Felietony

Trzy zero

Dorota Kotas
717 odsłon
urodziny

Bardzo chciałam napisać felieton o swoich trzydziestych urodzinach. Pomyślałam jednak, że taki temat naprawdę nikogo nie obchodzi. W końcu ludzie mają własne sprawy i urodziny. Mają ich pod dostatkiem – myślałam – co roku nowe! Co więcej: przeżywają urodziny z łatwością, bez większego wysiłku, nie to, co ja. W samym środku wewnętrznego konfliktu i tuż po urodzinowej kolacji na mieście, na której wszyscy goście zatruli się boczniakami w glazurze (ja także), wpadłam na świetny pomysł: nie będę pisać o swoich urodzinach. Zrobię ankietę i napiszę o urodzinach WSZYSTKICH LUDZI – wszystkich ludzi, którzy zgodzą się opowiedzieć mi o tym, co robili w dzień swoich trzydziestych urodzin. Była druga w nocy. Właśnie kończyłam układać pytania i wysyłać je sama sobie na messengerze (mój ulubiony sposób robienia notatek, których nie zgubię i o których nie zapomnę). Rano opublikowałam ankietę na fb i instagramie, z opcją widoczności dla bliższych i dalszych znajomych. Otrzymałam czterdzieści cztery odpowiedzi. Czas gromadzenia danych wynosił jeden dzień. Prawie nikt nie został przymuszony do odpowiedzi i większość osób pisała, że jest bardzo ciekawa wyników. Opracowanie ankiety urodzinowej chciałabym zaprezentować w niniejszym tekście. Albo inaczej, powiem wam prawdę: nie ma opracowania. Jest coś lepszego. Dowód na nieskończoną ilość sposobów i możliwości tego, kim można być!

Trzydzieste urodziny – jak spędzili je ludzie? Pewna osoba zamknięta w mieszkaniu z nową dziewczyną, tuż po ogłoszeniu pandemii. Prezent urodzinowy został jej przerzucony przez żywopłot do miniogródka, później musiała go zdezynfekować – a był to zestaw biwakowy (żeliwny rondel do gotowania jedzenia na ognisku, prysznic turystyczny do vana i żółta lampa naftowa), z którego nie mogła w żaden sposób skorzystać, ponieważ rząd właśnie zakazał przemieszczania się i wchodzenia do lasu. Jedna osoba spędziła urodziny w lesie, ale liczyła na większą pompę. Inna poszła na pedicure. Kolejna założyła pierwszy raz w życiu buty na wysokim obcasie, a potem ruszyła odebrać syna z capoeiry na Pradze. Czternaście osób napisało, że nie pamięta, a piętnasta odpowiedziała pytaniem: „kto by pamiętał?”. Jedna udzieliła skrytej odpowiedzi: „jak zwykle nudno”, inna: „tak jak chcę”. Jedna z ankietowanych dostała śmietankowy tort od rodziców i pewnie miała dużo szczęścia, bo trafił się także ktoś, kto dostał banana z wbitą świeczką, a jeszcze inna, całkowicie niezwiązana z nimi osoba, nieznająca tych odpowiedzi, dodała komentarz: „wypełniłam jedząc banana”. U jednej osoby zorganizowano grilla, który, jak uzasadniła ankietowana, „wynikł z zawartości lodówki”. Jedna osoba spędziła swoje urodziny na urodzinach Boba Marleya, a inna na koncercie King Khana, kimkolwiek on jest. Jedna osoba była w kinie z koleżankami na Dzienniku Bridget Jones (z którą się wtedy utożsamiały). Inna tańczyła macarenę na domówce w siwym od dymu mieszkaniu, rapując Jeden Osiem L o trzeciej nad ranem. Jedna osoba spędziła urodziny w ośrodku uzależnień po opuszczeniu więzienia, bo nie chciała wracać w rodzinne strony. Inna na wieczorze wyborczym, bo startowała właśnie wtedy w wyborach na prezydentkę. Jedna osoba spędziła urodziny z rodziną, która zjechała się akurat na pogrzeb dziadka – dzięki temu mogli wszyscy razem zaśpiewać jej „sto lat”. Inna osoba, która obecnie wygląda sto razy młodziej niż większość znanych mi ludzi, twierdzi, że zamiast trzydziestki obchodziła sześćdziesiąte czwarte urodziny, bo umówili się tak z eksmężem. Jedna osoba chciała dostać perły (i dostała). Inna zrobiła Obciach Party, prosząc o obciachowe prezenty – „wygrała zużyta szczoteczka do zębów”. Kilka osób nie miało jeszcze trzydziestych urodzin. Jedna z nich zamierza spędzić je w Edynburgu i zjeść ciastko w burżujskiej cukierni, inna chce pojechać na wakacje ze swoim chłopakiem, a część nie ma planów. Inna osoba, która ma urodziny w wakacje, napisała, że jeździła na rowerze, bo nikogo wtedy nie ma. Jedna osoba miała pomysł, żeby zorganizować wyjazd dla wszystkich przyjaciół i znajomych, „potem się okazało, że nikt nie może jechać”.

Jedenaście z tych osób wspomina, że było już wtedy rodzicem, a jedna osoba prawie nim była. Wiele z tych osób chciało podróżować. Jedna osoba chciała być gwiazdą telewizji. Bycie smutną, niezbyt szczęśliwą, zagubioną lub przestraszoną osobą zadeklarowało aż siedemnaście z czterdziestu trzech ankietowanych (choć wcale nie padło pytanie, czy byłxś wtedy szczęśliwx). „Byłam bardzo zagubiona”, „było mi w chuj ciężko”, „nie byłam z siebie specjalnie zadowolona (…), denerwowałam się łatwo, spędzałam czas źle”, „[byłam] ostro pogubioną osobą”, „byłam nikim”, „rozważałam zostanie prostytutką ze względu na finanse. Potem (…) dostałam psychozy”, „byłam osobą, którą już nie jestem i cieszę się z tego! (…), emocjonalnie w niefajnym miejscu”, „chowałam się w łazience i próbowałam uspokoić lęki”, „było mi ciężko”, „[byłam] niespełnioną artystką z depresją, pracującą na czarno”, „byłam zagubiona”, „byłem nieszczęśliwym człowiekiem w związku z nieodpowiednią osobą, który nie radził sobie ani z pracą, ani z pomysłami na życie”, „byłam jakąś smutną osobą”, „strasznie było mi trudno”, „byłem pijącym alkoholikiem”, „[byłam] żoną niezbyt szczęśliwą i niezbyt obecną matką”, „ciągle szukałam swojego miejsca i nadal byłam zagubiona”, „bardzo się bałam” – tak wyglądały odpowiedzi na pytanie: „kim byłxś w wieku 30 lat? – albo kim chciałxbyś być w wieku 30 lat”. Jedna osoba przyznała: „kończyłam trudny czas”, „byłam zadowoloną z życia singielką”, a inna: „bardzo chciałam, żeby się wszystko udało” – pozytywne odpowiedzi pozostają jednak w wyraźnej mniejszości. Nieśmiały wniosek jest tylko jeden: być może w ogóle nie da się być szczęśliwym, mając trzydzieści lat…?

„Jak bliska jest nasza relacja twoim zdaniem? Zaznacz na osi” – uważam to pytanie za genialne, niesamowicie pomocne życiowo, nie kłamię. Pewnie głupio tak mówić, ale taka jest prawda. W przedziale punktowym od 1 do 9, gdzie 1 oznacza „ledwie się znamy”, a 9 „bardzo bliska relacja”, dwadzieścia pięć osób zaznaczyło odpowiedzi między 1 a 4, a osiemnaście osób między 5 a 9 – z czego trzy wybrały wartość maksymalną. Część moich „znajomych” to osoby, których NIGDY nie poznałam – dlatego uznaję ten wynik za bardzo dobry. Część z tych osób, których nigdy nie widziałam, wyraziła chęć spotkania się face to face, poza Facebookiem. Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek odważymy się na ten krok i jak potoczą się nasze losy, czy może wtedy relacje skończą się wielkim obustronnym rozczarowaniem (często nadal myślę, że jeśli ludzie mnie lubią, to głównie z tego powodu, że nie znają mnie tak naprawdę). Ale chyba można powiedzieć, że jest to perspektywa optymistyczna, skoro są w nas jakieś chęci/ciekawość/gotowość, czymkolwiek to jest. Może kiedyś będę odważna (w odpowiedzi na pytanie, co lubisz robić, jedna osoba napisała, że „lubi się nie bać” – bardzo szanuję tę odpowiedź, dlatego zapisuję ją sobie w tym miejscu jako pamiątkę i plan na przyszłość).

Nie wiem, w jaki sposób inni ludzie orientują się w swoich relacjach, o ile nie prowadzą ankiety w dokumentach Google. Czy potrafią wywnioskować sami, jaka jest zażyłość, na podstawie prawdziwego życia? Z mojego punktu widzenia brzmi to niewiarygodnie. Ja lubię wiedzieć, kto chce się ze mną widywać i komu mogę zaproponować spotkanie bez ciężaru uczucia, że narzucam się albo jestem żałosna. Jeśli ktoś mi odmówi, pisząc, że danego dnia nie ma czasu / jest chory / nie może i nie zaproponuje innego terminu, to czy oznacza to, że nasza relacja została skreślona na zawsze i nie należy więcej naciskać? Czy osoba, którą widuję z częstotliwością raz w roku, jest osobą, której mogę spontanicznie zaproponować spacer, czy lepiej tego zaniechać, bo okażę się chorym creepem, z którym jeśli ktoś w ogóle zgodzi się spotkać, to tylko z litości, bo pomyśli, że na pewno nie mam żadnych innych, lepszych znajomych? Powyższe kwestie są dla mnie niezwykle zajmujące. Dlatego lubię wiedzieć (inaczej często rezygnuję, bo nie czuję się pewnie i wszystkie propozycje wydają mi się nie na miejscu, tak to już jest).

Z odpowiedzi, których moi znajomi udzielili na pytanie: „Jaka relacja chciałxbyś, żeby nas łączyła” (do wyboru: „chciałxbym mieć lepszą relację”, „nasza relacja jest ok – wystarczająco dobra”, inne, jakie?), wynika, że 27,3% ankietowanych chciałoby mieć ze mną lepszą relację. 36,4% odpowiedziało, że nasza relacja jest ok taka, jaka jest. Inne odpowiedzi to głównie realne propozycje spotkania – i to jest super. „Kiedy ostatnio się widzixxśmy i jak nam poszło?” – w około 90% dobrze. Niektóre spotkania ankietowani ocenili jako niezręczne, wskazując na przyczyny – co było bardzo pomocne (czynniki: tłum, spotkanie gdzieś z zaskoczenia, onieśmielenie, problem nierozpoznawania twarzy znajomych ludzi, dopóki nie zna się ich na pamięć, spotkanie po iluś latach przerwy, trema, mood, jaki się ma danego dnia, zmienny stopień gotowości na kontakt z ludźmi, niesmaczne jedzenie w knajpie).

„Dziękuję za odpowiedzi. Mam szczerą nadzieję, że przydadzą się one w moim dalszym życiu” – wiem, że tak będzie. Moja dziewczyna skomentowała: „ta ankieta jest tak autystyczna, że tylko ty mogłaś to wymyślić!!!”. Wypowiedziała te słowa w tramwaju, w drodze na jogę. Uznałam, że to niesamowity komplement. Wiele osób (głównie moich autystycznych kolegów oraz koleżanek) pochwaliło ankietę – siedmioro w rubryce „dodatkowe informacje” napisało, że ankieta jest genialna, „mega mega mega” i że zrobią taką samą na swoje urodziny. Dlatego na koniec chciałam powiedzieć: bardzo się cieszę oraz: szykujcie się na nową modę!!! Mam nadzieję, że już wkrótce świat relacji, kontaktów z ludźmi i interakcji społecznych stanie się łatwiejszy w obsłudze – chciałabym, żeby tak właśnie było. Tymczasem ja zaczęłam już robić tabelę z imionami, w której zaznaczam, kogo mogę zaprosić w trzydziestym roku życia na śniadanie i co mam wtedy zrobić do jedzenia (wiem to z ankiety), z kim mogę umówić się na granie w grę, z kim na wyprawę po lumpeksach, a z kim na spacer w lesie. Polecam – Dorota Kotas.