego, ale też TV Garden Nam June Paika, witraż Wyspiańskiego, mozaika z Notre-Dame, holenderski pawilon MVRDV z Expo 2000. Wszystkie te obiekty istnieją w świecie pozaliterackim, a ich reprezentacje wprowadzone do narracji stają się łącznikami z mroczną rzeczywistością Instytutu, która nie może zmieścić się w ramach zdrowego rozsądku i tym samym zmusza bohaterów powieści do gruntownego przemyślenia tego, co dotąd uznawali za niezmienne fundamenty ontologiczne. „Granice racjonalności zostały naruszone, mogło się wydarzyć wszystko. A dowolność potrzebuje nowego sposobu myślenia”.
Otóż to: ten zawoalowany wymiar polityczny Trafostacji stanowi jeden z największych atutów powieści. Kluczowe jest ostatnie zdanie powyższego cytatu – zupełnie jak w filozofii Quentina Meillassoux, w której dokonuje się przekroczenie Kantowskiego korelacjonizmu, tak i tutaj z konieczności empiryczny charakter poznania nie podważa stojących za nim uniwersalistycznych ambicji. Ontologiczna „dowolność” nie musi zatem prowadzić do nieprzezwyciężalnego solipsyzmu, wręcz nie może do niego prowadzić, bo ze swojej istoty domaga się ona „nowego sposobu myślenia” – jest ontologiczna właśnie, a nie fenomenologiczna. W ramach tego „sposobu myślenia” nie wyzbywamy się przecież metafizycznych podstaw, ale szukamy jakiejś innej, lepszej metafizycznej podstawy, która okazałaby się aktualna w przeciwieństwie do tej, która na naszych oczach upadła – w tych okolicznościach będzie nią „dowolność”. Nawet jeśli obiektywny świat ma kruche fundamenty i nie można do niego dotrzeć przez indywidualny wysiłek, to bez wątpienia istnieje. „Własne dzieciństwo wszyscy znamy z cudzych opowieści”, zauważa narratorka.
Wolny-Hamkało znakomicie radzi sobie z odświeżaniem konwencjonalnych chwytów znanych z literatury grozy i sci-fi – dobrym przykładem może być sposób, w jaki w jej narracji dochodzi do czasoprzestrzennych zagięć i innych odchyleń od zasad fizyki mechanistycznej. Kiedy bohaterowie pierwszy raz wchodzą do trafostacji, wszystkie zegarki wskazują, że mijają pełne dwie godziny – choć są tam zaledwie kilka chwil. Łąka nad rzeką, jedna z najważniejszych przestrzeni akcji, ciągle jest dziwnie gorąca, co zresztą zachęca bohaterów, by całymi dniami wylegiwali się na ciepłej trawie i patrzyli w niebo. W tym skrawku ziemi po prostu nie da się nie zobaczyć kadrów ze Stalkera Andrieja Tarkowskiego, w którym zarośnięte nieużytki skrywały najbardziej niesamowite wynaturzenia.
Anomalie tego rodzaju Wolny-Hamkało wprowadza do fabuły subtelnie i z pomysłem: kartka, którą Szymon znajduje pod łóżkiem w pokoju hotelowym, zawiera liczby naturalne, które układają się w wybrakowany ciąg Fibonacciego. Odbicie tej zdeformowanej struktury dostrzeże później w zjawiskach przyrody, na przykład w szyszce, której „barokowe spirale” zdradzają wyraźną ontologiczną aberrację: „Łuski krzyżowały się i wrastały jedna w drugą w nietypowy sposób. Jakby w ciągu Fibonacciego pojawiły się błędy”. Wiemy zatem, że ktoś lub coś odpowiada za zniekształcenia w strukturze rzeczywistości – lub przynajmniej wie o nich coś, czego nie wiedzą Szymon, Helena, Twaróg i Mucha. Na scenę wkracza więc również Fisherowska osobliwość, eerie: intencjonalne działanie pozbawione podmiotu owej intencji.
Choć anomalie są czymś, co bohaterowie po prostu zastają w swojej codzienności, czytam je jako specyficzne kolektywne projekcje – projekcje nie tyle postaci z Trafostacji, ile nas samych, z roku na rok coraz bardziej przytłoczonych ontologią realizmu kapitalistycznego, dla której „nie istnieje alternatywa”. Przekraczanie kolejnych barier zdrowego rozsądku jest przecież wpisane w ludzkie DNA; jesteśmy ludźmi, dopóki płonie w nas żywy ogień wychodzenia poza siebie. „Przechodzenie przez drzwi jest przyjemne, tak samo jak otwieranie prezentów. Ludzie mają w sobie coś z kotów, które chcą mieć dostęp do wszystkich korytarzy. Coś z tej dziewczynki, która chce przejść przez kolejne drzwi, nawet jeśli są za małe lub za duże”. Dlatego weird ma tu funkcję wyzwalającą, a jednoznaczne powiązanie go z obiektami artystycznymi przypomina nam o domyślnych funkcjach społecznych sztuki: zawsze istnieje coś więcej, a świat jest zorganizowany tak, jak my sami go organizujemy.
U AWH sprawy nigdy nie są jednak tak proste – jej wiersze nie raz łamały mi serce i od początku przeczuwałem, że podobnie będzie z Trafostacją. Im bliżej jesteśmy zakończenia powieści, tym bardziej jednoznacznie dziwność wypierają tropy dystopijnego science fiction. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że anomalie, które podawały w wątpliwość racjonalistyczny obraz świata i rzucały urok na odczarowaną rzeczywistość, ostatecznie zostają wpisane w te same ramy obliczeniowości i mierzalności, które początkowo zdawały się rozszczelniać. Paranoiczna atmosfera znajduje ujście, spisek naprawdę istnieje, można go zrozumieć i ujawnić. Dekonspirowany w ostatnich rozdziałach reżim korporacyjny, który akumuluje kapitał, nie zważając na ludzkie życie, ma źródło we współczesnej sytuacji społeczno-gospodarczej; wystarczy wspomnieć tu o słynnym już pojęciu technofeudalizmu Janisa Warufakisa. Ostatecznie zatem odbiera się nam nawet to: uczucie wzniosłości, marzenia o świecie, którego nie potrafimy objąć umysłem, a który jest realizacją jednej z wielu niezliczonych możliwości. Wizje dokonujące wyłomu w zalgorytmizowanej ontologii biznesu są pomarańczką, którą Wolny-Hamkało w roli Testovirona prezentuje czytelnikom z brutalnym wdziękiem. A następnie zaprasza nas do okropnej dystopii, której zalążki są już z nami w świecie pozaliterackim, tu i teraz. Odzyskujemy i tracimy, odzyskujemy i tracimy. Gdybym nie uwielbiał Agnieszki, na pewno bym jej nie znosił.
PRZYPISY
[1] Zob. Mark Fisher, Dziwaczne i osobliwe, przeł. A. Karalus, T. Adamczewski, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2023.