Teoria

Wykaleczeni, S01E01

Jakub Famulski
183 odsłon
Wnętrze książki „Stłuc. Kręgosłup Tytanii Skrzydło” Anny Adamowicz na tle zakłóceń telewizyjnych

Anna Adamowicz, Stłuc. Kręgosłup Tytanii Skrzydło, Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2024

Recenzja zdobyła III miejsce w Konkursie im. Tymoteusza Karpowicza na recenzję literacką (edycja 2025)

Najważniejszym kulturowym dziedzictwem MTV Cribs pozostaje fraza: „Hello MTV, welcome to my crib”. Co łączy amerykański program o zwiedzaniu luksusowych rezydencji celebrytów z najnowszą książką poetycką Anny Adamowicz? W obu przypadkach zdecydowana większość odbiorców znajduje się w sytuacji obcowania ze światem odległym od własnej codzienności. Posiadanie kolekcji zabytkowych samochodów przedstawia się równie obco co doświadczenie skoliozy i towarzyszący mu inwentarz: ciągły ból, szpitalne sale, zabiegi medyczne. W takim ujęciu „dorodny pęk kluczy” z wersu otwierającego Dorodny, pierwszy wiersz zbioru, wydaje się wręcz obietnicą uchylenia przed niewtajemniczonymi drzwi skrywających sekrety kalectwa, które czaiło się jedynie na peryferiach wcześniejszych tomów poetki („uwielbiam twoje plecy, wyrasta z nich skrzydło / uplecione z żeber, złożone z łopatki”). Jednak dalej w tym tekście „wiersz drogi osuwa się w / wiersz zastygania” – czyli również sama forma utworów przedstawia się jako coś nietypowego (bo czym są wiersze zastygania?). A na koniec dystych: „wersów nie da się zmierzyć ani zważyć / kręgów nie da się zmierzyć ani zważyć” – pozostaje zapytać: jak zatem się z nimi obejść?

Odpowiedź wydaje się prosta: czytać je – w ten sposób kolejne wersy zbiorą się w wiersze, te z kolei w większą całość, swoisty poemat krzywego kręgosłupa. Chcę zacząć od zwrócenia uwagi na jego narracyjność, którą uzyskuje się tu za pomocą specyficznego rodzaju kaleczenia: cięciami – na zasadzie montażu. Ale działa on inaczej niż w Cribs, gdzie regułą jest kumulacja, a kolejne ujęcia służą potęgowaniu wrażenia przepychu i bogactwa. W Stłuc chodziłoby raczej o międzywierszowe jukstapozycje, nieustannie komplikujące sensy i mnożące znaczenia. Jak chociażby w następującej serii utworów: Gorsetowanie to poetycki opis czynności związanych z zabiegiem wraz z towarzyszącym im fizycznym dyskomfortem („pasm gipsowych bandaży / zasychania wężem ściskającym żebra / spłycającym oddech”), następnie w Echu dostajemy fantazję o metafizycznym sensie kalectwa zapisanym przez absolut w skrzywieniu ciągiem Fibonacciego („boska skolioza skręcająca ciało w spiralę”), natychmiast skontrastowaną z wierszem Szpital, zbudowanym tylko ze światła na stronie i rozstrzelonych liter układających się w słowo „zapach”. Zestawiane ze sobą inskrypcje cielesnych wrażeń, kulturowych tropów i społecznych konwencji komplikują oddawane doświadczenie, oddając jego skomplikowanie – przybliżają do niego w ramach lektury, równocześnie pozostawiając je niedostępnym.

Zaraz jednak słychać dzwonek do drzwi – pojawiają się goście. I znów mamy do czynienia z sytuacją znamienną zarówno dla Cribs, jak i dla twórczości Adamowicz. W programie wizyta innych gwiazd ma potwierdzać status gospodarza jako członka niedostępnego półświatka wyższych sfer. W poprzednich tomach wrocławskiej poetki spotkać można za to plejadę najróżniejszych nazwisk – od Paula Celana po Marię Callas, z Elonem Muskiem i Jurijem Gagarinem w tle. Przy czym zarzut, że chodzi jedynie o erudycyjny popis, wydaje się chybiony. Przywoływane postaci to raczej maski umożliwiające społeczny komentarz bądź partnerzy w filozoficznym dialogu. W Stłuc natkniemy się między innymi na: Fridę Kahlo po operacjach kręgosłupa, przygwożdżonego gruźlicą do łóżka Maxa Blechera i czarodziejkę Yennefer – niegdysiejszą garbuskę, magicznie przemienioną w piękność. Niemniej zdaje się, że zasada doboru gości jest w Stłuc nieco inna niż we wcześniejszych książkach i poniekąd bliżej jej do programu MTV. Mam na myśli stawkę, o którą toczy się tu gra. A jest nią wspólnota. Każda z przywołanych postaci w jakimś sensie dzieli z podmiotką doświadczenie, w którym „lekarz wysoki i chudy jak skalpel dorabia skrzydła ucinając skrzydła” (Pierwsze skrzydło dla Yennefer z Vengerbergu), a najlepszy sposób obrony przed systemową przemocą to ustanowienie autonomicznej wspólnoty właśnie. Nadzieje na ratunek z zewnątrz okazują się płonne, co dobitnie podkreśla ostatni wers Pierwszego impastu dla Fridy Kahlo: „czy marksizm odrzuci twoje kule czy marksizm rozerwie twój gorset”.

Jednak same wiersze dążą do rozerwania owego „gorsetu” w jeszcze jeden specyficzny sposób, kierując się w stronę poezji konkretnej. Przykładowo Ile przypomina kształtem niemożliwie pogięty kręgosłup, a kolumna światła dzieląca na pół utwór Jak zdaje się wyprostowaną postawą, której właśnie brakuje. Nieomal każdy tekst jest jakoś pokaleczony, jego wersy rozstrzelone, wyrównywane raz do lewej, raz do prawej; w większości przypadków te „skazy” nie układają się w jednoznaczne przedstawienia, unikają dosłowności. To wiersze zastygania, ale zastygające, nie zastygnięte – ich forma nie zdążyła się skonwencjonalizować, to autentyczny zapis żywego procesu.

Fundamentalna różnica między MTV CribsStłuc zasadza się na kwestii autentyczności. W Cribs bohaterowie stale udają, by podtrzymać iluzję sukcesu w świecie wyzysku, w Stłuc podmiotka wyzyskuje sztuczność, by rozbić iluzję, w którą świat chce ją wcisnąć niczym w gorset. Dlatego można czytać ten zbiór jako konsekwentną i wywrotową propozycję, swoisty manifest kalectwa w poetyce kalectwa. Kalectwa rozumianego jak w crip theory, czyli teorii kalectwa właśnie, gdzie crip/kalectwo funkcjonuje na podobnej zasadzie co pojęcie queeru – jako swego rodzaju ekstrawagancka zbiorowa tożsamość oparta na afirmacji różnorodności i oporze przed narzucanymi opresyjnymi normami. Dążenie do takiej wspólnoty wyzwala, na co wskazuje ostatni ze zdobiących książkę wyszywanych obrazków Marty Ignerskiej, który mocno kontrastuje z poprzednimi ilustracjami przedstawiającymi sylwetki w zrezygnowanych pozach, pozbawione sprawczości (na smyczy, uwięzione w słoiku). Na finalnej karcie bohater o niebotycznie poskręcanym tułowiu, patrząc na nas, szeroko się uśmiecha, zupełnie jakby zaraz miał otworzyć usta i powitać nas słowami: „Hello readers, welcome to my crip!”.