Felietony

O tym, jak sroczka konfiturę warzyła

Weronika Gogola
4152 odsłon
Konfitury w bibliotece

Koniec roku to czas rankingów i podsumowań. Spróbuję odwrócić sytuację i pobawić się w profetkę. Przewidzieć, kto znajdzie się w rankingu najlepszych książek w roku 2024. Już teraz? – zapytasz. Nie potrzeba do tego nadmiernie skomplikowanych algorytmów, wystarczy trochę prześledzić tendencje, a w zasadzie obligatoryjne powinności polskiej prozy, choć dałoby się powiedzieć prościej: kalkulacje. Kalkulacje rodzące się w głowach autorskich.

Jak działają polski pisarz i polska pisarka? Chcielibyśmy wierzyć, że coś ich trapi, gryzie, kłuje jak kamyk w bucie, coś może ich nawet obchodzi, coś interesuje, więc zasiadają za biurka i wylewają z siebie odkrycia, emocje, nadzieje, a nawet (o zgrozo) perwersyjne sny.
Czy to tak działa? Chwała tym, którzy myślą przede wszystkim o sztuce (nie, nie zejdę z tych wysokich tonów, bo odrobina afektu przyda się w świecie kalkulacji). Co jednak, jeśli osoby piszące chcą pod koniec roku wylądować na panelowej podłodze w rankingu najlepszych książek? Takie osoby zadają sobie podstawowe pytanie: z czego będzie konfitura? (Termin kradnę od mojej koleżanki pisarki, która to, co ja w tym tekście nazywam chłodną kalkulacją, nazwała kiedyś „węszeniem konfitury”). Zasiadają zatem nad klawiaturą i wytężają węch. Gdzie ta konfitura? No gdzie?! A kiedy znajdą, kiedy do ich nozdrzy dostanie się słodka obietnica sukcesu, zarżą po końsku, a ich nozdrza zamkną się jak skrzela, żeby pozbawione tlenu, w amoku, na szybko, klecić teksty ledwie trzymające się na cienkich nóżkach topionego dżemixu, ale tężejące w sukces.

Próbowaliście? Wiecie, z czego najlepiej warzyć w garze, żeby potem najeść się do syta, otrzymując przy tym order pasibrzucha?
Jak to zrobić? Jak osiągnąć w Polsce sukces? Jak znaleźć się na wyłożonej panelami agorze? Oto krótki poradnik, który może pomóc osobom zabierającym się do pisania.

JAK SMAŻYĆ KONFITURĘ, CZYLI JAK OSIĄGNĄĆ W POLSCE SUKCES LITERACKI:

1. Bezpieczną drogą wciąż jest non fiction, chociaż najlepsze lata ma już za sobą. Nieważne tak naprawdę, o czym piszesz, musisz tylko pamiętać o dwóch faktorach: pochylić się, a następnie oddać głos. Bez symbolicznego pochylenia i oddania głosu niewysłuchanym twoje non fiction może przepaść. Tylko pochylanie się i oddawanie głosu przynosi w Polsce sukces. Tylko polski pisarz, tylko polska pisarka mogą wchodzić do jaskini troglodytów, podróżować do krajów trzeciego świata i pochylać się, pochylać się, ile wlezie, a potem łaskawie oddawać głos. To nie na gwiazdę betlejemską czekają zapomnieni maluczcy, tylko na polską pisarkę i polskiego pisarza, którzy przyjdą i się pochylą. Pochylić się i oddać głos, pamiętaj! Te dwie drobne czynności uczynią z twojej książki sukces.

2. Odkryj coś, co powinno być oczywistością, lecz w kraju nad Wisłą było przez lata przemilczane i tłumione. Tak jak nasze chłopskie korzenie albo pochodzenie robotnicze. Profity mają ci, u których wystąpi przyjemny miks pochodzenia robotniczego z chłopskim. Większość literatur już dawno przepracowała ten temat, ale Polska dopiero teraz odpaliła rolki. Tak że jeśli chcesz rozkoszować się konfiturą, napisz o swojej babce, która jadła perz na przednówku. Jeśli nie interesuje cię temat awansu społecznego i chłopsko-robotniczego pochodzenia, polskie panele literackie otwierają inne możliwości. Na przykład możesz odkryć, że Polska nigdy nie była monolitem kulturowym. W kraju nad Wisłą potrzeba było sporo czasu, żeby się opamiętać i rozpocząć wykopywanie trupów. Najwięcej zarobisz na śląskości, ale całkiem spore szanse zyskasz również, pochylając się (tak, o pochylaniu się nie zapominaj!) nad Kaszubami czy Mazurami. Jest tylko jedna mniejszość, o której lepiej nie pisać, niezwykle ryzykowna: polscy Ukraińcy znad Sanu. Tego się wystrzegaj, na to jeszcze nie przyszła moda. Oczywiście, możesz spróbować ją zapoczątkować, ale jeśli już, to pisz o Łemkach. Łemkowyna się jeszcze jakoś przyjmie – opuszczone sady, watra raz w roku, te sprawy. Jednak jeśli odkryjesz u siebie ukraińskie korzenie albo jesteś z Przemyśla – nie, to się nie sprzeda. Pomimo napływu ukraińskiej ludności ukraińskie, a niedajboh białoruskie pochodzenie w Polsce wciąż jeszcze nie jest cool. Musimy poczekać, aż wyczerpie się temat Śląska i Prus Wschodnich, a to potrwa.

3. Przepisz swoje statusy z Facebooka i oddaj redakcji, a oni jakoś to pozlepiają w książkę. W końcu od tego są. Jeśli trudno będzie osiągnąć przyzwoitą objętość tekstu, grafik na polecenie wydawnictwa rozciągnie interlinię do granic możliwości. Czytelnicy się nie skapną, a książka będzie mieć obligatoryjne 180 stron. Pamiętaj, że każdy z krótkich rozdzialików musi mieć puentę, oraz skomponuj pierwsze zdanie tak, żeby było piękne. W Polsce bardzo liczą się pierwsze zdania i puenta. Reszta jest w zasadzie nieistotna.

4. Napisz coś kiczowatego. W Polsce nic nie sprzedaje się tak dobrze jak kicz. Nie, nie chodzi mi o wyrafinowane kampowe zabawy. Napisz coś łopatologicznie kiczowatego, ocieraj się o kicz jak kocica w rui, rób to na granicy strawności, nie wycofuj się z kiczu. Dobrze, kiedy kicz będzie imitować wielką literaturę. Jest to pewien rodzaj wyrafinowania twórczego, ale na pewno dasz radę. Nie bój się kwiecistych metafor typu konstelacje pieprzyków albo blask słońca na skórze. Polscy czytelnicy i polskie czytelniczki to kochają. Śmiało! Używaj też dużo bon motów i zabaw językowych, dostaniesz medal za odwagę. Nie licz jednak na sukces za granicą. Twoje książki będą tłumaczone, ale nie przyjmą się, ponieważ większość literatur, włącznie z ościennymi, jest wyczulona na tanie chwyty. Ale w Polsce hulaj dusza!

5. Zbluzgaj swoich rodziców. Maksymalnie. Najlepiej pojedź po matce, za to też dostaniesz medal za odwagę. Nie sympatyzuj z nimi, są podłymi ludźmi, którzy nie przeszli żadnej edukacji seksualnej i wpadli w młodym wieku, jako nieukształtowane szczyle, być może nielubiące dzieci, pozbawione możliwości rozwoju. Za to należy im napluć w twarz. Ty nie musisz lubić dzieci, ale twoja matka ma obowiązek je kochać i tulić do serca. Ma być matką Polką, a potem pomocną babką. Innej roli dla niej polska literatura nie przewidziała. Jeśli piszesz o matce, to najlepiej, żeby była z prowincji i zachowywała się jak postać z Nie ma mocnych, maksymalnie z komedii Kogel-mogel. Twoja matka słuchała Sinéad O’Connor i Phila Collinsa, a nie disco polo? Ukryj ten fakt, żeby ją uwiarygodnić. Musi mówić gwarą, zwłaszcza jeśli idzie do doktora albo jedzie do miasta. Tak, wiem, że w rzeczywistości jest odwrotnie i ludzie, którzy w domu mówią gwarą, u lekarza starają się mówić poprawną polszczyzną, ale w literaturze to się po prostu nie przyjmie.

6. Pisz o rzekach. To najnowszy hit, to najnowsza, jeszcze niezżelowana konfitura, z której można wycisnąć maksymalnie dużo nektaru sławy i chwały. Wybierz sobie jakąś rzekę i po prostu ją opisz. Dobrze, jeśli będziesz się nad nią snuć, książka o rzece musi być niespieszna. Jeśli to nie będzie zbiór esejów, to napisz coś, co jest metaforą rzeki. Opisz swoje dzieciństwo nad rzeką, swój pierwszy raz nad rzeką, a nawet znalezienie trupa w rzece. I pamiętaj: nie bój się używać wytartych haseł, bo – jak mówiłam – kicz to pierwsze imię polskiej prozy. Śmiało napisz coś w stylu: „niepodobna dwa razy wejść do tej samej rzeki”. Ludzie to żreją, jak konfitury.

7. Feminizm. To sprawdzona, dobrze zżelowana konfitura. Ale twój feminizm nie może być „suchy”. Wiesz, o czym mówię? Nie możesz zajmować się kwestiami równouprawnienia, to nudne. Zajmij się kobiecością wyjącą do księżyca, stwórz obraz kobiety rozumiejącej naturę lepiej niż mężczyzna, onanizującej się na mchu westalki. Pamiętaj, że musi być dużo łechtaczek i wilgoci. Im bardziej będzie mokro, tym większa szansa, że twoja książka przeniesie cię z lasu na ranking. Ekofeminizm – oto gwarancja sukcesu! Im bardziej szamańsko, kadzidełkowato i waginalnie, tym lepiej. W inne feminizmy raczej się nie baw, na to nie ma popytu. Kobieta musi być sprowadzona do waginy, tak jak mężczyzna musi być sprowadzony do kutasa. To jedyna równość, na którą polską literaturę jeszcze stać.

8. Skoro jesteśmy przy ekologii, to również doskonały temat. Oczywiście pandemia, strach przed globalnym ociepleniem, jakieś postapo – ale dobrze, żeby też było wilgotne, pierwotne. Poza tym musisz pokazać, że zwierzęta są ważne, musisz zrównać człowieka z naturą, zrzucić go na czworaka, pokazać krąg życia. Ja wiem, że robili to już w Królu Lwie, ale teraz jest ten czas, to się bardzo dobrze warzy w garze. Możesz pisać o tajemniczych zwierzętach w lesie, o znalezionym porożu albo o kościach zwierząt. Kości zwierząt to gwarancja konfitury! Dobrze też, kiedy od czasu do czasu na socialach umieścisz jakieś zdjęcie zwierzątka, to podkręci sprzedaż. Wszystko jedno, czy żresz mortadelę, czy nie. Liczy się to, co w prozie i na zdjęciu.

9. Używaj często słowa „trauma”. Może być historyczna, najlepiej coś o rzezi wołyńskiej lub holokauście, albo ta pomniejsza, domowa; najlepiej, kiedy napiszesz o DDA, o przemocy w szkole albo o traumie swojego ciała – bulimia, anoreksja są mile widziane.

10. Nie zapomnij o wrzuceniu w fabułę… No dobrze, fabuła nie ma teraz wzięcia, a więc nie zapomnij o wrzuceniu w swoją fragmentaryczną, wysoko artystyczną prozę postaci obligatoryjnych: alkoholika/alkoholiczki, lesbijki/geja, osoby niebinarnej, ofiary patriarchatu, chłopka roztropka, kobiety walczącej, wiedźmy (pamiętaj o wystarczającym poziomie wilgotności), mężczyzny, który potrafi płakać, księdza pedofila. No tak, byłabym zapomniała! Jazda po polskim Kościele jest również obligatoryjna – ale nie rezygnuj ze swojej spirytualności. Napisz na przykład o tym, jak zły jest Kościół katolicki, lecz nie zapomnij dodać, że wschodnie ikony (koniecznie użyj słowa „pisane” – chociaż to błąd w tłumaczeniu, dostał się do powszechnej świadomości, nabrał „znaczenia” i warto go powielać) są takie duchowe, albo napisz coś o ayahuasce.

Cóż, rozpędziłam się, a mogłabym tak jeszcze długo. Masz mnie już dosyć? Przecież mnóstwo książek napisanych na ten temat to arcydzieła – to chcesz powiedzieć? Niespodziewanie zacytuję Tischnera z Historii filozofii po góralsku: „Krowa, i koza jednóm trowe zrejóm, a gówno inkse”.


Zobacz polemikę Weroniki Nawrockiej z tym tekstem.