Michał Cierzniak, Klatka, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2025
Debiut jest dla autora sytuacją rodzącą pewien paradoks. Z jednej strony chce on ukazać światu szczyt swoich możliwości. Z drugiej – im lepszy debiut, tym wyżej zawieszona zostaje poprzeczka dla kolejnych dzieł i tym trudniej sprostać oczekiwaniom czytelników. Z pewną dozą współczucia dla Michała Cierzniaka stwierdzam, że w jego przypadku poprzeczka znajduje się na poziomie dachu wieżowca, na który wędrujemy wspólnie z narratorem Klatki.
Wyszukać tu jeden główny motyw byłoby nie lada wyzwaniem. Rdzeniem tej powieści pozostaje historia bezimiennego narratora, który przeprowadza się z mieszkania bliskich przyjaciół jego rodziny do ciasnej i nawet nie własnej kawalerki, wynajętej za ponoć całkiem okazyjną cenę. Poznajemy jego traumy i tragedie z dzieciństwa, obserwujemy próby istnienia w świecie, w którym nikt nie nauczył go funkcjonować, oraz walkę o zdobycie sił na każdy kolejny dzień. W trakcie podróży przez klatkę schodową zaglądamy do mieszkań i żyć szesnastu osób zamieszkujących wieżowiec, zerkamy na krótkie chwile z ich codzienności, poznajemy wspomnienia, momenty przełomowe oraz zupełnie zwyczajne epizody.
Poprzez losy swojego bohatera i jego sąsiadów Cierzniak ukazuje cały szereg wątków. Część jest uniwersalna: traktuje o śmierci, przemijaniu i pamięci (lub jej braku), jak jeden z moich ulubionych rozdziałów, poświęcony transformacji przestrzeni i usuwaniu śladów po poprzednich, nieżyjących już mieszkańcach. Nie brakuje również tematów stricte współczesnych: ukraińskich uchodźców zmagających się z narastającą społeczną niechęcią, prekariackiego trybu życia wykształconych osób czy rosnących nierówności społeczno-ekonomicznych. Szczególnie wyraźnie Klatka wybrzmiewa jednak jako książka o męskości, choć byłoby dużym uproszczeniem powiedzieć, że Cierzniak próbuje ją jakkolwiek definiować. Wręcz przeciwnie, pokazuje ją jako szerokie spektrum postaw i sposobów bycia, które często wzajemnie się wykluczają. Wśród bohaterów pojawiają się mężczyźni twardzi i nieustępliwi, przywiązani do własnej racji do tego stopnia, że nie potrafią dostrzec drugiego człowieka, oraz tacy, których życiowe porażki nauczyły pokory i zmusiły do redefinicji własnych oczekiwań. Obok nich funkcjonują pewni siebie przedstawiciele wyższych klas, dla których relacje z innymi stają się jedynie kolejnym polem do demonstracji przewagi, ale także bohaterowie wrażliwi, czuli, pełni lęku, pragnący bliskości i stabilności, a jednocześnie zupełnie nieprzygotowani do komunikowania własnych emocji. Wszystkie te twarze męskości, w zestawieniu z burzliwą relacją romantyczną, w którą narrator jest uwikłany, doprowadzają go do kryzysu jego własnej męskości:
Czułem się zamknięty w klatce, ile można wpatrywać się w pokrzywione lustra, błądzić po zaklętym kole pamięci, pielęgnować swój żal? Bałem się i nienawidziłem tego strachu. Nie jesteś mężczyzną, myślałem.
Na osobną uwagę zasługuje konstrukcja powieści, poprowadzona w sposób przemyślany i konsekwentny. Podróż rozpoczynamy z bohaterem, który próbuje uporządkować chaos otaczającej go rzeczywistości i własnego życia. Z każdym kolejnym piętrem wszystko to zdaje się ulegać coraz większej entropii: rozpadają się relacje, rozpadają się ludzie, a jedynym ratunkiem okazuje się terapia, dostępna jednak wyłącznie dla bardziej uprzywilejowanych materialnie.
Niemniej nie tylko przemyślaną konstrukcją Klatka stoi. Autor daje swojemu bohaterowi język liryczny, przepełniony poetyckością i licznymi metaforami, a jednocześnie niepopadający w przesadną pretensjonalność. Frazy nasycone melancholią, lękiem czy rozpaczą przeplatają się z lżejszymi, humorystycznymi i ironicznymi zdaniami, dzięki czemu powieść pozostaje dobrze wyważona.
Wielokrotnie pojawia się tu określenie „powieść”, jednak za każdym razem, kiedy go używam, mam poczucie pewnego niedookreślenia. Warto więc podkreślić, że Klatka nie domaga się od czytelnika pełnej koncentracji wyłącznie na głównej linii fabularnej. Wręcz przeciwnie, poszczególne historie są na tyle autonomiczne, że można je czytać jak osobne mikroopowieści, zapisy cudzych biografii uchwyconych w momentach przełomowych albo zupełnie niepozornych. Cierzniak z dużą uważnością przygląda się temu, co zwykle umyka: drobnym gestom, słowom, których nie udało się wypowiedzieć, zdaniom rzuconym mimochodem. Dzięki temu nawet krótkie epizody potrafią wybrzmieć zaskakująco mocno i pozostawić czytelnika z poczuciem obcowania z rzeczywistym fragmentem czyjegoś życia.
Klatka nie domaga się jednoznacznych reakcji ani nie próbuje prowadzić czytelnika ku klarownym wnioskom. Jej struktura, oparta na fragmentaryczności i mnożeniu perspektyw, oddaje doświadczenie świata, w którym coraz trudniej o stabilne punkty odniesienia. To książka o życiu pomiędzy: pomiędzy ambicjami a realnymi możliwościami, pomiędzy potrzebą bliskości a niezdolnością do jej utrzymania, pomiędzy chęcią zmiany a poczuciem utknięcia. Rozproszenie wątków bywa obciążeniem, lecz jednocześnie wydaje się świadomym gestem formalnym, odpowiadającym rzeczywistości, którą autor przedstawia.
Na tym tle szczególnie istotna okazuje się decyzja, by nie oferować czytelnikowi łatwego domknięcia. Klatka nie przynosi ukojenia ani nie porządkuje świata; ona pozostawia odbiorcę w stanie niepewności i zmęczenia. To propozycja dla tych, którzy oczekują od literatury nie eskapizmu, lecz rozpoznania własnego doświadczenia w cudzych historiach, nawet jeśli są one niepokojąco podobne do ich własnych. Być może właśnie dlatego powieść oddziałuje na mnie tak mocno – losy głównego bohatera, prekariacki tryb życia, praca niezgodna z ambicjami, ciągłe poczucie prowizoryczności w wielu miejscach pokrywają się z moim doświadczeniem. Nie czyni to jednak z Klatki książki terapeutycznej ani pocieszającej. Przeciwnie, jej siłą pozostaje brak prostych odpowiedzi i uczciwe pokazanie stanu, w którym coraz częściej się znajdujemy. Debiut Michała Cierzniaka nie tyle obiecuje zmianę, ile pozwala nazwać zmęczenie i dezorientację, z którymi na co dzień próbujemy sobie radzić.