Teoria

Więcej niż reportaż

Ewa Dąbrowska
354 odsłon
Oko-tygrysa-Marta-Sawicka-Danielak

Marta Sawicka-Danielak, Oko tygrysa. O bestii, którą stworzył człowiek, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2024

Mogłabym zacząć od frazesu, że Marta Sawicka-Danielak zabiera nas w swojej książce w egzotyczną podróż do Azji i ubarwia ją opowieściami o postrzeganiu tygrysa w różnych czasach i różnych miejscach świata. Mogłabym – ale byłoby to krzywdzące uproszczenie. Owszem, Oko tygrysa. O bestii, którą stworzył człowiek ma pewne cechy reportażu podróżniczego, ale wykracza daleko poza jego ramy. Ta pozycja nie ma urzekać czytelników obrazkami surowego, lecz fascynującego życia w wiejskich regionach Indii i Bangladeszu. Autorka zresztą wcale tego nie ukrywa – ba, pisze wprost: „w biedzie, głodzie, strachu i bolesnej śmierci zadanej przez dzikie zwierzęta nie ma niczego malowniczego, niezwykłego ani intrygującego”. Kluczem do lektury jest ten fragment:

Może stendhalowska powieść jako „zwierciadło przechadzające się po gościńcu” to dziś leguinowski tobołek, siatka na fragmenty historii przez małe „h”, niedoskonała, pełna grudek ziemi i zaschniętego błota, a nie wyidealizowanego „lazuru nieba” Stendhala. To dziczka, kłącze, którego sensem są połączenia i wielość (…).

Oko tygrysa (choć powieścią, rzecz jasna, nie jest) to właśnie zbiór mniejszych i większych historii przez małe „h”, które przeplatają się, znikają i powracają – historii różnych, lecz połączonych. Tygrysem, oczywiście. Napisać jednak, że to majestatyczne zwierzę jest bohaterem tej książki, byłoby nadużyciem. Tygrys jest raczej sercem opowieści; nie zawsze uchwytnym, lecz nieustannie obecnym motywem.

Znalazło się w tej pozycji miejsce dla wątków historycznych, ekologicznych, geograficznych, ale też feministycznych, literackich i artystycznych. Każdy z nich niesie inny ciężar: ciekawostki o malarstwie Williama Turnera czy hinduskich bóstwach sąsiadują tu z opowieściami o ponurym dziedzictwie kolonializmu, patriarchacie oraz z historiami ludzi, których ścieżki przecięły się z „bestią”. Najsilniej uderza powracający przez całą książkę – poniekąd budujący jej szkielet – temat tragicznej sytuacji mieszkańców i mieszkanek Sundarbanów, czyli regionu obejmującego największe na świecie lasy namorzynowe. Na tych tropikalnych wyspach, coraz częściej nawiedzanych przez klęski żywiołowe, mieszka około pięciu milionów osób, w większości niepiśmiennych. Ale to również dom tygrysów bengalskich. I chociaż jest ich coraz mniej, bo w wyniku działalności człowieka populacja tych zwierząt drastycznie się zmniejszyła, część Sundarbanów to ich ścisły rezerwat. Teoretycznie nie można przekraczać jego granic bez specjalnego pozwolenia, ale mieszkańcy tych terenów muszą z czegoś żyć, dlatego wchodzą do lasów, by łowić ryby i kraby czy zbierać leśny miód. Część z nich – mówi się o kilku osobach tygodniowo, lecz nikt nie prowadzi oficjalnych statystyk – ginie w wyniku ataków tygrysów. A po zmarłych mężczyznach pozostają „tygrysie wdowy”.

„Przyjechałam tu jako kobieta i pisarka. Przywiodły mnie serce, potrzeba poznania i wysłuchania tych kobiet” – pisze Marta Sawicka-Danielak. Niemniej choć losy tych, które poznała osobiście podczas swojej wędrówki po Sundarbanach, są dramatyczne, autorka nie próbuje nadawać ich historiom sensacyjnego wydźwięku; traktuje „tygrysie wdowy” z szacunkiem, ukazując poprzez ich niedolę złożoność i tragizm życia w tej części świata. Przede wszystkim tragizm życia kobiet, bo w tradycyjnej patriarchalnej kulturze „nawet martwy mężczyzna ma więcej praw i szacunku niż żywa kobieta”, ta ma być żoną (jednego mężczyzny przez całe życie) i matką (najlepiej syna). Kobiety, których mężowie zostali zabici przez tygrysy, są spychane na margines społeczności. Dawniej spłonęłyby razem ze zwłokami mężów w samobójczym rytuale sati (ale wcale nie tak dawno, jak chcielibyśmy myśleć – do ostatniego odnotowanego sati doszło w 2002 roku!), teraz „tylko” nie znaczą nic, są skazane na samotność i życie w ascezie. Chciałoby się zbuntować w ich imieniu, ale one swój los przyjmują z pokorą. „Tak już jest” – powtarzają. „Jedynym cudem, jaki tam widziałam, jest niespotykana na Zachodzie powszechna akceptacja losu i trudnych realiów życia” – gorzko konstatuje autorka.

Marta Sawicka-Danielak wnikliwie opisuje korzenie konfliktu człowiek–tygrys. Jednak chociaż używam słowa „konflikt”, pisarka nie chce postrzegać ludzi i tygrysów jako stojących w opozycji do siebie, lecz jako części jednej całości: natury, która jest dla wszystkich matką. Jeśli już coś zostaje tu sobie przeciwstawione, to nie zwierzę i człowiek, lecz Zachód i Wschód, a konkretnie: podejście tych dwóch kultur do natury właśnie. W tradycyjnych religiach hinduskich zwierzęta są „wehikułami bóstw”, traktuje się je więc z należytym szacunkiem. Z kolei Zachód, w dużej mierze poprzez działania Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, próbował zaszczepić w Azji typowe dla siebie przekonanie o wyższości człowieka i związane z nim postrzeganie zwierząt jako zasobów, które można do woli eksploatować – polując na nie dla rozrywki, wywożąc do ogrodów zoologicznych, traktując jak zabawki w cyrku. „Szacunek względem natury i odwieczny kult przyrody charakterystyczne dla rdzennych ludów niezależnie od kontynentu były uznawane przez «cywilizowanych» kolonizatorów za prymitywizm, irracjonalną naiwność i zabobony, które należy zastąpić racjonalnym myśleniem” – czytamy. Racjonalnym – czyli ustawiającym człowieka ponad zwierzętami, nie wśród nich. Do dziś zresztą panuje powszechne przyzwolenie na taką dyskryminację gatunkową. Widać to również na poziomie języka: zachodnie nazwy zwierząt pochodzą przecież w większości od imion ludzi, którzy je skatalogowali.

Te różnice w podejściu rdzennych mieszkańców i kolonizatorów – Wschodu i Zachodu – do przyrody stają się dla autorki pretekstem do szerszych rozważań na temat tego, co człowiek robi Ziemi. Wbrew twierdzeniom denialistów ludzka dominacja nad naturą prowadzi do zmian, których nie da się odwrócić, nie zapobiegniemy także ich skutkom w postaci klęsk żywiołowych. Nawet ci, których powszechnie kojarzymy z pozytywnymi działaniami, nie zawsze mają dobre intencje. Za przykład niech posłużą WWF i ciemne interesy tej organizacji, takie jak finansowanie i wyposażanie w broń strażników parków narodowych oskarżanych o przemoc oraz morderstwa rdzennych mieszkańców „chronionych” przez nich terenów. Brzmi ponuro? Cóż, lektura tej książki wywołuje dużo emocji i rzadko są one pozytywne.

Marta Sawicka-Danielak, dziennikarka, krytyczka i redaktorka, napisała zatem coś więcej niż reportaż o tygrysach. Oko tygrysa nie jest prostą opowieścią o egzotycznym zwierzęciu i kraju, w którym żyje. To rzecz wielowarstwowa i gęsta od tematów. Dlatego warto czytać tę książkę powoli, dając sobie czas na namysł – nad skomplikowanymi relacjami między człowiekiem a naturą, Zachodem a Wschodem, przeszłością a teraźniejszością, ale też nad własnym miejscem w świecie. Bo za złością i bezsilnością, z jakimi była pisana ta książka i które udzielają się podczas lektury, kryje się nadzieja: może jeszcze nie jest za późno, by coś zmienić.