Felietony

Jeż na autostradzie: Krystyna Dąbrowska – otwieranie światów

Julia Fiedorczuk
476 odsłon
Krystyna Dąbrowska w Klubie Proza Wrocławskiego Domu Literatury
DZIKA DZIAŁKA
Byłyśmy świetne w łażeniu po drzewach.
– Jeden chłopiec zgubił sznurówki w gałęziach –
powiedział ten dorosły. – Pomożecie mi
szukać? Nie jego szukać, tylko jego
sznurowadeł, gdzieś tu są, ale bez was
ich nie znajdę.
Plątał się, jakby sam był zgubionym sznurowadłem.
Byłyśmy świetne w łażeniu po drzewach, a mimo to
chwycił i podsadził jedną, później drugą.
Ukradkowe zerknięcia lepkie jak żywica.
Sękate palce wszędzie.
– Jeszcze tam sprawdź, tam wyżej.
Ja cię podtrzymam.
Słońce w liściach, ciemno w oczach, w środku ból.
Która pierwsza zeskoczyła, spadła, nie wiem.
I czy uciekłyśmy, czy szłyśmy do domu jak gdyby
nigdy nic. I dlaczego nie patrzyłyśmy na siebie.
Odtąd świetne w milczeniu jak drzewa.

Parę miesięcy temu pierwszy raz omawiałam z moimi anglistycznymi studentami „Oreadę” Hildy Doolittle (znanej jako H. D., odkąd Ezra Pound zadecydował, że powinna podpisywać się inicjałami). Składający się z zaledwie sześciu linijek wiersz imagistki jest apostrofą adresowaną do „morza szpiczastych sosen”. Poetka nakłada na siebie dwa kadry, wzburzone morze i falujący las, podbijając podobieństwa obu krajobrazów. W kunsztownej scenerii rozbrzmiewa prośba, zapewne wypowiadana przez oready, choć domyślamy się tego tylko za sprawą tytułu. Oready modlą się, żeby potężna dzika przyroda pochłonęła je i w ten sposób ukryła. Ujawnia się mroczna podszewka sielanki: jeśli oready pragną stać się cząstką morza albo lasu, to dlatego, że jedynie w ten sposób zdołają uciec przed zapędami jakiegoś napalonego boga. Dafne, jak pamiętamy, uciekała przed Apollinem. Wyprosiła u swojego ojca, by zamienił ją w drzewo wawrzynu. Choć wiersz Hildy Doolittle nie odnosi się wprost do tej historii, to jednak przywodzi ją na myśl. Być może za sprawą lekturowej synchroniczności przypomniałam sobie o Dafne czytając „Dziką działkę” Krystyny Dąbrowskiej, gdzie milczenie młodocianych bohaterek zostaje zestawione z milczeniem drzewa. Dziewczynki milczą, bo uciekają, nie przed niebezpieczeństwem, które dopiero nadchodzi, ale przed czymś, co już się wydarzyło.

Także u Dąbrowskiej krajobraz jest sielankowy, a w każdym razie rzecz rozgrywa się na „łonie” (sic!) przyrody. Dzikość, dzieciństwo – to romantyczne figury niewinności; łatwo o skojarzenie z rajem, znanym wyłącznie jako przestrzeń utracona, czas, kiedy „byłyśmy świetne.” „Ten dorosły” jest w dziewczęcym świecie intruzem, wiemy o nim tylko to, że jest dorosłym (rodzaju męskiego), a jednak bohaterki spełniają jego (idiotyczne) polecenie i włażą na drzewo szukać jakichś zaginionych sznurowadeł. Dzieci słuchają się dorosłych. Dziewczynki słuchają się mężczyzny. Myślę, że właśnie to jest w opisanej sytuacji najbardziej bolesne, najdobitniej świadczy o doznanej przemocy, nawet bardziej niż zerknięcia („lepkie jak żywica”) czy dotyk („sękatych”) palców.  Dziewczynki muszą zataić fakt, iż były posłuszne. Może dlatego nie tylko innym nie powiedzą co się stało, nie porozmawiają także też między sobą, nawet na siebie nie spojrzą. Ta cisza między nimi, ciężka, pełna treści, sygnalizuje koniec dzieciństwa. A jednak wiersz przerywa milczenie, mówi w imieniu obu, mówi „my” – przywracając utraconą wspólnotę doświadczenia. Domyślne „ja” pojawia się tylko w jednym zdaniu: „nie wiem”. Nie wiadomo, która pierwsza zeskoczyła albo spadła z nieszczęsnego drzewa, to nie jest ważne.

Motyw współdzielonego doświadczenia przemocy pojawia się u Krystyny Dąbrowskiej kilka razy, na przykład w wierszu „Kara” z tomu Ścieżki dźwiękowe (2018). Tytułową karę wymierzyła przedszkolanka: zakleiła dziewczynkom usta taśmą klejącą. Był to „pomniejszy akt przemocy”; przecież stale, każdego dnia, wydarzają się rzeczy straszniejsze. A jednak bohaterki wiersza pamiętają to. I pamiętają, że się nie zbuntowały. Wytrzymały tę karę, pozbawiającą ich możliwości mowy, do końca. Właśnie to – niemożliwość buntu, brak słów, uciszenie – najtrudniej znieść. Zwłaszcza, że były „wynalazczyniami zaklęć” – ich dziecięce słowa miały moc otwierania światów.

Coś z tej łobuzerskiej, dziewczyńskiej mocy przenika do wierszy Dąbrowskiej, „wynalazczyni zaklęć” nie pozwoliła się uciszyć. Jakaś siła otwiera i chroni duże i małe światy i zdarzenia. Czasem są to zdarzenia zachodzące w obrębie języka, jak to, do którego dochodzi w mojej ulubionej „Drodze pszczół” (także ze Ścieżek dźwiękowych), gdzie cytat z Pessoi – A morte é a curva da estrada zapoczątkowuje serię pomyłek, prowadzących ostatecznie do tego, co naprawdę chcielibyśmy powiedzieć – ale to już trzeba zajrzeć do wiersza.


Na zdjęciu: Krystyna Dąbrowska w klubie Proza. Wrocławski Dom Literatury, 2023
fot. Rafał Komorowski/WDL