Teoria

Stempel zamojski

Paweł Mackiewicz
215 odsłon
Piotr Szewc, „Sekretne przejścia”

[Piotr Szewc, Sekretne przejścia, il. Henryk Szkutnik, Książnica Zamojska im. Stanisława Kostki Zamoyskiego, Zamość 2023]

Do wyboru wierszy Franka O’Hary Twoja pojedynczość, książki wydanej w 1987 roku niezwykle starannie i bogato, zawierającej kilkadziesiąt barwnych i czarno-białych reprodukcji obrazów i rysunków twórców malarskiej szkoły nowojorskiej, Piotr Sommer włączył utwór, który poeta adresował do swego przyjaciela, malarza – Do Larry Riversa. Oto ten wiersz, bez skrótów:

Martwi cię, że nie piszesz?
Niepotrzebnie. To hołd powietrza
po prostu nie pozwala twym obrazom
cię opuścić. I jakiż to poeta zasiadał
kiedykolwiek przed Tycjanem, wyciągał
kajet do wierszowania i zaczynał
brzęczeć? Mój drogi, nie narzekaj.
Robisz to, co ja mogę tylko nazwać.

[Southampton, kwiecień 1954]1

Jeśli stawanie w szranki z malarzami i „brzęczenie” przed płótnem Tycjana – czynność tę wolno rozumieć na przykład jako pisanie ekfrazy – nie są dla poety dobrym pomysłem, to może lepiej, jak sugerował Tadeusz Różewicz w zadaniu domowym, posłużywszy się pamięcią, lecz nie pamięcią obcowania z dziełem sztuki, opisać to, czego udało się naocznie i bezpośrednio doświadczyć? Dezyderat opisywania z pamięci tego, co zostało przyswojone wzrokowo, łączy się z inną powinnością: wyborem. Zamiast opisywać miasta, miejsca sentymentalne, Paryż, Lwów, Kraków –

opisz swoją twarz
z pamięci
nie z lustra

w lustrze możesz pomylić
prawdę z jej odbiciem

nie opisuj anioła
opisz człowieka
którego minąłeś wczoraj2

Nazywanie zdarzeń, zachowań, stanów, ekspresji – jeżeli ma się zamiar osiągnąć kunszt opisywania – jest wyzwaniem, możliwe, że nie mniejszym niż „hołd powietrza” składany niepowtarzalności widzenia życia w jego konkretnych współrzędnych, miejscu i czasie, kształcie i barwie. Różewicz podpowiada: „opisz swoją twarz / i podziel się ze mną / jej zmiennym wyrazem”. I chyba właśnie o tę zmienność chodzi, zarówno artyście pióra, jak i mistrzowi sztalugi, o tymczasowość i względność widzenia, pamięć o kimś, kto przeszedł, minął. Po kim zostało czyjeś wrażenie albo niedużo więcej. Obojętnie, czy był mną samym, czy też kimś, kto – świadomie lub nie – zdołał podzielić się z innymi swoją obecnością, odsłonić na chwilę własną doraźność.

Jeśli natomiast trzeba opisać Lwów, Radomsko, Czołki, należy pokusić się o tę dynamiczną, niekostniejącą „prawdę” – nie jej odbicie, narażone na zniekształcenie – o człowieku, dać jego przemyślany, czuły portret albo autoportret. Bo Czołki, Radomsko i Lwów istnieją dzięki temu człowiekowi i w związku z nim: skłonnym do dzielenia się pamięcią.

II

Gdybym potrafił tobym cię namalował bodaj akwarela akwaforta czy skromny rysunek
ale nie potrafię
jak dziś pamiętam świeżo upieczony maturzysta przyjechałem rowerem w maju 1981 roku
(…)
teraz wożę cię tramwajami po Warszawie oprowadzam po Śródmieściu i Żoliborzu
chcę ci pokazać co ja widzę ani ciężki ani lekki mój bagaż czasami mi się śnisz

(s. 7)

 

– pełną atencji dla sztuki malarskiej apostrofą do tytułowej świątyni inicjuje Piotr Szewc utwór Kościół w Horyszowie Polskim, rozpoczynający wybór wierszy Sekretne przejścia, przede wszystkim niespotykany pod względem edytorskim, lecz wyjątkowy również z uwagi na profil tematyczny.

Wybór poezji przywodzi na myśl takie przedsięwzięcie wydawnicze, w którym najczęściej dobiera się utwory spośród wierszy dostępnych w poprzednich, wcześniej opublikowanych tomach poety, ewentualnie z jego wydrukowanych poza książkami liryków rozproszonych. Tymczasem z trzydziestu dwóch utworów Szewca wyselekcjonowanych w Sekretnych przejściach, a odnoszących się na różne sposoby do Zamościa i Zamojszczyzny, aż sześć nie trafiło dotąd do oryginalnych tomów poetyckich, cztery zaś nie były w ogóle publikowane . Zamojskich wierszy – nie tyle w mieście powstających, ile ukazujących miasto, jego okolice, mieszkańców, zwłaszcza krewnych i niegdysiejszych sąsiadów pisarza, codzienność, kulturę materialną i obyczaje społeczności – bez trudu znalazłoby się u Szewca dwa i trzy razy więcej. Nie o to jednak, jak sądzę, chodzi, by sporządzać zawikłany labirynt dróg, po których przed laty poruszał się kilkuletni, następnie dorastający, wreszcie dojrzały człowiek. I kazać temu współczesnemu po latach odbijać siebie dawnego (dawnych) w wierszu jak w lustrze, z zapamiętałością zawodowego archiwisty. Stawka gry w poezję i pamięć jest wyższa: nauczyć się żyć z poczuciem braku, zaakceptować czas przeszły dokonany i niepowrotny, a także jego wpływ na odchodzącą do przeszłości teraźniejszość. Teraźniejszość z kolei oswoić w przestrzeni wykraczającej – bywa przecież, że o dziesiątki i setki kilometrów – poza miejsca rodzinne. Jak w wierszu tytułowym wyboru, w którym po proustowsku wyobrażone przygodne doznanie zmysłowe ma pomóc na powrót zadomowić się w świecie:

zapach rozgniecionego w palcach orzechowego liścia idzie za tobą przez lata
świat jak dom rodzinny ale półdziki nie wiesz więcej w nim spełnień czy obietnic
wciąż bawi się w chowanego choć czas zabaw minął

(s. 35)

W świecie jak w rodzinnym domu poczuje się ten, kto ów dom gotowy byłby otworzyć na drugiego człowieka. Efektem takiego spotkania są Sekretne przejścia – tom będący jednocześnie artbookiem (książką artystyczną) i wyborem wierszy. Współautorem książki, obok Piotra Szewca, jest bowiem Henryk Szkutnik4, malarz urodzony w Lubartowie, wychowany w Jawidzu (w obecnym powiecie łęczyńskim), od dziesięcioleci mieszkaniec Zamościa, twórca inspirowanych fowizmem cykli obrazów przedstawiających cerkwie, lokalną wieś, Zamość i Zamojszczyznę.

Niezwykłość Sekretnych przejść polega między innymi na tym, że wiersze w tomie osadzono bezpośrednio na znakomitej jakości reprodukcjach obrazów, zresztą niemal wyłącznie olejnych5, czyniąc z prac malarskich nie tyle ilustracje do tekstów poetyckich – choć umownie można je oczywiście tak nazywać – ile równorzędny wobec nich sposób artystycznej wypowiedzi. Znamienne, że reprodukcje wykorzystane na kolejnych stronach książki zawierają jedynie fragmenty dzieł oryginalnych, zaprezentowane w znacznym przybliżeniu, co pozwala uwydatnić techniki – metody nakładania farby – jakimi posłużył się malarz6. Równie interesujący wydaje się pomysł, by w środku tomu (s. 36–41) umieścić miniatury obrazów Szkutnika, z których owe fragmenty pochodzą. Dzięki temu zabiegowi można odgadnąć, choć nie zawsze bywa to łatwe, które prace wchodzą w dialog z określonymi wierszami.

Nie sposób zarazem odmówić sobie dygresji odnoszącej dysonans poznawczy, wynikający z porównania przybliżenia (fragmentu) i miniatury (całości) obrazu, do zniekształconej – bo ograniczonej przez uczestnictwo w wydarzeniach – perspektywy, z jakiej obserwuje się życie swoje i innych, zwłaszcza bliskich osób. Świat scalony, bezpieczny i stabilny, jest zaledwie barwną, miłą dla oka kurtyną, przesłaniającą któryś z jego prawdziwszych, niepochwytnych, pokruszonych wariantów. Opowiada o tym Zabawa w niepamięć, krótka proza ukazująca reminiscencję („Właśnie odjeżdżałem, autobus ruszył i spojrzałem w głąb Gminnej”) przygotowania „drugoklasistów do zdjęcia z pierwszej komunii”. Jeszcze wspólnego, jeszcze – domyślamy się – poprzedzającego powrót do gwarnych, ludnych, odświętnie dostatnich domostw. „Jesteśmy razem, co znaczy, że każdy wcześniej czy później osobno. Trzymamy się za ręce, tworzymy koło, ale kto z nas wie, że to zabawa w niepamięć. Ledwo się cokolwiek zdarzyło, a już się zawierusza, gubi się, traci imię” (s. 45). Do pary z Zabawą w niepamięć twórcy książki przemyślnie zestawili fragment obrazu Cerkiew w Kościaszynie (z 1999 roku) – zrujnowaną drewnianą świątynię w pustoszejącej wiosce przy granicy z Ukrainą rozebrano w połowie lat osiemdziesiątych. Z Zabawą… dialoguje jednak w tomie nie charakterystyczna bryła cerkwi na jaskrawożółtym tle, według pomysłu Szkutnika, ale trudno rozpoznawalne zbliżenie prowadzącej do niej drogi.

Polifoniczność Sekretnych przejść wzmacnia jeszcze i wysubtelnia metoda umieszczania utworów poetyckich w sąsiedztwie reprodukcji: wiersze wydrukowano – czcionką przywodzącą na myśl dawne maszyny do pisania – na cienkich bibułkach, te zaś ręcznie wklejono na nieparzystych stronach wyboru. Każda bibułka ma zagięty prawy margines; dopiero po jego wyprostowaniu oczom czytelnika ukazuje się tytuł utworu. Nadto bibułki opatrzono stemplami przypominającymi pieczątki pocztowe. Takie okrągłe stemple mieszczą lokalizację (Zamość, bo choć nie każdy wybrany tekst Szewca ma zamojski rodowód, to wszystkie w istotny sposób są z miastem związane), datę (z reguły roczną, czasem również miesięczną i dzienną) oraz numer strony (w połączeniu z nazwą miasta kojarzy się on z adresem doręczenia). Warto dodać, że Książnica Zamojska wydała ten bibliofilski tom – jak na książkę artystyczną przystało – w skromnym nakładzie 99 egzemplarzy, odręcznie pieczętując karty tytułowe kolejnymi numerami7. Zabieg ten nawiązuje do sygnatur artystów, pisarza i malarza, składanych jednostkowo i w konkretnym czasie, w oczekiwaniu na odpowiedź. Nie tylko odpowiedź współautora książki, lecz przede wszystkim czytelnika, któremu – gdy wchodzi w kontakt z tak szczególną publikacją – nie wypada uchylić się od udziału w rozmowie.


Przypisy

[1] F. O’Hara, Do Larry Riversa, w: tegoż, Twoja pojedynczość, wybór, tłum. i posłowie P. Sommer, Warszawa 1987, s. 25.
[2] T. Różewicz, zadanie domowe, w: tegoż, zawsze fragment, Wrocław 1996; cyt. za: T. Różewicz, Utwory zebrane. Poezja, t. 3, Wrocław 2006, s. 388.
[3] Nie drukowano ich nawet w czasopismach. Pierwodruku w zamojskim wyborze doczekały się wiersze Kasia oraz Puszczyki, a także – niespodziewana i zastanawiająca to forma w dorobku Szewca – oktostychy Słońce na schodach i Ósme piętro. Wszystkie one podpisane zostały datą 2022, co wskazuje na niesłabnącą żywotność tematyki zamojskiej w twórczości autora Miejsca.
[4] Biogram artysty, absolwenta Wydziału Sztuk Plastycznych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, do emerytury związanego zawodowo z Muzeum Zamojskim, zob. s. 37.
[5] Jedyny wśród trzydziestu jeden dzieł wykorzystanych w Sekretnych przejściach pastel nosi tytuł Cerkiew w Wierzbicy (2004).
[6] Wedle tej samej koncepcji zaprojektowana została okładka wyboru. Widnieje na niej fragment oleju Dąb w Wojdzie (1989).
[7] Na pieczątce mojego egzemplarza wpisano numer 91/99.