Felietony

Żalośpiew

Weronika Gogola
1013 odsłon
Weronika Gogola, fot. Juraj Starovecký

Śpiewałam w grocie. W Uchu Dionizjusza. Na otwartym gardle, z przepony śpiewałam. Śpiewałam pieśni, które wymyśliłam, w języku, który wymyśliłam. Przypadkowi turyści zaczęli bić brawo. Oklaski poleciały w szczeliny jak zmierzające na sen nietoperze. Mani jo, rashke ro, nari ja. Wo-ma-he. Wo-ma-he. Śpiewałam w języku, który jest tylko we mnie.

W grocie dźwięki rozchodzą się, nie giną. Zostają w skałach na zawsze, łączą się w chmary, zaplatają i płyną. Do życia potrzebują ciszy. Wystarczy zamilknąć, a melodia wypływa z oddali, z prześwitów, załomów, odłupów. Podpełza. Melodia odniesiona każdym pojedynczym dźwiękiem, który tu kiedyś padł, który kiedyś się tu odbył.

Zapytam: gdzie grają? Nie kto, ale gdzie.
Niewidzialna orkiestra przygarnia mój głos, ściąga go na krosna i plecie w jeden pasaż.
I po mnie też przyjdzie ktoś i zapyta: gdzie grają?

Stanęłam w samym środku groty, bo chciałam zostawić tu swój głos. Chciałam zostawić tu swój głos, bo tylko po to tu jestem. Najpierw wił się, zdezorientowany meandrował, żeby wreszcie wbić się w resztę mamrotów, chrobotów i poddźwięków. Echo.

I po mnie przyjdzie ktoś i zapyta: gdzie grają? Nie kto, ale gdzie.

Śpiewałam w opuszczonym silosie, wielkiej tubie z otworem na niebo, gdzie głos mój rozchodził się jak głos boskiej postaci, rozedrganej bytości. Śpiewałam pieśni, które wymyśliłam, w języku, który wymyśliłam. Głos zwielokrotnił się, nabrał rozpędu i zniknął w obłokach. Patrzyłam na okrągłą tarczę otwartego nieba. Wyrzucałam głoski z otwartego gardła. Nie wracały. Pogryzło mnie dziwne robactwo, wylęgło się w opuszczonym silosie, pogryzło mnie do krwi.

Śpiewałam na Wzgórzu Diabła, Teufelsberg, śpiewałam w kosmos. Struktura kopuły jak skóra, podzielona na małe latawce, z kropką na oddychanie w samym środku każdej z figur. Śpiewałam pieśni, których mnie nauczono, w istniejących, ale zapomnianych językach. Językach, na które mówi się „narzecze”. Nalot. Siatka otwartych porów startuje do gwiazd. Czy dźwięki doleciały? Nie wiem.

Pisanie jest jak śpiewanie, tak samo organiczne. Tylko dobre pisanie każe zapytać: gdzie grają? Nie kto, ale gdzie. Kiedy czytam, chcę wejść w historię, zapomnieć o sobie, być tam, gdzie grają. Nie obchodzi mnie, kto napisał ani dlaczego. Nie w pierwszym czytaniu. A kiedy tak śledzę polski świat literacki, mam wrażenie, że coraz bardziej liczy się, kto napisał, a nie co.

I wszystko jedno, że książki, które okrzykuje się arcydziełami, to niedorobione kadłubki, nieopierzone embriony, niedoszlifowane belki bez stropu. Ważne, że ktoś napisał. Ktoś sympatyczny, ktoś miły, ktoś, kogo znamy, z kim może kiedyś coś. Ciche przyzwolenie na blef. Choć Cesarz jest nagi, udajemy, że nie. Trudno się przecież krzywdzić, lepiej przytulić się do serca, pocmokać z uznaniem, podniecić się grównami wymemłanymi, niedociumanymi, wykalkulowanymi na szybki przebieg, numerek, bzyczek. Polska literaturo, I would love to throw a fuck into you, ale nie mogę. Nie podniecasz mnie, ani trochę ci nie wierzę. Jesteś zamknięta w sobie, odwrócona do świata dupą, grzebiąca tylko w swoich majtkach.

Ale przecież gdzieś tam, na rubieżach, powstają rzeczy ciekawe i cenne, gdzieś tam, w katakumbach, żyją całe orkiestry, stroją smyczki, nacierają kalafonią, w gotowości przed pierwszym taktem. Gdzieś grają.

A na powierzchni tylko kto, tylko kto napisał się liczy. Wynaturzenie dokonało się przez ostatnie lata w wyniku kondensacji obecności w mediach społecznościowych, za sprawą mżawki statusów, mżawki, z której nigdy nie powstanie literacka burza. Taka mżawka zakwasza ziemię, po takiej mżawce nie wyrośnie tu nic żywego. No, prawie nic. Z ziemi wypełzną larwy, tłuste larwy poklasku, pieszczochy wypełzną na powierzchnię, mieląc skwaszoną ziemię i wyrzygując słowa, które zamknięte w skafandry gremia uznają za przełomowe, okrzykną arcydziełami i będą tak krzyczeć, będą krzyczeć i klaskać, dopóki tłuste larwy nie pożrą ich również. I zostaną same, wreszcie zostaną same, dławiąc się wymiocinami. Ktoś, ktoś, ktoś.
Po raz ostatni zapytam: gdzie grają?

Syrakuzy, Rymawska Sobota, Berlin, 2012–2023 r.